Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.

WEB 2.0

piątek, 16 sierpnia 2013

Roon  to nowa, prosta platforma blogowa.
Taka bardziej do naszych czasów dostosowana...

Na pomysł pisania blogu wpadają kolejne osoby.
Pomysł dobry - większość z nas ma coś ciekawego do przekazania, a niektórzy chcą się po prostu wygadać. Tak czy inaczej - nikt nikogo do czytania nie zmusza...
Tylko gdzie pisać?

Możliwości jest dużo, a Roon ma dwie zalety:

  • Po pierwsze - zacząć pisanie można w dwie minuty; tyle przeciętnie zajmie założenie konta. Można oczywiście szybciej, ale pewnie zastanowimy się chwilę nad hasłem do naszego blogu.
  • Po drugie - Roon dobrze prezentuje się nie tylko na komputerze stacjonarnym, lecz również na urządzeniach przenośnych, np. smartfonach. Sprawdzałem. 

Warto oczywiście zauważyć, że cały serwis - od strony głównej poczynając - jest prosty i przyjazny. 

Roon1

Założenie konta to naprawdę chwila:

Roon2

I już możemy tworzyć pierwszy wpis.

Po lewej widzimy kolejne wpisy, podzielone na dwie grupy: Drafts i Published. Sprawa oczywista - piszemy sobie, a gdy wpis jest gotowy - publikujemy.

Do wpisu możemy dodawać grafiki. I to bezpośrednio z dysku.

Dodałem zdjęcie osobistego kota w nagłówku pierwszego wpisu:

Roon3

W normalnym widoku wpis wygląda tak:

Roon4

Można to sprawdzić pod adresem:

http://mjack.roon.io/m-j-blog-pierwszy-wpis

Jak widać, wybrany przeze mnie adres blogu to mjack.roon.io

To duża zaleta nowych serwisów - można dość dowolnie wybrać sobie łatwy do zapamiętania adres... 

Pisze się dobrze, na dole mamy kilka ikonek do prostego formatowania - pismo podkreślone, italic, pogrubienie, wstawianie zdjęcia... Te komendy można wpisywać "ręcznie", są też widoczne we wpisywanym tekście:

Roon5

Oczywiście w każdej chwili można sprawdzić, jak wygląda gotowy wpis.

Zastanawiam się nad ewentualnym wykorzystaniem tego blogu do nieco innego tematycznie cyklu, a na razie zrobiłem dwa próbne wpisy, próbując m. in. wstawiania zdjęć; bez problemu:

Roon6

Co jeszcze ciekawego?

  • Roon jest bezpłatny. Opłata jest przewidziana, gdy ktoś chce mieć niestandardową domenę.
  • Treść swojego blogu można w każdej chwili wyeksportować. Otrzymasz plik ZIP z wszystkimi wpisami i grafikami.
  • Na stronie blogu dostępny jest adres kanału RSS. Wrzuciłem do Feedly - działa... 
  • Wpisy można wrzucać na Twitter, Facebook, czy do Pinterest. Fanki mogą też klikać "serduszko" pod wpisem ukochanego autora...
  • Wpisów nie można komentować bezpośrednio, ale... można komentować za pośrednictwem Twittera. Znak czasów - nie masz konta na Twitterze, nie masz głosu...  :-)

     
12:28, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (6) »
sobota, 29 czerwca 2013

Narrable to serwis, który pozwala opowiedzieć historię ilustrowaną zdjęciami. Opowiedzieć - gdyż do każdego zdjęcia możemy nagrać komentarz. Albo np. podkład muzyczny.

Pomysł w sumie prosty, ale zręcznie wykonany - aż miło popatrzeć.

Na stronie głównej możemy zobaczyć, o co chodzi - dostępne są przykłady zdjęć odpowiednio skomentowanych. Na przykład - zdjęcia ze ślubu.

Pomysł całkiem fajny; przeglądamy zdjęcia, klik - i słuchamy opisu...

Narrable1

Oczywiście sprawdziłem, czy utworzenie takiego pokazu - który możemy potem udostępnić znajomym z Facebooka czy opublikować na blogu - jest proste.

Jest...

Narrable2

Wrzuciłem kilka "dyżurnych" zdjęć z komputera (można też użyć zdjęć opublikowanych na Facebooku) - po chwili są już na stronie, dodajemy jakiś tytuł i przeglądamy, jak też to wygląda, czy nie trzeba czegoś poprawić: 

Narrable4

Można zmieniać opis czy kolejność poszczególnych zdjęć.

Narrable3

Kluczowa sprawa to oczywiście "opis paszczą"; możemy go dodać na kilka sposobów.

Najprościej - nagrywając bezpośrednio na stronie, albo rejestrując w komputerze i przesyłając plik dźwiękowy.

Można również dodać opis przez telefon, ale chyba nie jest to najlepsza metoda w moim przypadku, gdyż Narrable to serwis amerykański. 

Narrable5

Oczywiście opis możemy kasować czy poprawiać. Jak wspomniałem - zamiast opisu słownego może grać muzyka czy np. szumieć knieja...

I jeszcze jeden przykład gotowej prezentacji; zdjęć jest oczywiście więcej:

Narrable6

Serwis fajny, niestety nie do końca za darmo. Za darmo możemy zrobić 5 prezentacji - jeśli nam się spodoba i chcemy więcej, trzeba zapłacić kilka dolarów miesięcznie (chociaż bodajże jest możliwość tworzenia dalszych prezentacji, jeśli publikujemy je na Facebooku - gdzieś mi się przewinęła taka informacja...).

Serwis może służyć nie tylko do publikacji zdjęć ze ślubu czy z wakacji, lecz również podanych w atrakcyjny sposób materiałów dla uczniów czy studentów.

 

17:57, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 grudnia 2012

Dawno nie pisałem o żadnych serwisach społecznościowych...

Perso.na  to miejsce, które możemy traktować jako typowy serwis społecznościowy, w którym prezentujemy ciekawe - naszym zdaniem - klipy filmowe czy zdjęcia, ale również może służyć po prostu do przedstawienia w sieci naszej skromnej osoby: to lubimy, tamto nas interesuje, takiej muzy słuchamy...

Zakładamy konto:

Perso-na1

I podajemy kilka danych.

Wpisałem adres tego blogu, potem dodałem również zdjęcie; potraktuję Perso.na jako rodzaj wizytówki.

Następnie clou programu: "podłączamy" do naszego konta (czy - jak to nazywają twórcy - synchronizujemy) konta w jednym lub kilu serwisach. Ich lista jest co prawda dość krótka, ale treściwa: Vimeo, Instagram, Youtube, Tumblr:

Perso-na4

Oczywiście musimy zezwolić na dostęp do naszego konta, no ale to standard w tego typu serwisach - inaczej po prostu nie mogą publikować zawartych tam treści.

Zgodziłem się i  Perso.na  wyświetliła dość zgrabnie filmy, które na moim koncie w Youtube zaznaczyłem jako Ulubione

Perso-na6

Każdy klip filmowy można oczywiście obejrzeć, co też z chęcią uczyniłem z kilkoma teledyskami (przecież to moje ulubione...):  

Perso-na7

To moje ulubione... ale możemy również przeglądać materiały polecane przez innych użytkowników (jest ich trochę w serwisie, istnieje też opcja zapraszania swoich znajomych):

Perso-na5

Każdego z nich możemy dodać do "śledzonych" czy też "obserwowanych". Można też "pożyczyć" od nich klip filmowy czy zdjęcie, które nam się spodobało:

Perso-na8

Prawdę mówiąc Perso.na  nie jest jakąś rewelacją, można nawet zastanawiać się, po co komu taki serwis, ale... bawiłem się dooobrą chwilę, widać też na stronach trochę ruchu i użytkowników z ciekawymi portfolio, więc może ma to sens...

Poza tym Perso.na  jest obecnie w fazie beta i zapewne niektóre funkcje będa rozwijane czy to w stronę interakcji z innymi użytkownikami (nawet nie wiem, czy obecnie jest możliwa jakaś wymiana zdań?), czy też w stronę osobistej prezentacji własnych zainteresowań czy dokonań.

 

20:26, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 listopada 2012

Weavly  pozwala pobawić się w montaż filmu, złożonego z klipów dostępnych na Youtube, muzyki z SoundCloud i animowanych GIF-ów z Loopcam.

Serwis jest w fazie beta, ale działa całkiem sprawnie i rozwija się - możliwość dołączania do tworzonego dziełka animowanych GIF-ów z serwisu Loopcam dodano niedawno.

Weavly1

Warto od razu zalogować się za pośrednictwem Twittera lub Facebooka; można co prawda bawić się bez logowania, ale nie zapiszemy gotowego dzieła ani nie pokażemy znajomym z serwisów społecznościowych.

Sama zabawa w tworzenie Mix'ów jest dość prosta od strony technicznej; wyszukujemy klipy filmowe z Youtube czy pliki muzyczne z SoundCloud i przeciągamy je na oś czasu na dole ekranu:

weavly2

Po wpisaniu deep purple lazy  wyświetlone zostały miniatury znalezionych klipów.

Przeciągnąłem wybrany - nagranie koncertowe - na dół.
Przed umieszczeniem na osi czasu można wybrać dowolny fragment nagrania, przeciągając znaczniki Start  i  End w odpowiednie miejsce:

weavly3

Postanowiłem dodać do mojego Mix'a nowszą wersję tego samego utworu - czyli Lazy - z płyty Re-Machined... 

weavly4

O ile dodawanie klipów w dowolnej kolejności jest proste, to ich bardziej precyzyjny montaż utrudniony; zaznaczanie początku i końca można dokonać z dokładnością do sekundy, czyli niezbyt dokładnie...

Poszczególne elementy montowanego filmu możemy edytować w dowolnej chwili, dopasowując początek i koniec czy zmieniając ich głośność:

weavly5

Oczywiście można dodać więcej elementów; dodałem jeszcze jeden utwór z Re-Machined:

weavly6

Można również dodać pomiędzy dowolnymi klipami napis, np. tytuł:

weavly7

a także pauzę, czy też link do dowolnego klipu filmowego.
Oraz - jak wspominałem - dowolny fragment muzyczny z serwisu SoundCloud, na drugiej ścieżce.

Gdy Mix jest gotowy, zapisujemy go jako prywatny czy też dostępny publicznie.

A link do mojego przykładowego mixa jest tu:

http://weav.ly/OtMsHrNta1e


17:49, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (6) »
środa, 24 października 2012

Flashissue  to kolejny serwis, pozwalający każdemu na zabawę w redaktora własnego magazynu internetowego.

Opisywałem już kilka serwisów, za pomocą których możesz publikować w jednym miejscu znalezione w sieci artykuły, zdjęcia czy filmy, które uznałeś za ciekawe. Takie rzeczy robimy właściwie codziennie, "wrzucając" do ulubionego serwisu (Facebook, Twitter, Google+...) linki do różnych ciekawostek.  

Flashissue bardzo ułatwia sprawę, a zabawa może być ciekawa; nie tylko dla ciebie, lecz również dla ewentualnych adresatów twojego biuletynu.

FlashIssue1

No właśnie - strona główna obiecuje, że nie będziemy się mordować z jakimiś ustawieniami czy mozolnym formatowaniem, będzie prosto i szybko. Sprawdzimy...

Przywitanie z serwisem i rozpoczęcie pracy jest proste, o ile masz konto w serwisie Facebook lub Google. Jedno kliknięcie, zgoda i...

FlashIssue2

...i już strona twojego magazynu czeka na nadanie tytułu i przesłanie jakiegoś zdjęcia "na okładkę"...

FlashIssue3

Strona podzielona jest na dwie części.

Prawy panel zawiera artykuły, z których możesz korzystać, publikując w magazynie. 
Skąd pochodzą  artykuły? O tym ty decydujesz, wpisując w okienko adres internetowy lub RSS serwisu czy blogu, który cię zainteresował.

Aktualną zawartość magazynu pokazuje lewy panel.

Wybrany artykuł z prawego panelu wystarczy przeciągnąć na lewą stronę, jak pokazuje poniższy zrzut: 

FlashIssue4

Pierwsze próby przeprowadziłem z własnym blogiem, dodając do magazynu kilka moich ostatnich wpisów.

Wygląda to tak:

FlashIssue5

Flashissue  ma kilka prostych rozwiązań, ułatwiających "prace redakcyjne" czyli składanie własnego magazynu; na przykład w prawym panelu mogą być wyświetlane fragmenty artykułów lub same nagłówki:

FlashIssue6

Oczywiście nie musisz się ograniczać do zawartości jednego, nawet najlepszego blogu - artykuły mogą pochodzić z wielu źródeł, wystarczy podać ich adresy:

FlashIssue7

Zawartość lewego panelu jest automatycznie formatowana i wygląda raczej dobrze, ale, jako redaktor, możesz każdy z artykułów edytować.

Łatwo jest zarówno usunąć część tekstu, jak również dopisać dowolny fragment czy zmienić grafikę: 

FlashIssue8

Można też dodać dowolny tekst w ramce pod artykułem; prosty edytor pozwala nie tylko na wpisanie tekstu, lecz również ułatwia jego formatowanie:

FlashIssue9

Jeśli używasz przeglądarki Chrome, warto zainstalować rozszerzenie pozwalające w prosty sposób dodać do tworzonego magazynu dowolny znaleziony w sieci artykuł; tu na przykład z serwisu Antyweb:

FlashIssue9a

I już artykuł przygotowany do dodania - wystarczy przeciągnąć na lewy panel:

FlashIssue9aa clipper

Całość sprawia przyjemne wrażenie. Gotowe dzieło można publikować na kilka sposobów, na przykład w popularnych serwisach społecznościowych.

A jak wygląda gotowy "magazyn"?

Ja jestem raczej leniwy, ale zajrzyjcie do magazynu, który redaguje Bogdan Miś:

Znalezione w Sieci


sobota, 15 września 2012

LeFeed  to na pierwszy rzut oka alternatywny, uproszczony interfejs, pozwalający przeglądać zawartość naszej strony w serwisie Facebook bez różnych przeszkadzajek i ozdóbek.

Ale... ten serwis potrafi się ponoć uczyć, jakie wpisy i tematy najbardziej nas interesują, i takie rzeczy nam właśnie podsuwać.

Po kolei jednak. 
Moja strona w serwisie Facebook jest kolorowa, wzorzysta i urozmaicona:

LeFeed1

Niby fajnie... ale czasem taka pstrokata strona może przeszkadzać; chcemy obejrzeć, co też ciekawego nasi znajomi mają do wyartykułowania, a tu linki, obrazki, zaproszenia, aktywności, "lajki"...

LeFeed2

Spróbujmy inaczej.

Wystarczy zalogować się do serwisu LeFeed za pośrednictwem swojego konta na Facebooku i udzielić zgody na ograniczony dostęp do informacji z tegoż konta.

Wyświetlona zostanie następnie strona z ustawieniami; nie są zbyt skomplikowane (gdzież im do ustawień Facebooka...) i w zasadzie możemy zostawić ustawienia domyślne.

 LeFeed3

Klikamy Save  i serwis przez chwilę leniuchuje, mamiąc nas komunikatem o analizowaniu naszego konta.

Po chwili widzimy treści pobrane z naszej strony w serwisie Facebook, ale interfejs jest zupełnie inny, maksymalnie uproszczony; za to wpisy są jakby czytelniejsze...

LeFeed6

Przy każdym wpisie widoczne są symbole "plus" i "minus" pozwalające nam ocenić, czy dany wpis nam się podobał, czy też nie.
Może to być równoznaczne z zaznaczeniem "Lubię to!", albo tylko z przesłaniem do LeFeed komunikatu, co nam się podoba.

Jest to ważne o tyle, że serwis analizuje nasze upodobania i na tej podstawie próbuje dostosować wyświetlane treści do naszych zainteresowań.

Prawdę mówiąc w pierwszej chwili ten minimalistyczny interfejs wydał mi się mało atrakcyjny.
Pobawiłem się trochę serwisem i okazało się, że nie jest źle: wyświetlane wpisy przegląda się dość wygodnie i szybko, można zażyczyć sobie pokazania np. tylko tych zawierających zdjęcia czy klipy wideo, które następnie przeglądamy bezpośrednio na stronie:

LeFeed7

Ponadto z poziomu strony LeFeed można wykonać szereg typowych czynności - od "lajkowania" poczynając na publikacji nowego statusu kończąc.

Co do "nauczania" LeFeed upodobań użytkownika trudno mi się wypowiadać, trzeba by było go jeszcze kilka dni obserwować...
Zobaczymy, jak się te algorytmy spisują.   

wtorek, 11 września 2012

Digg to serwis, który powstał w 2004 roku i jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej "kopiowanych" internetowych pomysłów, sztandarowym przykładem serwisu WEB 2.0.

Być może nigdy nie korzystaliście z Digg, ale zapewne znacie Wykop.pl...

Nie będę opowiadał historii, w każdym razie Digg się rozwijał, obrastał w różne drobiazgi, strona główna stawała się coraz mniej czytelna - a tymczasem powstawały takie przebojowe koncepcje, jak Pinterest i jego klony... Digg nie nadążał.

Jednym słowem - starość.

Teraz jesteśmy świadkami próby całkowitej przebudowy serwisu. Tak, nie odświeżenia, tylko zbudowania czegoś nowego, co nazwano Digg v1

Ogólny pomysł jest ten sam - na stronie znajdziesz najciekawsze, wzbudzające największe zainteresowanie linki z internetu - ale wykonanie inne.

Strona główna jest bardzo przejrzysta i podzielona na trzy sekcje: 

  • Top Stories,
  • Popular
  • Upcoming

Digg 1

Postawiono - jak widać - na stronę wizualną; duże, czytelne zdjęcia, dobrze prezentujące się na urządzeniach mobilnych, z których korzystamy przecież coraz częściej.

Przy każdej pozycji widzimy proste zestawienie, pokazujące, jakie jest zainteresowanie danym wpisem i dlaczego znalazł się na stronie głównej:

Digg 2

Oczywiście jest typowa opcja - Digg - a także możliwość zapisania oraz "podzielenia się" linkiem; wrzucenia go do strumienia Twittera lub na Facebook. 

Digg 3

Wygląda na to, że warto zaglądać...


niedziela, 09 września 2012

Sketchbots  to jeden z pięciu "eksperymentów", firmowanych przez Google wspólnie z londyńskim Science Museum w ramach Chrome Web Lab

To jeden z ciekawszych eksperymentów, pokazujący m. in. przeniesienie informacji - w tym wypadku dość awangardowego portretu określonej osoby - w realny świat. 

Przypomnę (pisałem już o tym tu: Universal Orchestra - gramy zespołowo), że do poszczególnych eksperymentów mają dostęp równocześnie osoby odwiedzające Science Museum fizycznie, jak i bawiące się przez internet.

Do rzeczy: "robot" narysuje nasz portret.

Po wejściu na stronkę widzimy przykładowy portret oraz podgląd na salę z zainstalowanymi robotami, pracowicie tworzącymi portrety chętnych. Oczywiście widać też zwiedzających.

WebLab1

Najprościej jest użyć kamery internetowej i pstryknąć sobie zdjęcie.

Wystarczy wyrazić zgodę:

WebLab2

Po lewej stronie ekranu widzimy kilka prostych wskazówek, a po prawej - obraz z kamerki w moim komputerze. Już kliknąłem odpowiedni guzik i automat odlicza 3-2-1; zdążyłem się lekko skrzywić w uśmiechu:

WebLab3

Dalej - jeśli zdjęcie automat uzna za prawidłowe - już leci "z automatu", bez naszego udziału.
I dość szybko... 

Zrobiłem dwie próby; za pierwszym razem dostałem komunikat, że genialny program nie zdołał rozpoznać twarzy, za drugim było OK:

WebLab4

Kilkadziesiąt sekund trwają różne operacje typu zaznaczanie twarzy, przekształcanie obrazu na czarno-biały, wektoryzacja...

WebLab5

Kolejne etapy pracy...

WebLab6

I wynik końcowy.

Jeśli wyrazimy zgodę, nasz portret zostanie narysowany fizycznie, w Muzeum Techniki (zainstalowano tam bodajże 8 artystów).

O, właśnie mechaniczny artysta nad nim pracuje:

WebLab7

Niestety, zaraz potem artysta rysował kogoś z Hiszpanii...

Dopisane po kilku godzinach:

Dostałem właśnie od Chrome Web Lab wiadomość, że filmik pokazujący, jak powstawał mój portret, jest gotowy.
Jak się okazuje, był wykonywany na piasku... ale za to mój portret leżał (chwilkę...) w muzeum w Londynie...

A oto link:

http://goo.gl/A7fza


 

piątek, 31 sierpnia 2012

Chrome Web Lab to nowy pomysł Google, taki z cyklu "ciekawe i zabawne".

A w zasadzie 5 pomysłów, które dostępne są w internecie, ale również w Muzeum Nauki w Londynie (czyli w realu). Z tych pięciu pomysłów na razie przetestowałem jeden: Universal Orchestra.  

Kilka tygodni temu opisywałem tworzone wspólnie animacje "rosnące" na wirtualnych drzewach, w tym projekcie możemy natomiast tworzyć wspólnie muzykę.

Pisząc "wspólnie" mam na myśli ludzi z różnych stron świata, łączących się z projektem przez internet, oraz osoby zwiedzające akurat ekspozycję w londyńskim muzeum.  Przy czym nie trzeba mieć umiejętności grania na czymkolwiek...

Projekt jest dziełem firmy Google, a więc najlepiej użyć przeglądarki Chrome. Większość   eksperymentów działa z przeglądarkami Firefox (9 i powyżej) i Safari (5,1 i powyżej), ale zalecane jest Chrome...

Na stronie pokazano 5 eksperymentów, wybrałem pierwszy, czyli właśnie Orkiestrę...

ChromeWebLab 1

Siedząc wygodnie w fotelu przed komputerem możemy obejrzeć zarówno hardware, a więc instrumenty zamontowane w Science Museum (całkiem efektowne...), jak i ich "wirtualne" odpowiedniki, na których mogą grać osoby łączące się przez internet.
A gramy oczywiście wspólnie.

ChromeWebLab 2

Muzeum Nauki w Londynie otwarte jest codziennie do 18-tej; zajrzałem do serwisu po południu, w muzeum byli jeszcze ludzie, zainteresowani instrumentami: 

ChromeWebLab 3

Zwiedzający grali na niektórych instrumentach; system zaproponował mi chwilowo możliwość gry na czymś takim:

ChromeWebLab 4

Temple Block - nie wiem, co to jest, ale gra na każdym instrumencie jest łatwa; mamy do dyspozycji coś w rodzaju prostego sekwencera:

ChromeWebLab 5

Klikamy tam, gdzie chcemy uzyskać dźwięk - możemy w ten sposób zaprogramować do 6 dźwięków i... jam session leci.
Czysta improwizacja - tym bardziej, że możemy w każdej chwili zagrać inaczej, wystarczy inaczej zaznaczyć dźwięki na tablicy.

Pełna improwizacja, ale instrumenty zostały dobrane tak, że całość brzmi dość ciekawie (zależnie oczywiście od inwencji grających akurat osób...).

Fragment naszego wspólnego dzieła można nagrać:

ChromeWebLab 6

Jak widać na obrazie powyżej, grałem w międzynarodowym towarzystwie, a właściwie - zespole; oprócz mnie i kogoś w muzeum, ludzie z Holandii, Meksyku, Brazylii czy Rosji...

A muzyka wyszła nam taka:

http://goo.gl/zJ6QC

18:20, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

We-Wired Web  to kolejny serwis, ułatwiający korzystanie z usług internetowych w sposób, który NAM odpowiada. 

Takie serwisy powstają - przykładem jest dość popularny IFTTT, który opisywałem tu - ponieważ większość serwisów jest dość wąsko specjalizowana i nie chce się dopasować do naszych potrzeb.
A czasem byłoby wygodnie, gdyby serwis pogodowy poinformował nas e-mailem, jeśli przewiduje opady śniegu następnego dnia w naszej okolicy. Albo chcielibyśmy dostać informację, jeśli rzadko piszący kolega opublikuje coś na blogu. Albo odezwie się na Twitterze jakaś szycha, którą obserwujemy...

Takie sprawy to właśnie z We-Wired Web (IFTTT też...).

Serwis jest w fazie beta, czyli - nadal testowany i zmieniany. Mimo, że nie jest publicznie dostępny (o tym za chwilę), wygląda i działa całkiem fajnie.

We-WiredWeb1

Jak wspomniałem, serwis nie jest jeszcze otwarty dla każdego, trzeba mieć zaproszenie. Wiele osób omija takie serwisy (ja akurat chętnie zaglądam z kilku powodów...), warto więc powiedzieć kilka słów, o co chodzi.

Ludzie tworzący nowy serwis często dochodzą do etapu, w którym większość rzeczy już działa, ale chcieliby sprawdzić jak serwis zachowa się "w praniu", czyli używany przez pewną liczbę internautów, zaglądających w każdy zakamarek i grzebiących w opcjach. Szukają więc osób, które to przetestują.

Jedna z metod to ogłoszenie istnienia ciekawego serwisu i czekanie na chętnych użytkowników. Osoby zainteresowane  proszone są o podanie swojego adresu e-mail, czasem - jeszcze innych danych. Podajemy i po kilku godzinach, dniach czy tygodniach przychodzi e-mailem zaproszenie.

A czemu lubię takie "zamknięte" serwisy?
Po pierwsze - to ciekawe, widzimy, w jakim kierunku rozwijają się nowe serwisy.
Po drugie - wolę pisać o serwisach, których jeszcze nikt w Polsce nie opisywał.
I po trzecie - czasem pierwsi użytkownicy mają z tego powodu różne bonusy już po oficjalnym otwarciu serwisu, typu np. darmowe konto.

OK... Do rzeczy.


W wypadku We-Wired Web należało wypełnić prosty formularz (poniżej) i wkrótce przyszło zaproszenie.

We-WiredWeb2jpg

Dalej - ładnie i ciekawie.

Bawiłem się IFTTT, więc poszło łatwo, ponieważ sposób myślenia jest podobny.
Mamy dwie kolumny z dużymi, wyraźnymi ikonami serwisów.

Kolumna lewa to "wyzwalacze" - wybrać należy usługę i zdarzenie, które spowoduje oczekiwaną przez nas akcję

Kolumna prawa to akcje  - a więc to, co ma się zdarzyć, gdy zadziała wyzwalacz.

Serwisów w obu kolumnach jest więcej, niż widoczne na ekranie - strzałki poniżej kolumn służą do przewijania listy ikon.

We-WiredWeb3

Programowanie jest łatwe - wybrane ikony przeciągamy na środek ekranu. Gdy wskażemy jakąś ikonkę, wyświetlana jest podpowiedź.

Co można zaprogramować?

Chciałem coś łatwego - jeśli serwis pogodowy przewiduje w mojej okolicy deszcz, to dostaję e-mail z ostrzeżeniem. 
Okazało się, że serwis pogodowy pokazuje tylko pogodę w USA...

Ponieważ nie interesowała mnie pogoda w Missipisi, wybrałem coś innego: jeśli na moim blogu pojawi się nowy wpis, dostanę e-mail z informacją. 

We-WiredWeb4

Załatwimy to poprzez kanał RSS - trzeba oczywiście podać adres:

We-WiredWeb5

Z prawej kolumny wybieram Send me an email; czerwony komunikat oznacza, że trzeba jeszcze coś podać - chodziło o adres e-mail oraz temat i tekst wiadomości.

We-WiredWeb6

Ustawiłem - po opublikowaniu tego wpisu będę czekał na e-mail...

Warto dodać, że wybór serwisów jest już obecnie dość duży. Kolorowe ikony oznaczają serwisy, które "aktywowałem", korzystając z nich:

We-WiredWeb7

"Programowanie" za pomocą We-Wired Web wygląda na proste.

Ale - jest też ciekawa opcja dla ambitnych, czy też uwielbiających grzebać w ustawieniach.

To Mashup Editor:

We-WiredWeb8

Tu można poszaleć... Zapewne można też ustawić jako wyzwalacz - pogodę w Cieszynie...

Ale to już inny temat.

 

16:47, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11