Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
Kategorie: Wszystkie | Android | Buzz | Ciekawe | Filmy | Grafika | Muzyka | Podstawy netu | Twitter | WEB 2.0 | Wyszukiwarki | gry | o mnie | organizacja
RSS

Podstawy netu

czwartek, 14 lipca 2011

Na stronie blox.blox.pl ruszył właśnie cykl porad dla blogerów.

W pierwszym artykule, Daj się znaleźć czyli pierwsze kroki z SEO, znajdziemy kilka trików, które powinny zwiększyć ilość wejść na nasz blog. 

Warto przeczytać; następne tematy też brzmią interesująco, a zapowiadane są wypowiedzi autorów popularnych blogów. 

  

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Hasła to temat-rzeka; wiadomo, że nasze hasło powinno być trudne do odgadnięcia, ale dla wygody często używamy haseł, które nasi znajomi potrafią odgadnąć w trzeciej próbie.

Podstawowe pułapki są dwie:

  • używamy łatwego do zapamiętania hasła.
    Imię psa, żony, córki. Co bardziej przebiegli dodają na końcu cyfrę - najczęściej 1
    Takie hasło jest w stanie odgadnąć każdy, kto nas zna albo ma dostęp do informacji na nasz temat. Czyli kilkanaście-kilkadziesiąt osób.

  • używamy jakiegoś nietypowego słowa, ale hasło jest krótkie.
    Takie hasło można złamać odpowiednim programem - a jak szybko?

To uświadomi nam prosty serwis How Secure Is My Password.

Wpisujemy jakieś uzywane przez nas hasło i...

howsecureismy-1

i okazuje się, że do jego "złamania" nie trzeba długich lat pracy superkomputera, lecz czasu liczonego w sekundach i zwykłego PC-ta z odpowiednim programem.

OK, nie poddawajmy się.

Wpisałem używane czasem hasło, składające sie z 9 znaków:

howsecureismy-2

No, tu już lepiej...

Pamiętajmy tylko, że niektóre hasła są używane przez setki tysięcy użytkowników - nie Ty pierwszy myślałeś, że QWERTY to wspaniałe i trudne hasło.

Kilka razy program poinformował mnie, że wpisane hasło (fucking, password...) ma na liście 500 najczęściej używanych i nie będzie się trudził łamaniem...

howsecureismy-3

To oczywiście bardzo prosty serwis, chociaż warto zauważyć, że użycie znaków spoza podstawowego zestawu (a więc ć, ś, ź, & czy #) bardzo zwiększa czas potrzebny na złamanie hasła.

O wiele dokładniej możemy to przetestować w serwisie The Password Meter.

Tu również po prostu wpisujemy hasło, ale serwis ocenia o wiele więcej parametrów.

Nasze zwykłe hasła ocenia bardzo nisko - w przykładzie poniżej trochę się postarałem...

howsecureismy-4


niedziela, 03 kwietnia 2011

Bezpieczeństwo w sieci to temat-rzeka.

Nie należy sprawy demonizować - mam wielu znajomych, którzy korzystają z internetu i... nadal żyją. Mimo, że używają tylko konta administratora, termin zapora kojarzy im się z rzeką, a cookie - ewentualnie z nalepką na paczce ciastek.

Warto jednak wiedzieć, że prywatność w sieci to pojęcie dość umowne i znać niektóre... jedni powiedzą zagrożenia, a inni - ograniczenia...

Gdy buszujemy po internecie, nasza przeglądarka zbiera z niektórych stron ciasteczka. Pod tą smakowitą nazwą kryją się małe pliki, pozwalające śledzić nasze wędrówki.

Nie zawsze jest to działanie szkodliwe, zresztą - ciasteczka z założenia mają być pożyteczne: byliśmy na stronie jakiegoś serwisu, zajrzymy jutro i zostaniemy przywitani jak dobry znajomy.
Dlaczego? Ponieważ serwis pozna nas po ciasteczku, którym poczęstował nas przy pierwszym spotkaniu i które nadal jest nagrane na naszym dysku...

Dosyć teorii; to temat-rzeka, jak mówiłem, a ja nie jestem specjalistą.

Aby sprawdzić, czy coś nas śledzi, wystarczy wejść na stronę serwisu  SelectOut.

selectout1

No proszę - 17 firm uznało za stosownę śledzić moje wędrówki w sieci...

Możemy dowiedzieć się więcej o firmach, które mają takie zwyczaje:

selectout2

To tylko fragment listy; klikając konkretną pozycję możemy dowiedzieć się więcej - o co właściwie szanownej firmie chodzi?

selectout3

Ale to nie wszystko: serwis oferuje dwie ciekawe opcje:

Opt-Out of All oraz Pick Opt-Outs.

Możemy więc powiedzieć niektórym firmom Good Bye! albo nawet wybrać wszystkie śledzące nas firmy i podziękować grzecznie za współpracę...

Oczywiście - sprawa nie jest taka oczywista.

Po pierwsze - niektóre z tych firm śledzą nasze poczynania i sprzedają dane firmom reklamowym, czego możemy sobie nie życzyć. Ale - jak mówiłem - wiele ciasteczek po prostu ułatwia nasze sieciowe wędrówki.

Po drugie - jeśli zmienimy przeglądarkę albo wykasujemy ślady internetowych wędrówek, znowu będziemy zbierać ciasteczka...

Inna sprawa, że jest kilka sposobów na uniknięcie śledzenia nas przy pomocy ciasteczek (np. tryb incognito)  - ale to zupełnie inna historia...


czwartek, 24 marca 2011

Internet Button pozwala utworzyc prostą stronę internetowa z dużymi, kolorowymi przyciskami.

Przyciski są opisane; klikamy np. przycisk Email i otwiera się strona z naszym kontem pocztowym. 
Rewelacja to nie jest - ale nie o to w tym wypadku chodzi...

Czy znacie ludzi, którzy na IE czy Firefoksa mówią internet?
Którzy dochodzą do końca strony w edytorze tekstu i nie wiedzą, jak dalej pisać, bo przecież "strona się skończyła"?
Którym trudno wytłumaczyć, że zapisując plik warto wiedzieć, gdzie go zapisujemy - bo kiedyś trzeba będzie znaleźć?

Ja znam.

I dla nas zrobiono właśnie serwis Internet Button.

InternetButtons 1

Możemy utworzyć prostą stronkę z przyciskami, pod które "podpięte" będzie kilka najpotrzebniejszych internetowych serwisów.

Taka strona ma swój adres internetowy - a więc dostępna jest z każdego komputera.

Serwis podpowiada szablon, który możemy modyfikować.

InternetButtons 2

Pod każdy przycisk podpinamy dowolny adres, możemy też zmienić kolor i opis przycisku.

Wszystko jest dokładnie, krok po kroku opisane:

InternetButtons 3

Na koniec wybieramy adres naszej stronki, a także - hasła dostępu.

Dla nas (jako admina) i dla użytkownika, dla którego stronę zrobiliśmy.

Na dole możemy dodać swoje zdjęcie i numer telefonu; gdy będą problemy (np. którym przyciskiem myszy kliknąć...), osoba korzystająca z utworzonej strony będzie wiedziała, do kogo zadzwonić.

InternetButtons 4

W serwisie możemy przejrzec przykłady już utworzonych stron:

InternetButtons 5

Pożyteczne - myślę już o takich stronkach dla kilku osób...


czwartek, 10 lutego 2011

Postacin to prosta, "jednorazowa" skrzynka e-mail.

Prawie każdy serwis internetowy przy rejestracji konta pyta o nasz adres e-mail.
Nie zawsze mamy ochotę podać nieznanemu bliżej serwisowi prawdziwy adres; nie każdego bawią e-maile od pałających gorącymi uczuciami dziewcząt i dyrektorów afrykańskich banków...

Przyda się "tymczasowy" adres - na przykład z Postacin.com.

Serwis jest prosty i dyskretny; nie trzeba zakładać konta, podawać czegokolwiek, logować się, nawet - ustalać czy pamiętać adresu.

Gdy ktoś/coś pyta nas o adres e-mail, podajemy:

cośtamcośtam@postacin.com

Oczywiście zamiast cośtamcośtam wpisujemy... no wpisujemy cokolwiek... 
Ja wpisałem swoje inicjały (jm) - łatwo mi taki adres zapamiętać.

A jak odebrać e-mail?

Wchodzimy na stronę Postacin.com i wpisujemy pierwszą część naszego adresu - czyli jm:

Postacin1

Przesłałem 2 wiadomości na adres jm@postacin.com - jak widać, obie doszły i mogę odczytać ich treść.

Postacin2

Serwis przekazuje treść wiadomości, bez załączników - może nie zawsze to wygodne, ale przynajmniej nic nieprzyjemnego nie "złapiemy".

A każda wiadomość czeka na nas 4 godziny, potem jest kasowana.


piątek, 03 grudnia 2010

Znaczenie tego powiedzenia (Pisz na Berdyczów...) jest co prawda nieco inne, ale i tak mało kto wie dokładnie o co chodzi...

A chodzi mi dzisiaj o ochronę naszego adresu e-mail.

Podawanie adresu "na prawo i lewo" nie jest zbyt rozsądne - na tak rozpropagowane konto zacznie przychodzić dużo informacji o wielkich pieniądzach, które akurat są nam oferowane za drobną przysługę (tu następuje dramatyczna historia...) lub bez przysługi (wygraliśmy na loterii...), oraz o kochających nas bezinteresownie dziewczynach o egzotycznych imionach.

Wiele osób ma adres typu imienazwisko@...   i nie zawsze chcemy taki adres podawać - nie wszędzie warto sie przedstawiać. 

A adres podajemy często - na przykład podczas rejestracji w nowym serwisie.

Jeśli jesteśmy już tak rozleniwieni i zmanierowani, że nie zależy nam na milionach dolarów ani 60-90-60 dziewojach, należy wzmóc czujność i zamiast prawdziwego adresu e-mail podawać...

No właśnie - co? 

Trafiłem na dwa nowe serwisy, proponujące proste rozwiązanie.

Not Sharing My Info

Prosta rzecz:

  • podajemy swój prawdziwy adres e-mail i klikamy Get an obscure email>>

NotSharing 1

  • serwis generuje "zastępczy" adres.

Tego adresu możemy używać i podawać w "podejrzanych" miejscach - tam, gdzie nie chcemy podawać prawdziwego adresu.
Korespondencja kierowana na nasz "zastępczy" adres będzie od razu przekierowywana na nasze "prawdziwe" konto.  

NotSharing 2

 Pepbot

Serwis Pepbot  działa inaczej.

Tworzony jest rzeczywiście tymczasowy adres...
Podając np. przy rejestracji adres e-mail, podajesz adres:

wpiszcokolwiek@pepbot.com

Ja wpisałem moje@pepbot.com.

Wiadomość wysłaną na ten adres możesz odczytać, wchodząc na stronę Pepbot.com i wpisując adres, który poprzednio podaliśmy 

pepbot0

Jak widać, wiadomość została odebrana:

pepbot1

Nie ujawniamy więc żadnego swojego adresu e-mail, zaglądamy po prostu do tymczasowej skrzynki...
Do skrzynki może zajrzeć każdy, kto zna jej adres - lepiej więc unikać adresów łatwych do odgadnięcia.
A każda wiadomość jest przechowywana przez około 2 godziny.

Warto dodać, że jest też tryb Auto; serwis Pepbot.com może samoczynnie "klikać" w link przesłany przez serwis, w którym się rejestrujemy. 
Jest to rozwiązanie wygodne podczas rejestracji w jakiejś sieciowej usłudze.   

 

środa, 08 września 2010

Trasir  to serwis, który na podstawie adresu IP poda kilka danych o komputerze, korzystającym z tego adresu.

A więc - na przykład o Twoim komputerze...

Wystarczy wejść na stronkę trasir.com  - zobaczymy, jakie informacje są widoczne dla każdej stronki, na którą wchodzimy:

trasir

Całkiem dużo informacji; m. in. nasze przybliżone położenie geograficzne (można wyświetlić na mapce Google), używana przeglądarka, rozdzielczość ekranu czy system operacyjny.

Oczywiście wpisując w oknie serwisu adres IP dowolnego komputera, zobaczymy dane dotyczące jego lokalizacji.  

Inny serwis, pokazujący położenie komputera i kilka danych o dostawcy na podstawie adresu IP:

http://www.digipedia.pl/ip/

 

niedziela, 30 maja 2010

URLVoid to ciekawy projekt, świeżo udostępniony w sieci. Serwis sprawdza, czy strona internetowa, której adres podajemy, jest bezpieczna.

Oczywiście - bezpieczna dla nas.

Przesadą jest twierdzenie, że internet to miejsce bardzo niebezpieczne, w którym wcześniej czy później czeka nas zguba. Należy zachować zdrowy rozsądek i przestrzegać elementarnych zasad (aktualny antywirus, zapora, konto z ograniczeniami...).

Ale...
Czasem dostaniemy jakiś adres internetowy i wahamy się, czy tam wejść.
Czy warto testować sprawność naszego antywirusa i zapory, narażając się na złapanie jakiegoś paskudztwa?

Po to właśnie powstał URLVoid.


Wątpliwy adres wystarczy wpisać w okienko URLVoid; testowanie jest dość szybkie, 20-30 sekund.

W tym czasie strona o podanym adresie jest sprawdzana przez kilkanaście wyspecjalizowanych serwisów, działających na różnych zasadach.  Aby przyspieszyć sprawę i nie sprawdzać co chwilę jakiejś popularnej witryny, wyniki analizy są zapisywane.

A my widzimy raport z podstawowymi danymi o badanej witrynie i oceną poszczególnych serwisów:

CLEAN - wszystko OK,

DETECTED - coś wykryto; czuj duch!

Oczywiście sprawdziłem swój blog:

No i OK, CLEAN ; co prawda URLVoid zastrzega się, że nawet w przypadku pozornie "czystych" serwisów nie ma stuprocentowej pewności...

A jak jest w wypadku podejrzanych stron?

Wpisałem jeden z adresów, wymienionych na liście 100 niebezpiecznych stron, sporządzonej przez Symantec.

Pozornie zachęcający adres: 17ebook.com

A wynik?


Jak widać, jest dość czerwono. DANGEROUS.

Dodam, że klikając symbol lupy przy nazwie któregoś ze skanujących, przejdziemy do dokładniejszej oceny wykrytych zagrożeń.

 

niedziela, 25 kwietnia 2010

Jak dla każdego, to napiszę po ludzku...
(pewna osoba napisała mi kiedyś, że Paweł Wimmer pisze zbyt fachowo, a mnie można czasem zrozumieć; nie wiem, czy mam się cieszyć, czy martwić. Też chciałbym fachowo...)

Mamy swój adres pocztowy, czyli taki adres z "małpą" w środku.
Nie zawsze i nie każdemu chcemy go podawać - potem będą nam przysyłać jakieś reklamy czy zaproszenia....
Jeśli znajomemu powiemy, że nie mamy adresu e-mail, wyjdziemy na... no, na oryginała...
Gorzej, że bez podania adresu e-mail nie założymy konta w żadnym chyba serwisie.

I tu pomoże nam Tempalias - dostaniemy "tymczasowy" adres e-mail. Za darmo i bez rejestracji.

Zaadresowane na ten tymczasowy adres e-maile będą przez serwis kierowane na nasz prawdziwy adres.

Co ważne - sami ustalamy, jak długo adres będzie działał. 
Przy tworzeniu podajemy, ile dni adres ma być aktywny, lub ile razy można z niego skorzystać.

A co potem?
Nic - adresu nie ma, my mamy spokój. Pisz na Berdyczów...

Jak widać, zażyczyłem sobie, żeby z tymczasowego adresu można było przesłać 3 wiadomości.

Klikamy Generate Alias :

Nasz tymczasowy adres został utworzony - to w tym wypadku nscb@tempalias.com.

Bez problemów utworzymy następne tymczasowe adresy - możecie do mnie pisać na:

mron@tempalias.com

   ten adres jest do 10-krotnego wykorzystania...

 

 

środa, 14 października 2009

Pingtest.net to nie jest test z przebijania białej piłeczki przez siatkę, ale zasada nieco podobna. Chodzi o jeden z najprostszych sposobów testowania naszego połączenia sieciowego.

Sprawa prosta i nie będziemy jej komplikować słownictwem typu host czy ICMP - informatyk mnie wyśmieje, a blondynka nie zro... to znaczy - też wyśmieje, chciałem powiedzieć.

Testujemy, wysyłając do jakiegoś komputera w sieci specjalny sygnał z prośbą o odpowiedz. Ważny jest czas, jaki upłynie, zanim otrzymamy odpowiedź.
Krótki czas - dobrze, długi - źle, a jak w ogóle brak odpowiedzi, to widać komputer ma inne ważniejsze sprawy, albo jest pogoda jak dzisiaj i kable zamokły.

Można wysłać sygnał ręcznie, ale jest ładny serwis Pingtest.net, to co będziemy się męczyć.

Klikamy Begin test i zaczynamy beginę, to jest ten, no - test. Serwis wysyła co trzeba i po chwili widzimy prosty raport.


Jak widać - serwis ocenił moje połączenie na Very good! No i fajnie, nie trzeba się wgłębiać.

Jeżeli nie jesteśmy blondynką i chcemy się wgłębiać - Pingtest.net przetestował ping, Packet Loss (ilość pakietów, które nie wróciły - gdzieś po drodze coś je zjadło) oraz Jitter (takie coś związane z pingiem - parametr wskazujący, jak regularnie pakiety wracają).

Jak ktoś czuje niedosyt, może zrobić test jeszcze raz, wybierając łączność z którymś z serwerów na mapce świata (ze Stanów pakiety wracają opornie...), a także - przetestować szybkość łącza przy pomocy Speedtest.net - wystarczy kliknąć ikonę prędkościomierza na dole strony serwisu.


 
1 , 2 , 3