Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
piątek, 31 października 2014

5iler  to dość ciekawy notatnik; prosty, acz trochę nietypowy.

Przede wszystkim - żadnych haseł, loginów potwierdzania adresu e-mail - to mi się podoba. Po prostu wchodzimy na stronkę, klikamy Use the web app  i...

5iler 1

Wygląda to trochę jak program do sprawdzania monitora, ale nie dajemy się zwieść. W przebłysku inteligencji odkrywamy, że te kolorowe kolumny z napisami Ideas, Random, Today, Learn i Private to zapewne strony notatnika właśnie.

Po prostu  Sid Yadav stwierdził, że notowanie na wielu stronach, w różnych folderach i zakładkach jest niepraktyczne i wymyślił inny system: 5 kolumn, widocznych równocześnie na ekranie. Trudno się zgubić...

Klikamy Today  - pozostałe kolumny odsuwają się skromnie na bok i możemy zanotować, co też dzisiaj należałoby zrobić: 

5iler 2

Po zaznaczeniu dowolnego fragmentu pojawia się menu formatowania:

5iler 3

Jeśli nie odpowiadają nam nazwy nadane przez Sida, możemy je zmienić:

5iler 4

Fajnie, ale co z zapisywaniem naszych notatek?

Domyślnie nasze notatki zapisywane są w pamięci podręcznej przeglądarki. Czyli siadając do innego komputera nie mamy dostępu do notatek, a po wyczyszczeniu pamięci przeglądarki - fruuu!

Na szczęście od wersji 1.2 mamy możliwość synchronizacji zapisów za pośrednictwem serwisu Dropbox (po raz któryś z kolei polecam ten popularny serwis każdemu, kto go jeszcze nie używa...).

Mamy możliwość... Taaak... Tylko jak to zrobić? 

Poklikałem sobie trochę - żadnego pliku pomocy, widać Sid liczył na przenikliwość użytkowników... W końcu mignęła mi jakaś podpowiedź i okazało się, że po wciśnięciu kombinacji Ctrl + E  mamy dostęp do kilku ostatnio dodanych opcji:

5iler 5

Można włączyć synchronizację poprzez Dropbox, jak również - jak się okazuje - używać przydatnych skrótów klawiaturowych (na przykład przełączać się pomiędzy kolumnami naciskając Ctrl oraz klawisze 1 do 5).


poniedziałek, 27 października 2014

Planleaf to ciekawe narzędzie do zarządzania prostymi projektami, przydzielania zadań i informowania o postępach.

Dlaczego ciekawe? 

Ciekawy jest sam pomysł: najczęstsze rozwiązanie to przekazywanie zespołowi informacji za pośrednictwem dostępnej dla każdego członka zespołu strony lub współdzielonego pliku.
W tym wypadku czegoś takiego nie ma - informacje są przesyłane za pośrednictwem wiadomości e-mail, a rozwiązane to jest w sposób prosty i elegancki.

Jeśli do tego dodamy, że serwis nie wymaga ani opłat, ani nawet jakiejkolwiek rejestracji, główną wadą wydaje mi się trochę nietypowe podejście do tematu... Ale gdy już zrozumiemy, o co chodzi, sprawa jest prosta.

Na stronie Planleaf.com znajdziemy kilka, dosłownie kilka prostych zasad przekazywania informacji.   Przeglądamy i... możemy zaczynać.

Podstawowa rzecz: informacje, co, kto i kiedy ma zrobić przekazujemy za pomocą wiadomości e-mail. Wiadomość musi spełniać trzy warunki:

  1. adresujemy ją do każdego z członków zespołu,
  2. w polu DW (czyli "Do Wiadomości") albo (w przypadku programów pocztowych anglojęzycznych) CC  wpisujemy adres tasks@planleaf.com,
  3. w treści wiadomości używamy kilku prostych reguł składni, o których poniżej.

Oczywiście pokażę na przykładzie, o co chodzi.

Oto moja wiadomość e-mail do jedynego współpracownika, Jacka Mońko, z zadaniami na najbliższe dni:

Planleaf 1

A reguły składni?

Przede wszystkim - każde zadanie poprzedzamy myślnikiem: -

Przydzielając komuś zadanie, poprzedzamy nazwę wskazanego "małpką": @

A określając czas wykonania, możemy to zrobić na kilka sposobów, np:

(Monday), (Wed), (Friday)
(Next Thurs), (tomorrow), (next week)
(July 5th), (July 7), (August 2015), (4/22/2016)
(Tomorrow @ 5pm), (Next Monday at 1pm), (Thursday at noon).

Ja wysłałem wiadomość.
W rezultacie ja, i mój zespół dostajemy e-mailem taką listę: 

Planleaf 2

Co ciekawe, ta lista jest "klikalna"...

Kawę już kupiłem.
Klikam odpowiedni kwadracik i generowana jest odpowiednia wiadomość; wystarczy wysłać i dostajemy zaktualizowaną listę: 

Planleaf 3

Fajne...

Więcej opisywać nie będę, bo - po pierwsze - prawie wszystko już wiecie.

A po drugie, opisywanie (i czytanie opisu) zajmuje więcej czasu, niż zabawa z serwisem Planleaf... 

Do poważnych rzeczy w korporacji się nie nadaje, ale dla małego zespołu pracującego np. nad serwisem internetowym, organizującego wycieczkę czy realizującego inny prosty projekt - w sam raz...

Na stronie znajdziemy informację, że Planleaf współpracuje z następującymi programami pocztowymi i systemami:

Gmail (Chrome, Firefox, IE 9+, Android, iOS)
Outlook 2007, 2010, 2013
BlackBerry OS 7, 10 (Q10, Z10 etc)
Android 3+ native email app
iOS 5+ native email app 

 

czwartek, 23 października 2014

Internet - jedni mówią, że to wspaniałe źródło wiadomości, inni - że ściek.

Każdy z nas klika czasem w sensacyjne linki do artykułów informujących nas dokładnie, z ilu pięter spadł Chińczyk i dlaczego przeżył, albo które ramiączko zsunęło się znanej aktorce na czerwonym dywanie. Każdy normalny (piszę tak, bo ja czasem klikam...).

Ale często mamy dość i chcielibyśmy przeczytać coś rzeczywiście ciekawszego, a nie to, co dorabiający weekendami dziennikarz uzna za ciekawe dla targetu.

Takich serwisów z przesianymi różnymi metodami informacjami jest mnóstwo - różne diggy  i wykopy na przykład. Dziś o dwóch nieco innych, opartych na podobnym, prostym pomyśle.

Dostajemy zestaw artykułów (choć nie tylko), które użytkownicy pewnych popularnych serwisów uznali prywatnie za ciekawe i warte przeczytania. 

Readability Top Reads   to oczywiście zestaw "hitów" wybranych przez użytkowników Readability, prostej usługi ułatwiającej czytanie artykułów na stronach internetowych.  
Jeśli nie używacie Readability - zachęcam. Wystarczy jedno kliknięcie, a otrzymujemy tekst wybranego artykułu pozbawiony wszelkiego typu ozdobników, reklam i tym podobnych przeszkadzajek - nic, tylko czytać.
Nawiasem mówiąc używam aktualnie z przeglądarką Chrome podobnej usługi - Clearly.

A na stronie Readability Top Reads znajdziemy artykuły, które były ostatnio najczęściej czytane...

AA readability1

Jak widać wszyscy pasjonują się Inboxem...

Kliknięcie w wybrany artykuł otwiera go na oryginalnej stronie - trochę jakby bez sensu, skoro to Readability, ale otrzymujemy oryginał...

Można sobie zażyczyć wyboru artykułów z ostatnich 24 godzin, najświeższych (last hour) czy też z ostatnich 7 dni.

Jest również możliwość zapisania "na później" - a więc typowa usługa Readability, która wymaga założenia konta, jeśli jeszcze nie macie - lub też podzielenia się linkiem ze znajomymi.

AA readability2

Jeśli nawet nie korzystacie z Readability, to Pocket na pewno kojarzycie...
Nie mówcie, że nie, bo będę musiał jakiś kącik typu "Najbardziej przydatne usługi w Internecie" zacząć prowadzić...

Dla porządku tylko przypomnę, że Pocket służy do zapisywania stron, które nas zaciekawiły. Buszujemy więc sobie po internetowym buszu, znajdujemy ciekawy artykuł, ale długi jest a szef akurat dzwoni - więc klik  i stronka zapisana! Przeczytamy sobie całość wieczorem w wygodnym fotelu...

A strony, które zostały kliknięte przez wiele osób (a więc - jak można się domyślać - ciekawe...), znajdziemy tu: 

PocketHits

AA  pocket3

Tak, nie mylicie się - to konto na Twitterze, a linki w strumieniu prowadzą do "przebojowych" artykułów.

Oczywiście można po prostu dodać PocketHits do obserwowanych - jeśli zaglądacie na Twitter.

Hity z zeszłego roku znajdziemy tu: 

PocketHits2013Sprzed roku - a więc starocie...
Ale ciekawe - na przykład ten o Buffecie (The Buffett Formula — How To Get Smarter) - warto posłuchać miliardera...
 

niedziela, 19 października 2014

SHRTURL  to serwis prosty i... trochę niebezpieczny. Zależy oczywiście od tego, do czego go użyjemy.

To nie tylko moja opinia; jak napisał Time, "Projektant Alexander Griffioen stworzył broń masowego złudzenia."

SHRTURL 1

Sam serwis jest bardzo prosty w użyciu. A co potrafi?

Pozwala zmienić treść dowolnej strony internetowej, pobrać link do tak zmienionej strony i opublikować go lub np. rozesłać do znajomych.

Sprawdźmy na jakimś przykładzie.

Wybrałem jedną z podstron portalu Gazeta.pl, na której jest artykuł mówiący o tym, jak będzie wyglądał nasz świat za 20 czy 30 lat.

Wystarczy skopiować adres tej strony i wkleić w okienko serwisu SHRTURL.

SHRTURL 2

Teraz możemy edytować dowolny fragment treści strony - na przykład nagłówek.
Wystarczy, jak w każdym edytorze, wskazać interesujący nas fragment i zmienić, co nam się podoba.
A raczej - co nam się nie podoba. 

SHRTURL 3

To nie wszystko: można również zmienić dowolną grafikę, na przykład zdjęcie badacza teorii strun, szacownego Michio Kaku:

SHRTURL 4

Wystarczy zaznaczyć wybrane zdjęcie i wkleić link do dowolnej grafiki z internetu. 

Gwiazda NBA będzie pasować?

SHRTURL 5

Co dalej?

Też proste: klikamy Save & Finish,  podajemy swój adres e-mail i otrzymujemy link do zmienionej strony.

Ten link będzie aktywny przez 48 godzin. Takie maleńkie ograniczenie...

A dlaczego uważam, że serwis może generować kłopoty?

Cóż, to chyba jasne... Jeśli zmienimy lekko stronę informującą o przyznaniu nagrody Nobla i poślemy do rodziny link z sensacyjną informacją, że tegorocznym laureatem w dziedzinie ekonomii został wujek Edek, pracujący w banku spółdzielczym, za analizę siły rynku oraz regulacji, z odpowiednim zdjęciem uśmiechniętego wujka - pół biedy. Najwyżej kilku członków rodziny przypomni sobie telefon wujka i zainteresuje się, czy cała kwota jest mu aby potrzebna...

Gorzej, że każdy z nas potrafi wymyślić głupsze dowcipy. A niektórzy - nawet je wprowadzić w życie.... 


17:50, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 października 2014

Sensor Box for Android to prosta, ale ładnie wykonana aplikacja pozwalająca nam uświadomić sobie, że w kieszeni nosimy bardzo zaawansowane technologicznie, wielofunkcyjne urządzenie (nabyte często za przysłowiową złotówkę).

Czyli smartfon.

2014_10_17_11.02.37

Często nie zdajemy sobie sprawy, że nasz smartfon ma kilka czujników, których używa do sobie wiadomych celów.  
Na przykład do obracania ekranu tak, aby obraz był we właściwym położeniu, albo do wyłączania ekranu, gdy zbliżamy smartfon do głowy.

Z tych czujników korzystają różne appki, typu elektroniczne poziomice czy kompasy.

Sensor Box potrafi pokazać, jakie czujniki ma nasze urządzenie i odczytać zmiany stanu.

Główny ekran pokazuje wszystkie wykryte czujniki.

Po wybraniu któregoś z nich możemy sprawdzić, jak reaguje, na przykład bawiąc się akcelerometrem - na ekranie widzimy kulkę, turlającą się w odpowiednią stronę, gdy przechylimy smartfon.

A to zielone coś, Proximity Sensor?

To właśnie czujnik reagujący na zbliżenie do smartfona głowy czy ręki.
Ciekawa animacja... :)

2014_10_17_11.04.18

 

 

 

 

 

Czujnik położenia, często wykorzystywany w grach.

Możemy użyć jako poziomicy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.05.36

 

Czujnik natężenia dźwięku - o, to może się przydać...

"Zobacz, jak się drzesz, aż wskazówka wychodzi poza skalę!" 

Postukałem trochę w obudowę i pogwizdałem, aby rozruszać wykres...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.06.13

O, to ciekawe - sensor pola magnetycznego.

Ciekawe dlatego, że w miejscu, gdzie siedziałem, czujnik pokazywał znaczne zmiany pola magnetycznego... 

Muszę to jeszcze sprawdzić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.06.49Przy niektórych czujnikach podawane są dane techniczne.

czwartek, 16 października 2014

Ta nieco przewrotna sentencja w tytule pochodzi ponoć od Eisenhowera, chociaż ten amerykański generał, tudzież 34 prezydent, sformułował to nieco inaczej...

Cokolwiek Ike powiedział, planowanie jest w modzie. I słusznie.

Sam testuję ciągle kilka sposobów i usług, szukając sposobu na zapisywanie planów, zamierzeń, rzeczy do zrobienia, dat urodzin i innych ważnych rocznic, książek do przeczytania, serwisów do odwiedzenia i opisania, programów do zainstalowania itd.
Oczywiście w sposób prosty i wygodny.

Niestety, na razie nie znalazłem metody, która by mnie zadowoliła. Rozbudowane systemy typu GTD Davida Allena jako sposób na uporządkowanie życia za pomocą kilkuset teczek i segregatorów wydają mi się jednak trochę za daleko idące, choć niektóre rzeczy warto od nich przejąć.

Z prostych rzeczy - a takie jak wiadomo są najlepsze - trafiłem ostatnio na Yipgo

Serwis jest bezpłatny i raczej prosty - choć pierwsze zetknięcie z metodą zapisu może być niespodzianką...

Zakładamy konto, co zajmuje ze 20 sekund i przechodzimy dalej.

Jipgo2

A dalej mamy krótki instruktaż, napisany w stylu, który zapewne spodoba się informatykom...

Nie zniechęcamy się jednak; okazuje się, że trzeba opanować zaledwie dwie komendy - TODO i DONE.

Jipgo1

Zasady są więc proste.

1. Zadania do wykonania poprzedzamy # i komendą TODO.

2. Jeśli daną rzecz wykonamy, zamiast TODO wpisujemy DONE. 

I tyle....

Aha, warto jeszcze wpisać datę, w formacie YYYY-MM-DD.
Skrupulatni mogą dodać godzinę i minutę...

Utworzyłem dwie listy: Moje PLANY i PRACA i wpisałem kilka planowanych rzeczy na najbliższe dni.
Czemu tylko kilka?
Doświadczenie uczy, że nie warto planować więcej, niż kilka rzeczy do wykonania dziennie, bo inaczej będziemy ślęczeć z listą przed oczami zamartwiając się, ileż to jeszcze jest do zrobienia...
Planujmy tylko konkretne sprawy. O zamknięciu drzwi przed wyjściem i umyciu zębów przed spaniem na ogół pamiętam...

Jipgo3

To wpisujemy w edytorze.

A jak to wygląda w agendzie?

Jipgo4

Wygląda całkiem ładnie...

U fryzjera już byłem i wpisałem DONE.
W agendzie można użyć prostego filtru i np. nie wyświetlać rzeczy wykonanych. 

Efekt:

Jipgo5

Proste raczej.

Tyle, że można by było np. edytor ulepszyć, dodając np. wzorce typowych rzeczy do wykonania.
Autor ponoć myśli nad takimi rozszerzeniami... 

18:59, one.jack
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 października 2014

Lubię wyszukiwarki dla obieżyświatów; pokazują dobitnie, że świat bardzo się skurczył i możemy odwiedzić miejsca, znane nam dotychczas tylko z dźwięcznych nazw. I fotografii. I filmów. I opowiadań znajomych, którzy już tam byli...

No tak, ale to przeszkodzi nam pojechać. 

Jak w znanym dowcipie:

- Chciałbym znowu być w Sewilli...
_ A już raz byłeś?
- Nie, ale już raz chciałem... 

GoEuro  pomoże w realizacji.

(aktualizacja 28.09.2015 - otrzymałem informację, że firma Goeuro wchodzi na polski rynek i mają już swoją stronę w języku polskim - adres jak wyżej.
Zrzuty ekranu pochodzą z wersji anglojęzycznej).

Goeuro1

Jestem w Cieszynie.
A chciałbym odwiedzić Sewillę, na przykład 27 października. Tam chyba będzie wtedy lepsza pogoda...


Goeuro2

Wpisałem Cieszyn, Sewillę, datę i... klikamy Search...

Goeuro3

No proszę - jest mapka i różne połączenia - serwis proponuje samolot. Niestety, nawet na typowo kolejowych trasach z Polski GoEuro nie pokazuje połączeń kolejowych - widać nie ufa PKP (a raczej rozkładowi...).

A więc - samochodem do Krakowa, potem samolot za 179 Euro i samochodem do Sewilli.

Zobaczmy szczegóły:

Goeuro4

I nasza trasa, z rozpisanymi godzinami:

Goeuro5

No dobrze, a jak bym chciał z Sewilli do Madrytu?

Tu już najlepsza jest kolej. Z tym, że hiszpańska...:

Goeuro6

Eeee, co ja będę robił o 23.50 w Madrycie?  :-)

A GoEuro warto się pobawić; jak już sobie wybierzemy lot, możemy zamówić bilety.

Jest też opcja Car Rental - możemy sobie zamówić autko...

 

czwartek, 09 października 2014

Optimizilla pozwala w łatwy sposób zmniejszyć objętość plików graficznych w formatach PNG i JPEG, a więc - na przykład - zdjęć.

Przeciętne zdjęcie z przeciętnego "smartfona" ma objętość (czy wielkość - jak kto woli...) ponad 1 MB, zdjęcie z aparatu ma kilka razy więcej.
Niestety, dla niektórych osób nie ma to znaczenia - kilobajt, megabajt, co za różnica - i przesyłają takie zdjęcia e-mailem w ilościach hurtowych.

Pół biedy, jeśli na konto np. w Google Mail. Ale np. moja skrzynka firmowa nie lubi takich numerów i potrafi się "zatkać", wywołując u mnie chęć zrobienia winowajcy długiego i nudnego wykładu na temat wielkości plików graficznych i sposobów ich zmniejszania.

Optimizilla załatwia to prosto i elegancko, bez potrzeby instalowania czegokolwiek czy zakładania konta.

Po prostu wchodzimy na stronkę i "przeciągamy" nasze zdjęcia, przeznaczone do zmniejszenia, we wskazane miejsce. A więc tam, gdzie jest napis Drop Your Files Here.

Zamiast przeciągać, można wybrać zdjęcia "tradycyjnie" - no wybaczcie, proste rzeczy trudno nazwać.

Ja przeciągnąłem na stronę 5 zdjęć, każde wielkości około 1 MB; jak widać, trzy już są na stronie, a dwa jeszcze są przesyłane.

I widzimy powiększony fragment pierwszego zdjęcia.

OptimiZilla 1

Ponoć Optimizilla stosuje jakieś sprytne algorytmy kompresji.
Ich działanie widzimy na ekranie: po lewej stronie jest zdjęcie orginalne, po lewej - zoptymalizowane.

A stopień kompresji dobieramy suwaczkiem po prawej stronie. Liczba nad suwakiem (od 0 do 100) oznacza jakość zdjęcia.

Spróbowałem ustawić dużą kompresję, czyli ustawiłem jakość na 19. Jak widać poniżej, zdjęcie nadal wygląda nieźle:

OptimiZilla 2

Natomiast jego wielkość spadła z 1,2 MB do 166 KB, czyli jakieś siedem razy...

I o to chodziło.

Można przesłać od razu do 20 zdjęć i po kolei je optymalizować, a potem pobierać na dysk.

Tagi: foto grafika
21:26, one.jack , Grafika
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 października 2014

Zdjęcia"z komórek" wychodzą coraz lepiej, bo też za ustawienie ostrości, czasu migawki, przysłony, balansu itd. odpowiadają coraz lepsze algorytmy, które poprawiają zresztą również zrobione już zdjęcie. Efekty, który potrafią osiągnąć korzystając z miniaturowego obiektywu i jeszcze mniejszej matrycy są doprawdy imponujące.

A co z kompozycją zdjęcia?  

Oczywiście każdy z nas potrafi pstryknąć zdjęcie dziecku, żonie czy psu - wystarczy uchwycić obiekt na ekranie i zrobić zdjęcie, zanim ucieknie.
Efekty są różne.

Zrobienie dobrego zdjęcia wymaga posiadania pewnej wiedzy, m. in. o prawidłach kompozycji obrazu. A ponoć 99% fotografujących ma 1% wiedzy o fotografii.

Zanim się obrazisz, drogi artysto, powiedz, czy słyszałeś o regule trójpodziału, będącej w gruncie rzeczy uproszczoną wersją stosowanej od wieków reguły złotej czy też boskiej proporcji ?

Jeśli słyszałeś (to przecież podstawa kompozycji...), Camera51 może Ci się przydać jedynie jako zabawna appka.
Jeśli natomiast złoty podział  kojarzy Ci się ewentualnie z Amber Gold, ta darmowa aplikacja może znacznie poprawić jakość Twoich zdjęć.

Kończymy z teorią - o złotym podziale poczytaj sobie w internecie (tylko, na Jowisza, nie w Wikipedii!
Zajrzyj na przykład tu:
http://www.fotografuj.pl/Article/ABC_kompozycji_-_regula_trojpodzialu/id/60 ).

A aplikację Camera51 na Androida znajdziesz tu: Camera51

Co potrafi?

Szczególnie ten przykład z żyrafą - pod koniec filmu - był przekonujący...  :-)

Camera51 po prostu pokazuje Ci, w jaki punkt masz skierować obiektyw, aby zdjęcie miało poprawną kompozycję. 
Instalujemy, klikamy ikonkę i... już na ekranie widzimy ujęcie z aparatu naszej komórki. 

Za analizę obrazu odpowiada algorytm Phidias  (czyli Fidiasz - niewiele wiemy o tym artyście, ale przypuszcza się, że stosował zasadę złotego podziału).

Analiza obiektów, linii, postaci widocznych na ekranie może zająć kilka sekund, po czym na ekranie widzimy dwa prostokąty, z których jeden symbolizuje nasz aparat. Nakierowując odpowiednio smartfon, należy zgrać oba prostokąty; to łatwe, a właściwe ustawienie sygnalizuje sygnał dźwiękowy.
Pozostaje zrobić zdjęcie.

Algorytmy algorytmami, ale czasem warto im podpowiedzieć, co jest według nas głównym tematem zdjęcia. Wystarczy dotknąć ekran w odpowiednim miejscu.

Trochę zabawne uczucie, gdyż wskazujemy np. kota jako motyw główny, ale Camera51 pokazuje, że obiektyw musimy nakierować lekko w bok, a nie na kota... To właśnie zasada trójpodziału - umieszczanie głównego motywu w centrum zdjęcia jest błędem!

Zainstalowałem appkę i pobawiłem się chwilę; moim zdaniem przydatna rzecz i starannie zrobiona. W opcjach jest nawet możliwość zaznaczenia do trzech obiektów - niech się algorytm męczy...

Aha, aplikacja jest za darmo i działa z Androidem w wersji 4.0 lub wyższej. Autorzy wymieniają szereg telefonów, Galaxy, Nexusy, HTC i inne Sony, mojego nie wymienili, ale melduję, że na Huawei P6 też działa.

sobota, 04 października 2014

Zaglądam czasem na Twitter, rzadko raczej; to fajny serwis, ale i tak za dużo siedzę przy komputerze i po prostu nie mogę być wszędzie.

Zawsze mnie fascynowała szybkość przekazywania informacji za pośrednictwem Twittera, jego prostota i równocześnie... trudność wytłumaczenia osobom niezorientowanym w temacie, po co to komu i o co chodzi. Szczególnie trudno wytłumaczyć sieć powiązań pomiędzy użytkownikami. Na przykład - ja, czyli JM, obserwuję osoby A i B. Osoba A mnie obserwuje, a B nie, lecz obserwuje osobę A. Czyli osoba B nie widzi moich twitów, ale może je zobaczyć, jeśli udostępni je osoba A...
Spróbujcie to komuś wytłumaczyć.

To oczywiście tylko szczególiki. Aby ładnie uwidocznić powiązania pomiędzy użytkownikami Twittera powstało co najmniej kilka aplikacji, o niektórych pisałem na blogu.

Nieco inną rolę spełnia skryptozakładka, którą znajdziemyna stronie paulgb.github.io/tweetvis/   - to ten czerwony prostokąt z napisem Visualise Tweets.  Potrafi mianowicie pokazać, jak przebiegała dyskusja dotycząca określonego wpisu w serwisie Twitter. A działa tylko z przeglądarką Chrome.

Łatwiej mi pójdzie na przykładzie...

Po pierwsze - skrypytozakładkę przeciągamy na pasek zakładek przeglądarki Chrome.

Ponieważ sam - jak wspomniałem - zaglądam na Twitter rzadko, zajrzyjmy do strumienia kogoś, kogo twity są często dyskutowane. Na przykład  - dość aktywnej w tym serwisie dziennikarki.

Oto przykładowy wpis:

Twit 1 

Klikamy skryptozakładkę - po chwili na ekranie pojawia się wizualizacja dyskusji wokół tego wpisu:

Twit 2

Kolor połączeń jest zależny od czasu, w jakim były przesyłane poszczególne twity.

Po wskazaniu dowolnego z nich widzimy jego treść:

Twit 3

Całkiem efektowna zabawka.