Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
piątek, 30 października 2009

Twones.com - naprawdę fajna muzyka leci w tym serwisie...

Chłopcy z Ansterdamu mają ciekawe pomysły; serwis pięć tygodni temu wystartował jako private Beta i aby posłuchać muzyki nadal potrzebne jest zaproszenie, ale można pójść na skróty.
Na stronie KillerStartups.com (http://www.killerstartups.com/Video-Music-Photo/twones-com-all-the-music-on-the-web-in-the-same-spot) znajdziemy kod (invite code), pozwalający założyć konto w serwisie.

Warto - założenie konta zajmuje minutę (razem z aktywacją), a muzyka leci dobra; coś w rodzaju światowej internetowej listy przebojów, z wariacjami.


Zasada jest taka, że Twones robi listę najpopularniejszych utworów na podstawie tego, czego słuchają internauci.

Serwis oferuje Twones Tracker - instalujemy go w przeglądarce (na razie jest tracker dla IE7 i Firefox) i muzyka, której słuchamy, jest uwzględniana w zestawieniach.
Oczywiście muzyka z niektórych serwisów (obecnie z 20-tu) - ale również ta słuchana of line; Tracker do IE pobiera również dane o muzyce słuchanej przez Winamp i Windows Media Player...


Serwis zachęca do instalacji Trackera, ale nie jest to warunek konieczny; możemy po prostu słuchać muzyki.
Jest kilka możliwości: zakładka POPULAR daje dostęp do listy 25 najpopularniejszych utworów dzisiaj, w tym tygodniu lub "od zawsze", MY MUSIC to "nasza" muzyka, a ON AIR -  słuchana przez naszych twonesowych przyjaciół.



Przyjaciół możemy sobie wybrać, jest zresztą wiele innych opcji i smaczków - możemy np.

  • obejrzeć, ile kto ma "following" i "followers",
  • dodać swoje zdjęcie i obszerne dane,
  • oceniać utwory,
  • wrzucić trochę muzyki do serwisówTwitter czy Facebook - nawet automatycznie,

... a lista planowanych opcji i zmian jest dłuuuga...

...ale ja chciałem głównie posłuchać muzyki...

I posłuchałem - dobrej.

Twones Video Demo from Twones.com on Vimeo.


22:28, one.jack
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 października 2009

Yubby - kolejny błyskotliwie zrobiony i niekłopotliwy w użyciu (powiedziałbym nawet - przyjacielski) serwis. Czasem trafiają się takie perełki...
Na moim blogu częściej, oczywiście :-)

O co chodzi?

Proste. Wyszukujemy fajne klipy filmowe i zestawiamy listę - nasz kanał.

Na początek możemy pooglądać przykładowe kanały, zrobione przez innych.

Można znaleźć interesujący nas kanał - jest wyszukiwarka.
I co? Po prawej mamy zestaw klipów w kanale, w centrum leci wybrany filmik, na górze nazwa kanału... Można powiększyć, ocenić, "poszarzyć" się...
Niby nic - a ładne, widać, że ekipa miała dobrego grafika.

No to do dzieła.
Zakładamy konto i już mamy swoje miejsce w przestrzeni...

Na razie pusto - trzeba wrzucić kilka klipów.
Jak wyszukujemy klipy? Wygodnie. I skutecznie...

Mamy zestaw około 30 składnic filmów, zaznaczamy dowolne z nich.
Wpisujemy w wyszukiwarce tytuł, wykonawcę... no, coś o szukanym filmie, ja akurat szukałem klipów Jethro Tull i Led Zeppelin.

Klikamy Search i widzimy miniatury wyszukanych filmów.

Super.
Każdy wyszukany klip możemy odtworzyć, a jeśli nam się podoba - przeciągamy go na prawy panel.
Oczywiście możemy dodawać dowolną ilość klipów, opisywać je, zmieniać kolejność... Wszystko łatwo i przyjemnie.

Mamy już gotowy kanał - no to słuchamy!
Mimochodem i kątem oka zauważyłem, że Yubby sam dodał tagi do mojego kanału; ja byłem za leni... to znaczy, zbyt zajęty...
Po drodze wrzuciłem nagranie Jethro Tull do Twittera - można ustawić swoje konto, potem "jeden klik" i leci.

http://www.yubby.com/channel/player/9952/65924

Od znajomej wielbicielki chanson znowu usłyszę o ludziach gustujących w hałasie, ale przecież Ian Anderson gra na flecie... i to w dodatku Bouree... Może mi się upiecze.

No fajnie - muzyczka leci, można oczywiście polecić nasz kanał znajomym, wysyłając im link czy zamieszczając na blogu odpowiedni widget. Można go odpowiednio dopasować do strony.

Ja rozumiem, że w YouTube też można tworzyć listy...
Ale z Yubby zrobimy to nieporównanie łatwiej i przyjemniej, a poza tym - nie jedna Tuba na świecie... A Yubby pozwala zebrać klipy z ... no wiadomo, zewsząd.

środa, 28 października 2009

Gdy czegoś nie wiemy - warto zapoznać się z opiniami znajomych.

Wiem o tym od dawna; planując wakacyjny wyjazd, pytałem znajomych o Londyn, Paryż, Barcelonę, klimat w Portugalii, zabytki w Grecji i tureckie słodycze.
Wracający z podróży znajomi byli drobiazgowo przesłuchiwani (co zresztą większości osób nie przeszkadzało bynajmniej...), molestowani o dokumentację zdjęciową, a ich sprzeczne relacje (np. z Londynu) - poddawane konfrontacji. Wydaje mi się to przyjemniejsze i ciekawsze, niż grzebanie w internecie.

Podobny pomysł miało kilka wyszukiwarek, a najzręczniej jak na razie zrealizował go Google - na razie jako eksperymentalną opcję w Google Labs.

Zajrzałem - przy okazji ubawiłem się trochę, bo Google wyjaśnia możliwości i zastosowania Google Social Search podając przykład:
chcemy jechać na Nową Zelandię, szukamy wiadomości i trafiamy na opisy przyjaciół znających tę krainę.
Co w tym zabawnego? Polskie serwisy opisują nowość Google, masowo planując wyjazdy w różne zakątki świata.  Takie pisanie musi być nudne...

Do rzeczy:

  • trzeba mieć konto w Google, plus profil z jakimiś danymi - przecież Gugiel skądś musi brać naszych znajomków. Wystarczy zresztą, że korzystamy z Google Readera.
  • Na stronie Google Experimental Labs (http://www.google.com/experimental/) klikamy guziczek Join...,  wyrazając zgodę na eksperymenty.

  • Wchodzimy na stronę www.google.com - widzimy wersję laboratoryjną.
    Szukamy np. czegoś o Kindle - takim małym gadżecie.

  • Widzimy normalne rezultaty - ale zjedźmy na dół strony.

  • Aha - jest...
    Wyniki "in your social circle for Kindle" i link do blogu znanego miłośnika Kindle, który zresztą podaje namiary do testu Kindle na blogu Testeq'a.
    Czemu nie ma od razu linku do Testequ'a? Nie wiem, słowo honoru, że mam Biznes bez stresu... w Google Readerze. PW ma lepsze chody w Google...

Trochę inaczej - szukamy czegoś o kotach i psach - najlepiej opinii znajomych oczywiście.
Po lewej stronie widzimy link z dodatkowymi opcjami wyszukiwania (Show options...), klikamy i z listy wybieramy pozycję Social.



Efekt - znowu wiadomości z tematu psy-koty, zamieszczone przez zaprzyjaźnione osoby.

Któż mógł nam wyskoczyć...

Opcja eksperymentalna, ale bez wątpienia ciekawa. Zauważyłem tylko, że krąg moich znajomych jest wzięty głównie z Google Readera, mimo podanych w profilu namiarów na konta w serwisach Twitter i FriendFeed.

Na koniec - tradycyjny filmik dla osób zainteresowanych Nową Zelandią...


21:38, one.jack
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 października 2009

Czas na trochę kultury, a właściwie - sztuki.
Jackson Pollock- tak, wiem, znacie, ale przypomnę pro forma,  że facet nie śpiewał (to był inny Jackson...), ani nie kręcił z Fondą filmów typu "Długi taniec z gwiazdami" (to był z kolei Sydney Pollack) - facet malował.
Moim zdaniem - ciekawie malował, jego obraz powiesiłbym na ścianie w pokoju, w przeciwieństwie do obrazów niektórych sław pędzla. Powiesiłbym, gdyby było mnie stać, bo JP jest uważany za za jednego z czołowych amerykańskich ekspresjonistów i jego obrazy są raczej drogie.
Zginął niestety w 1956 roku.

Cóż, trzeba samemu wziąć się za robotę.

Wchodzimy na stronę JacksonPollock.org, klikamy w prostokąd z obrazkiem i... malujemy.


Ten artysta miał ciekawe techniki malarskie, serwis symuluje jedną z nich - wylewanie farby na obraz.
Przesuwając kursor malujemy obraz, klikając - zmieniamy barwę "farby".
Prosta sprawa to całe malarstwo...


Jeżeli ktoś woli styl genialnego ponoć Pablo P. , zapraszam na stronę Mr. Picassohead.

Tworzymy inną techniką - elementy tworzące dzieło przeciągamy "na płótno", gdzie możemy zmieniać ich położenie, wielkość czy kolor, a na koniec - sygnować obraz swoim nazwiskiem.


Ciekawe, czy powstaną serwisy, pozwalające nam malować "rembrantem", "matejką" czy też w stylu Salvadora Dali.
Czekam niecierpliwie, bo Picasso nigdy mnie nie pociągał - te jego obrazy modelek "po wypadku"...


poniedziałek, 26 października 2009

Zaczyna się u nas sezon grypowy - niektórzy koledzy z pracy znikają na kilka-kilkanaście dni, inni dzielnie trwają na stanowiskach, kichając i kaszląc; dla dobra ogółu należałoby ich zapewne przymusowo izolować (niektórzy mówią o "odstrzale sanitarnym", ale to chyba przesada...).

Firma Google włączyła się w walkę z grypą w dość oryginalny sposób - prognozując zagrożenie grypą na podstawie ilości napływających z danego regionu... zapytań dotyczących grypy.


Twórcy serwisu Google Flu Trends twierdzą, że istnieje ścisły związek pomiędzy ilością zapytań a rzeczywistą ilością zachorowań na danym obszarze.
Oczywiście, nie każda osoba pytająca o objawy grypy czy cenę polopiryny jest chora, ale statystyczna zależność bez wątpienia istnieje.

Dalej - prosta sprawa; na podstawie adresu IP określany jest region, z którego przyszło "grypowe" pytanie, a wyniki - po przetworzeniu - są pokazywane w postaci wykresów i mapek.

Na mapie świata widzimy, że USA i Kanada są dość zagrożone (USA - Aktywność grypy:Wysoka).

To mnie oczywiście bardzo martwi, ale spójrzmy na własne podwórko.
W Europie najgorsze wskaźniki ma Norwegia.


A Polska?
Na razie nie jest źle, ale  serwis Flu Trends ma dwie bardzo ciekawe cechy:

  • po pierwsze - dane są aktualne; dane dla polski pochodzą z 25 października,
  • po drugie - serwis próbuje na podstawie poprzednich lat prognozować ilość zachorowań w przyszłości. A na wykresie widać wyraźnie,że szczyt zachorowań np. w ubiegłym sezonie przypadał na styczeń, a w poprzednich kilku latach - na luty/marzec.

Serwis Flu Trends jest w kilkudziesięciu językach, w tym - po Polsku, możemy więc spokojnie poczytać sobie o metodzie badań, nabijając zapewne naszym zainteresowaniem "licznik zachorowań" Google.

Co ciekawe, Google zweryfikował dane dla 15 krajów, porównując je z danymi dotyczącymi rzeczywistych zachorowań. Czy wśród tej "15" jest Polska, nie udało mi się ustalić., ale zapewne tak, ponieważ w innym miejscu jest lista 17 krajów (w tym my), dla których dane o zachorowaniach są dostępne.


22:15, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 października 2009


TubeRadio.fm - czyli takie "radio z lufcikiem"; określenie dawne, serwis świeży, pomysłowy i zręcznie zrobiony, aż miło poklikać.

Pomysł wyjątkowo prosty:

  • bierzemy muzykę z YouTube, gdzie zasoby dobrych nagrań wydają się nieprzebrane i gdzie każdy z nas szukał wielokrotnie czegoś do słuchania,
  • układamy z tego playlisty - lub też słuchamy zestawów złożonych przez innych melomanów.

A jak to wyszło?

Jedna z najpopularniejszych list odtwarzania to Dire Straits.
Klikamy pierwszy utwór na liście, leci Money For Nothing, jedna z moich ulubionych kompozycji, a na dole ekranu teledysk, Mark Knopfler jak żywy, z YouTube oczywiście.

Obok niego - kilka zakładek.
Biografia zespołu, albumy, "podobni" wykonawcy (lista długa: 10cc, Aerosmith, Bruce Springsteen, Carlos Santana, Cream, Electric LO - i wielu innych, same smakowitości...). Jest też zakładka Lyrics - możemy sobie powyć razem z Markiem:

We gotta move these refrigerators
We gotta move these colour TV's
...

Super - powyłem (pamiętacie tego animowanego pieska z teledysku?) i rozglądam się dalej.

  • Warto założyć konto - zajmuje to jakieś 30 sekund, po założeniu konta możemy tworzyć własne listy,
  • wyszukiwanie i tworzenie list to sama przyjemność; mamy kilka sposobów.
    Najprościej - wpisać wykonawcę, wyskoczy lista utworów z TwejTuby, mamy podgląd, możemy przesłuchać, jak utwór nam pasuje - klik i na listę go. Proste.
    Przypomniałem sobie przy okazji kilka nagrań Tangerine Dream.

  • Jeszcze prościej i szybciej - klikamy Discography i wybieramy te okładki albumów, które nam się podobają.

  • Możemy też oczywiście słuchać cudzych playlist czy pojedynczych utworów.

Zabawy jest więcej - są opcje "społeczościowe" typu ocenianie utworów i list, szukanie przyjaciół o podobnych gustach, listy przebojów... 
Cały serwis jest jakiś dziwnie ładny i przyjazny; jest nawet obszerna, ilustrowana pomoc. Dla nieczytających - wersja "youtubowa".

Na wszelki wypadek - zamieszczam:

I słucham dalej - u mnie leci Kashmir.
Czekam na "walkę stulecia" (??? Czas umierać?).
Zanim dzielni "rycerze ringu" zdecydują się skończyć gadanie i skrzyżować rękawice, zdążę posłuchać dobrej muzyki...

22:17, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 października 2009

Textsave - pomysł prosty, korzystanie z serwisu - jeszcze prostsze.

Chcemy jakiś tekst zapisać, a potem udostępnić znajomym przesyłając link e-mailem czy wklejając gdziekolwiek (czyli: Twitter, Facebook, N-k, stronka, blog... gdziekolwiek):

  • wchodzimy na stronkę textsave.de,
  • wpisujemy lub wklejamy nasze zwierzenia (użyłem fragmentu tekstu sprzed tygodnia),

  • klikamy Sprichern/Save, tekst zostaje zapisany... no gdzieś,
  • kopiujemy link - znając adres serwisu wystarczy nam w zasadzie ostatni człon,
  • robimy coś z linkiem, na przykład - wklejamy do blogu:

    http://textsave.de/?p=22198

    czy też używamy jednego z serwisów podsuwanych przez TextSave.

Po kliknięciu w link widzimy nasz tekst:


Sprytna rzecz...

19:06, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 października 2009

TourMapr to serwis dla fanów muzyki - i to takich aktywnych, jeżdżących na koncerty ulubionych wykonawców.
Byłem w latach 80tych na festiwalu w Jarocinie i myślałem, że mam to już "odhaczone", ale niedawno szef pytał, czy wybieram się na koncert zespołu Rammstein; trzeba się więc zainteresować...

Wchodzimy na stronę serwisu, wpisujemy Rammstein - voila!
Na mapie mamy rozrysowane całe tourne zespołu - no, trochę się muzycy R+ najeżdżą...


W lewym panelu możemy znaleźć trochę informacji o zespole czy dokładnie rozpisane terminy koncertów. Jak widać - 27 listopada będą w Katowicach.



Sprawdzimy też, gdzie i kiedy można posłuchać podobnych zespołów.

Z tych koncertujących serwis poleca Megahertz (w styczniu w Wiedniu) czy Marilyn Manson (17 listopada w Stodole).

Typowy mashup - ale jak widać przydatny.

21:52, one.jack
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009

linkli.st służy do podobnych celów, co opisany w poprzedniej notatce PopScreen - zbieramy w jednym serwisie ciekawe linki.

Jest serwisem prostszym, ale bardziej uniwersalnym, możemy bowiem dodać dowolne linki, zezwalając innym - bądź nie - na przeglądanie naszej listy linków, a nawet - uzupełnianie jej.

Sprawa jest prosta jak instrukcja użycia cepa... to jest, hm... Twittera, o właśnie!

Zakładamy konto, podając nazwę, adres e-mail i jakieś hasło:

Dodajemy jakieś linki, które akurat wydają się nam interesujące, więc chcielibyśmy:

  • po pierwsze - zachować je gdzieś, ale nie na kartce papieru, której za dwa dni będziemy bezskutecznie szukć,
  • po drugie - pokazać ciekawostki znajomym.

Linki po prostu wklejamy do serwisu, możemy wkleić całą serię. Jest też dostępna skryptozakładka do przeglądarki, ułatwiająca kopiowanie linków.

Naszemu zestawowi linków możemy nadać nazwę, a każdy link - opisać, przenieść wyżej czy niżej, dodać kilka linków, całość - skopiować, przesłać znajomym czy opublikować na blogu.

Serwis - jak wspomniałem - prosty i dość przydatny.
Ma jeszcze kilka oczywistych funkcji - mozemy więc edytować nasze konto, przeglądać opublikowane w serwisie linki, śledzić te zestawy, które wydają nam się interesujące (przez kanał RSS...).

Oczywiście - serwisy typu Delicious są daleko z przodu, ale nie każdemu są potrzebne rozbudowane funkcje oferowane przez Delicje...
Przykład zestawu linków zagnieżdżonego na blogu:

21:14, one.jack
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 października 2009

Zdarzają sie w sieci przyjazne i przydatne serwisy.

PopScreen to - jak piszą twórcy - odpowiedź na pytanie: Znalazłem właśnie w Sieci i obejrzałem fajny filmik...I co dalej?

Dalej - wrzucamy go do PopScreen - będzie zawsze pod ręką, a i kolegom będzie go można podrzucić.

PopScreen jest na razie w fazie beta, ale chętnie rozdają zaproszenia, a sam serwis działa sprawnie i jest dosyć przyjazny.

Po założeniu konta możemy oczywiście pogrzebać w serwisie, dodać swoje zdjęcie czy też zwierzyć się ze swoich zamiłowań - ostatecznie Web 2.0 nadal panuje. Ciekawiej będzie jednak przyjrzeć się, jak coś dorzucić do serwisu.

Strona główna podrzuca nam kilka pomysłów; możemy przejrzeć najpopularniejsze dzisiaj czy w tym tygodniu filmy, zaimportować ulubione filmy z jednego z 12 serwisów (np. z naszego konta na YouTube), czy też po prostu dodać jako link czy kod...

Aby zaimportować klip np. z YouTube, wystarczy podać naszą nazwę w tym serwisie.

PopScreen sprawnie pokazał kilka filmów z mojego konta i doradził zapisanie wybranych.

Już po chwili mamy filmy na koncie, a raczej w "bibliotece" w PopScreen. Film można obejrzeć:

są też różne przydatne czy zabawne opcje - możemy na przykład "wyłączyć światło" aby skupić się na muzyce - przy tym utworze (Kashmir) to dobra opcja:

czy też podzielić się na różnych serwisach naszym filmem, a raczej linkiem do niego. Nie ma naszego Blipa - duże niedopatrzenie, muszą nam wystarczyć Twitter czy Facebook - też dość popularne serwisy...

Jest jeszcze kilka ciekawych rzeczy - trzeba się na spokojnie przyjrzeć...
Serwis wygląda na ciekawy; taka nasza składnica ulubionych filmów...

 
1 , 2 , 3