Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
piątek, 31 października 2008

Piątek - a więc coś lżejszego. Dwa "grające", proste w użyciu serwisy.

Hushie jest zupełnie bezproblemowy. Wchodzimy, wpisujemy w okienko wyszukiwarki tytuł szukanego utworu i wykonawcę i za chwilę - słuchamy.
Do testów zwykle używam kotów lub wimmerów - ale przy serwisie muzycznym użyjemy raczej Joan Baez, efekty będą ... hm... przyjemniejsze - Joan ma piękny głos. Wystarczy posłuchać, jak śpiewa a capella Amazing Grace
czy przy gitarze Donna, donna.



No nieźle - 85 rezultatów, można posłuchać lub ściągnąć na dysk. A po prawej - krótka biografia - 5 albumów.
I jeszcze ciekawostka - jest opcja Suggest (lewy górny róg).
Podoba nam się wykonawca - więc możemy posłuchać innych  "w tym typie" - może są jeszcze lepsi?
Zobaczmy, jakich wykonawców serwis uważa za podobnych do Joan Baez...



Lista bogata - większości nie znam, ale widać, że lista nie jest zupełnie "z sufitu" - Jest Joni Mitchell, Simon z Garfunkelem, Marianne Faithfull, Melanie, Patti Smith, Pete Seeger... Tylko klikać i słuchać. Bez kont i logowań.

SSMunch jest bardziej rozbudowany.
Również znajduje wiele plików mp3 z utworami śpiewanymi przez Joan Baez, możemy ich posłuchać, ściągnąć, dodać do playlisty.



A po kliknięciu na link - inne ciekawostki.



Mamy możliwość oceny nagrania, ściągnięcia na dysk, znalezienia słów utworu, jest odtwarzacz, kod do zagnieżdźenia - a poza tym kilka zdjęć i "newsy" o wykonawcy.
No proszę, dowiedziałem się, że wokalistka rozpoczęła nowe tourne po USA i przeczytałem fragment wywiadu - Joan wypowiada się m. in. na temat Baracka Obamy. Pożyteczne funkcje.
Dodam, że można też szukać słów piosenek danego wykonawcy oraz klipów wideo.
 

Prosty niby serwis z mp3, a może nam dostarczyć dużo zabawy.
I zupełnie legalny - przynajmniej tak piszą twórcy. Nie dodają niestety, czy ściąganie plików za jego pośrednictwem jest legalne...

 

czwartek, 30 października 2008

DualpPage to prosty serwis internetowy, który dzieli ekran przeglądarki na dwie części i pozwala nam przeglądać dwie strony internetowe równocześnie.

Przykład - Google i Wirtualna Polska



Nie jest to oczywiście zupełna nowość - użytkownicy Firefoxa mogą zainstalować dodatek Split Browser, który ma o wiele większe możliwośći - ale serwis DualPage nie wymaga instalowania czegokolwiek.
Autor wpisu na MakeUseOf.com sugeruje, że najwygodniej używać tego typu usług na panoramicznych monitorach, najlepiej 24" i większych.

Serwis w fazie beta, ponoć zamierza się rozwijać. 

20:46, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (4) »

Różni ludzie i instytucje stawiają bariery, usiłując ograniczyć naszą swobodę surfowania w sieci.
W szkołach, urzędach, zakładach pracy administratorzy  często wprowadzają ograniczenia, blokujące dostęp do niektórych usług (np. komunikatory), plików (mp3, avi) czy serwisów (YouTube, Allegro, n-k...) - zbędnych według administratora, a według użytkowników - wprost przeciwnie...

Hide My Foot pomoże nam przejść przez te bariery.


Spełnia on funkcję serwera proxy - wystarczy wpisać w oknie adres serwisu uważanego przez naz za niezbędny a przez administratora sieci za szkodliwy dla naszej wydajności czy morale i już za chwilę mamy na ekranie otwartą stronę. 

Połączenie idzie przez Hide My Foot, dostępne są dodatkowe opcje: kodowanie URL,  strony, blokowanie lub nie skryptów i "ciasteczek"... Wszystko szybko i bezproblemowo.

Serwis rzeczywiście działa sprawnie, ale ponieważ brak jest bliższych danych o np. typie serwisu proxy, osoby uczulone na kwestie anonimowości w sieci powinny raczej korzystać z lepiej udokumetowanych rozwiązań ( np. sieć Tor - trasowanie cebulowe, ciekawa jest sama nazwa...Zasada działania też).

 

18:33, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (1) »
środa, 29 października 2008

123people to wyszukiwarka informacji o ludziach, dopasowana do epoki WEB 2.0.
Nie jest to serwis nowy, ale właśnie wyszedł z fazy beta i rozszerzył obszar swojej działalności na USA - a więc rozwój. 

123people  znajdzie informacje o szukanym przez nas człowieku, przeszukując takie serwisy, jak MySpace, Facebook, Google czy Flickr, poza tym blogi, Wikipedię....
Wniosek z tego taki, że znajdzie tym więcej informacji, im bardziej dana osoba udziela się w serwisach WEB 2.0 i w ogóle w Sieci. Czyli - dużo o Billu Gatesie, nic o naszej babci. 

Sprawdźmy:

 

Rzeczywiście - informacje o Billu G. są dość bogate.
Przy okazji - jakie dane 123people podaje? Bardzo obszerne (oczywiście - o ile są dostępne), m. in.: 
- linki z Google,
- adresy e-mail,
- profile na MySpace, Facebook, LinkedIn,
- zdjęcia,
- wpisy z blogów,
- pliki wideo,
- konta w popularnych komunikatorach
i dużo więcej - jeżeli ktoś jest aktywny. Do Billa - jak widać - możemy napisać na kilka adresów, a takze spróbować pogadać przez komunikator. 
Wiadomości są przedstawione w czytelnej formie, również jako "chmura tagów" - widać, że serwis jest tworzony przez profesjonalistów.


Przetestujmy, co serwis wie o mnie:


 

Sympatyczne zdjęcie - ale nie ja

Widać jedną ze słabości serwisu 123people: podstawą poszukiwań jest imię i nazwisko - moje nie jest zbyt popularne, ale tak samo nazywa się prezes jednej z warszawskich firm - to zapewne jego zdjęcie.
Niemniej, serwis znalazł moje dwa zdjęcia oraz profile na Facebook i MySpace - i niewiele więcej. Z Janem Kowalskim czy Johnem Smith'em mogą być problemy. Co prawda szukając w USA można podać miasto lub Zip code - o ile je znamy.

Próbnie wpisałem jeszcze dane autora jednego ze znanych polskich blogów o tematyce komputerowej.

Wynik:

-  29 linków,
-  22 zdjęcia (część się powtarza),
-  7 adresów e-mail,
-  19 linków do blogu, 
-  20 innych dokumentów.

Co ciekawe - informacje możemy uzupełniać, klikając na symbol trójkąta w kole  po prawej stronie każdego linka.

 

 

 

20:08, one.jack
Link Komentarze (1) »

Czytasz jakiegoś bloga  i nie wiesz - pisał mężczyzna czy też kobieta? Podpisu brak , albo jakiś bezpłciowy (np. one.jack - od Jacqueline oczywiście...). 

Tylko GenderAnalyzer pozwoli rozwiać wątpliwości...

Jest okienko, wpisujemy lub wklejamy adres blogu - po chwili mamy wynik.



Jak on to robi - twórcy dokładnie nie piszą, podają tylko, że "trenowali" sztuczną inteligencję na 2000 blogów - w laboratorium spisywała się dobrze, więc wypuścili ją na głębokie wody. 

Dwie uwagi:

1. wpisałem kilka adresów blogów - trzy pod rząd zostały ocenione jako kobiece, dopiero za czwartym razem pojawiła sie męska sylwetka. Albo z serwisem coś nie tak, albo czytam głównie blogi (techniczne!) pisane przez kobiety...

2 Jedna duża wada - Gender Analyzer analizuje wyłącznie blogi w języku angielskim...

 

18:17, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (7) »
wtorek, 28 października 2008

Wyszukiwarki grafiki to ciekawe serwisy - szczególnie, że zaczynają się pojawiać rozwiązania pomagające nam wyszukać rzeczywiście TE ZDJĘCIA, na których nam zależy, posługując się zaawansowanymi algorytmami do analizy obrazów.
Po moim wpisie o Pixolu, jedna z osób komentujących wskazała mi serwis GazoPa.
Jest on na razie w fazie prywatnej bety, ale po podaniu e-maila natychmiast dostaniemy zaproszenie i możemy się bawić.
Rzecz wygląda ciekawie, nie tylko dlatego, że serwis firmuje Hitachi.

O co chodzi?
GazoPa to wyszukiwarka podobnych obrazów.
Na stronie głównej mamy szereg obrazów, pod każdym przycisk Similar search.



Klikamy pod którymś obrazkiem - i dostajemy podobne obrazy, podobne pod względem kształtów czy koloru.

Mamy kilka możliwości wskazania "wzorcowego" obrazu, m. in.:
- przesłanie zdjęcia z komputera (do 4 MB),
- podanie adresu URL,
- wpisanie słowa lub słów kluczowych w pole wyszukiwarki i kliknięcie dowolnego ze znalezionych zdjęć,
- zainstalowanie dodatku do Firefoxa - wystarczy wtedy kliknięcie prawym klawiszem myszy na dowolnym obrazie,
- a nawet - narysowanie czegoś w prostym edytorku serwisu i szukanie podobnego bazgr...hm... obrazu.
Edytorek pozwoli nam też zaznaczyć wycinek jakiegoś obrazu jako wzorzec wyszukiwania.
GazoPa  przeszukuje szereg lokalizacji z obrazami.

Jak to działa?
Wyniki są różne - jak to ze skomplikowanymi algorytmami usiłującymi zastąpić człowieka.

I. Przesłałem do serwisu zdjęcie kruka - w odpowiedzi otrzymałem:



Zdjęcia bez wątpienia podobne "wizualnie" i kolorystycznie - ale nie pod względem treści.
Co ciekawe - dużo zdjęć samolotów i fragmentów samolotów...
Wyniki są też zależne od możliwych opcji - możemy np. zażyczyć sobie , aby priorytetem wyszukiwania "podobnych" był kształt czy kolorystyka.

II. Wpisałem testowego "tigera". No tak, tu znacznie lepiej.



Co prawda - w pierwszych wynikach wyszukiwania tygrysów było mało, ale po wybraniu odpowiedniego pasiastego pyska i naciśnięciu Similar search było już OK.




Inne opcje
Serwis już w tej chwili jest dość rozbudowany - możemy wybrać jedną z kilku opcji zmieniających priorytety określenia podobieństwa, określić żądaną wielkość zdjęcia czy też zażyczyć sobie tylko monochromatycznych.
A także - zapisać ulubione obrazy (Save box) - do stu sztuk, potem "najstarszy" zostaje usunięty, zmienić sposób wyświetlania  czy zobaczyć historię.

Fajny serwis - ale z zastrzeżeniami. Hasło "kot" daje wyniki nieciekawe (przynajmniej w pierwszym wyszukiwaniu), a takie ekscesy jak wiewiórka czy one.jack to nie z tymi panami.
Wygląda, że jest to wina doboru zakresu wyszukiwania - przeszukiwanych zbiorów obrazów.

poniedziałek, 27 października 2008

Trochę prywaty - chwalę się.
Nabyłem drogą kupna nowoczesną zabawkę - notebook MSI U100 - czyli Wind.
Made in China, w środku nowoczesny procesorek Intela - Atom 1,6 GHz.
Do tego -  Windows XP...



Po co mi to?
Uznałem, że przyda mi się drugi komputer. Po prostu dla wygody i bezpieczeństwa. Ostatnio dużo czasu poświęcam na siedzenie przy komputerze - miło byłoby czasem posiedzieć wygodnie w fotelu czy przed TV, a na kolanach - coś małego, ale nie kot. Tym bardziej, że na stacjonarnej maszynie należałoby przeinstalować system, do czego jakoś nie mogę się zabrać.



Czemu Wind?
Proste - Paweł Wimmer ma coś takiego od kilku miesięcy i wyraża się bardzo pozytywnie. Przekonałem się kilka razy, że kupowanie czegoś poleconego przez użytkownika, który na dodatek jest zorientowany w temacie, pozwala uniknąć wielu stresów.
A w razie dużej wpadki jest na kogo zwalić...

Procedura kupna
Procedura miała trwać jeszcze 2-3 tygodnie, ale spadek kursu złoty/dolar skutecznie mnie popędził. Jako człowiek starej daty (nie mylić ze "starozakonnym" - to nie są synonimy...) wolę rzecz przed zakupem obejrzeć i dotknąć.
Są to nawyki naturalne - ostatecznie nawet "pokolenie neostrady", kupujące na Allegro koszule i buty, woli kandydatkę na żonę jednak obejrzeć z bliska przed zak... hmm... przed zakończeniem fazy narzeczeństwa. Zaszedłem do sklepu.
Firma Optimal podeszła do moich życzeń w zasadzie pozytywnie, oferując mi dostarczenie sprzętu w ciągu kilkunastu godzin. Co prawda zamiast czarnego zaoferowali mi biały lub różowy - wybrałem jednak po namyśle biały. Aż taki postępowy to nie jestem...

Pierwsze wrażenie
Jest zaskakująco mały - widziałem większe opakowania telefonów komórkowych niż to, które wyciągnął miły pan w Optimalu.

Wszędzie się mieści - na kolanach też.
Jako wieloletni zwolennik solidnych desktopów, muszę trochę zmienić przyzwyczajenia, przestawić się na delikatne muśnięcia gładzika i podłączanie zasilacza.

A najśmieszniejsze - nie ma czytnika CD - no i co? Przestawiać się na bluetooth i sieć czy kupić zewnętrzny napęd? Na razie sobie radzę - mam zewnętrzny dysk twardy.
Za to waga - około 1 kg.
Klawiatura
wygodna -  większość klawiszy normalnej wielkości, funkcyjne mniejsze - tylko do układu klawiszy trzeba się przyzwyczaić. 
Jak już coś mam na dysku (120 GB w takim maleństwie!), instalacja jest szybka i bez problemu. 
Ekran 10' - wielkość wydaje się w sam raz.
Komunikacja - 3 porty USB, bluetooth, LAN, Wi-Fi, czytnik kart - cóż chcieć więcej? 
Na deser - kamera i mikrofon



Podoba mi się. Miałem trochę mało czasu, zainstalowałem tylko kilka programów i sprawdziłem "sinyząbek" - z komórką się dogadują, zdjęcia trafiają na dysk bez problemu.
Spoko - mamy czas się poznać.

 

niedziela, 26 października 2008

TubeChop pozwala znaleźć klip w serwisie YouTube, wyciąć wybrany kawałek i przesłać link do znajomych/przyjaciół/zainteresowanych osób, czy też zamieścić na stronie.

Jak to zrobić?

Zadziwiająco proste:

1. w wyszukiwarce serwisu TubeChop wpisujemy, jakiego klipu szukamy,



2. klikamy na wybrany klip - filmik się odtwarza, a my wybieramy dowolny fragment i zaznaczamy go przeciągając znaczniki początku i końca. Można też wpisać czas rozpoczęcia i zakończenia wycinanego fragmentu.
Jest to łatwe - po przeciągnięciu znacznika od razu "leci" zaznaczony fragment, można na bieżąco skorygować ustawienie.



3. jeżeli jest OK, klikamy chop it i ... no i serwis robi chop - czyli przycina.
Mamy na ekranie wycięty fragment, ładnie opisany, z podaną długością, linkiem w serwisie TubeChop, kodem do zagnieżdżenia, źródłem itd. - naprawdę wszystko co trzeba, podsunięte nam na tacy...



LUBIĘ takie serwisy.

Czy może być przydatny?

Przykład:
Mamy na pieńku z firmą UTOPIA Sp. z o.o. (mam nadzieję, że takiej nie ma, a przynajmniej Prezes nie czyta tego blogu...).

Szukamy przez TubeChop piosenki zespołu Lao Che, wycinamy odpowiedni fragment i wysyłamy życzenia dla firmy UTOPIA...

Dopisek:
Już po napisaniu notki zauważyłem, że po odtworzeniu fragmentu mamy opcję Play All - czyli możemy przesłuchać cały klip. Niektórzy to robią serwisy z głową i proste w użyciu...


17:29, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 października 2008

Pixolu to wyszukiwarka obrazów, która stara się nam "inteligentnie" pomóc w znalezieniu tego, co dokładnie potrzebujemy.

Najlepiej - na przykładzie.

Szukamy zdjęcia duuużego kota - wpisujemy tiger.
Jeżeli zrobimy to w wyszukiwarce Google z opcją Grafika, otrzymamy linki do około 60 tysięcy zdjęć.
Powodzenia w przeglądaniu. Zaręczam, że nie na wszystkich będzie duży kot w piżamie.

Wpiszmy teraz tiger w okienku serwisu Pixolu.


Możemy na wstępie wybrać serwisy (Flickr, Google, Yahoo) i liczbę wyświetlanych obrazów.

Pixolu chwilę kombinuje i wyświetla na ekranie znalezione obrazy. Wyniki wyszukiwania można powiększyć (suwak w prawym górnym rogu), nawigacja jest intuicyjna.

Wybieramy zdjęcia, które nam się podobają.
Wybrane przeciągamy w obszar po prawej stronie ekranu - można też kliknąć dwa razy na obrazie.

Teraz naciskamy zielony klawisz next - serwis znowu coś kalkuluje - podobno korzysta z algorytmów opartych na semantycznych powiązaniach pomiędzy zdjęciami (?). W każdym razie palce maczali w tym projekcie ludzie z "Fachhochschule für Technik und Wirtschaft" w Berlinie.
Po chwili dorzuca nową porcję zdjęć, starając się wyszukać te zgodne z naszymi wymaganiami. To miłe.

Całą operację dobierania/filtrowania możemy powtarzać.

Wynik jest niezły. Zamiast kilkudziesięciu tysięcy linków dostajemy wyselekcjonowane wyniki w ilości umożliwiającej rozsądny wybór. To duże ułatwienie - kilka dni temu szukałem tigera w serwisie Flickr i pomimo tagów wynik był... taki sobie.

 

23:05, one.jack , Grafika
Link Komentarze (9) »
piątek, 24 października 2008
Dzisiaj - drodzy moi spadkobiercy geniuszu Mozarta i następcy Griega (nie, nie tego od licznika - to był Geiger) - skomponujemy kilka dzwonków na komórę.
Lekko pomoże nam w tym  Kakophone - mocno zakręcone narzędzie zespołu, który odpowiada też za Kakomessenger - "śpiewający komunikator" o którym pisałem tutaj.

Uszy na baczność i zaczynamy komponować:

1. wprowadzamy sekwencję 10 cyfr - czyli 10 razy klikamy jakiś klawisz na ekranie,

2. dostajemy gratulacje - Continue i do komponowania!

3. teraz wybieramy styl muzyczny (najbardziej klimatyczne melodyjki wychodziły mi w stylu "SEA SEX AND CHACHACHA..."), ustawiamy "magiczny kod" czterema pokrętłami, możemy też pokręcić potencjometrami na dole.
Zaufajmy naszej twórczej intuicji...

4. czerwony guzik, migają światełka i za chwilę słuchamy naszego dzieła!

Jeżeli chcemy bawić się dalej - Compose another tune.



Jeżeli jest OK - możemy ściągnąć dzwonek na komórkę.
Podobno są miliardy kombinacji i każda melodyjka jest niepowtarzalna. Miłego tworzenia - niech boginie Hathor i Erato będą z Wami...

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4