Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
niedziela, 28 września 2014

Cur.to  jest serwisem brazylijskim; i co z tego? Świat bardzo się skurczył, a zainteresowania i pomysły, jak widać wszędzie podobne.

To coś w rodzaju wyszukiwarki informacji na dany temat w serwisach społecznościowych. Wspominam o "podobnych pomysłach", ponieważ widziałem już kilka podobnych, wyspecjalizowanych wyszukiwarek czy agregatorów, a - daleko nie szukając - wszechwiedzące Google również potrafi podawać wyniki z Twittera czy Facebooka.

Ale warto zajrzeć do Cur.to, bo serwis jest szybki i nie przeładowany zbędnymi ozdobnikami.
Obecnie przeszukuje wpisy publikowane w czterech serwisach: Twitter, Facebook, Instagram i Vine. No cóż, to rzeczywiście czołówka... 

Na stronie wystarczy wpisać temat czy też - jak to w serwisach społecznościowych - tag,  który nas interesuje i który chcemy śledzić.

Dzisiaj na topie jest nazwisko Kwiatkowski, czyli facet, który dość szybko przemieszcza się po szosie. Szybciej niż inni.

Wpisujemy więc Kwiatkowski;  no proszę, rzeczywiście w różnych językach o nim piszą... 

Cur-to 1

Sprawdźmy coś innego: Cieszyn

Cur-to 2 Cieszyn

Całkiem fajnie - aktualne wpisy z serwisów społecznościowych, z ostatnich godzin.

W ustawieniach warto zmienić język na angielski - no, chyba, że ktoś woli domyślny portugalski...

Co jeszcze można tu zdziałać? 

Możemy założyć konto, jak również zalogować się na swoje konto w Twitterze czy Facebooku - można wtedy publikować wpisy bezpośrednio ze strony Cur.to.

Cur-to 3 Cieszyn

Wpisy widoczne na stronie Cur.to można oczywiście "otworzyć" - klikając np. wpis o Cieszynie, pochodzący z serwisu Instagram, przejdziemy rzecz jasna na stronę rzeczonego serwisu:

Cur-to 4 Instagram

środa, 24 września 2014

Polarr  to kolejny edytor zdjęć, działający w przeglądarce. Niedawno udostępniona wersja beta  jest interesująca z kilku powodów.

Po pierwsze - Polarr to taki edytor zdjęć "z górnej półki". Co prawda nie oferuje setek predefiniowanych efektów, ale pozwala na dość wygodne dopracowanie wyglądu naszego zdjęcia.

Po drugie - według zapowiedzi twórców edytor ma być dostępny za darmo, również po zakończeniu fazy testów.

Po trzecie - Polarr jest ponoć na tyle inteligentny, że potrafi dostosować się do naszych preferencji.

Przyjrzyjmy się więc...

Polarr 01

Na ekranie dużo szczegółów, ale układ dość oczywisty:

  • w centrum - przykładowe zdjęcie,
  • po lewej stronie - kilka przygotowanych ustawień, które możemy zastosować do obróbki zdjęcia jednym kliknięciem,
  • po prawej - cała, lekko schowana za krawędzią ekranu kolumna z ustawieniami,
  • jest jeszcze kilka ikonek po lewej stronie, pod logo, które służą do przesyłania zdjęcia do Polarr (można przesłać z dysku, ale również z serwisu Dropbox) i zapisywania na dysku lub... na koncie w serwisie Facebook,
  • i następne kilka ikonek nad obrabianym zdjęciem - te z kolei pozwalają cofnąć ostatnią operację lub też wszystkie operacje, a także - ponowić (czyli Undo i Redo), a także np. porównać zdjęcie przed i po naszych zabawach.

Ale zanim się pobawimy, warto założyć konto:

Polarr 02

Przesłałem z dysku zdjęcie typu "martwa natura z kotem"; trzeba przyznać, że szybkość tego działającego w przeglądarce edytora zaskakuje, zdjęcie zostało wyświetlone błyskawicznie...

Polarr 03

Kliknąłem jeden z efektów po lewej stronie ekranu - Triple scan  - i oto wynik:

Polarr 04 triple scan

Jak wspomniałem, możemy łatwo porównać oba obrazy:

Polarr 05 view before and after

Ale prawdziwa zabawa dla osób lubiących "dopieszczać" zdjęcia to ta kolumna z suwaczkami po prawej stronie:

Polarr 06

Są wszelkie ustawienia jasności kontrastu, temperatury kolorów, świateł i cieni, krzywe luminancji,  poszczególnych kanałów kolorów, ustawienia kanałów HSL, zniekształcenia optyczne, winietowanie... Do tego - znaki wodne, które można wprowadzić do naszego zdjęcia.

Polarr 07

Polarr 08

A czego mi brakuje?

Oczywiście - obróbki plików RAW... Polarr przyjmuje tylko zdjęcia w formacie JPEG i PNG.

Może w przyszłości?

niedziela, 14 września 2014

Snap Clap to prosta, ale pomysłowa aplikacja do systemu Android, a więc - głównie na smartfony z tym systemem.

Co robi?

Selfie... Tylko trochę wygodniej.

Mówiąc w skrócie - możemy zrobić zdjęcie, wyzwalając migawkę aparatu w smartfonie klaśnięciem.

Pierwsze pytanie - po co? Przecież większość aparatów ma samowyzwalacz?

Po pierwsze - nie wszystkie. Po drugie- robienie zdjęcia "na klaśnięcie" jest po prostu zabawniejsze. I efektowniejsze; a kto z nas nie lubi efektownego pokazu (na mojej żonie zrobiłem stosowne wrażenie...).

Drugie pytanie - jak?

Wystarczy zainstalować Snap Clap ze sklepiku Google Play - aplikacja jest za darmo, obecnie w wersji bodajże 1.4.2.

Jeśli chcemy zrobić zdjęcie "na klaśnięcie", nie uruchamiamy aparatu normalnie, lecz klikamy ikonkę Snap Clap
Zobaczymy coś takiego (doświadczenia robiłem na kocie. Nie odniósł żadnych obrażeń):

Możemy przełączyć lampę w tryb Auto, zupełnie ją wyłączyć, a także wybrać do zrobienia zdjęcia przednią lub tylną kamerę smartfona.

Teraz spróbujmy klasnąć - lampa błyskowa będzie migać przez cztery sekundy, a potem aparat zrobi zdjęcie.

Nie zawsze jest tak idealnie; kilka razy klaskałem z zapałem, a aparat nic... Również dioda doświetlająca potrafiła świecić światłem ciągłym, jak latarka...ale wszystko dało się opanować.

Zapewne zależy to od modelu telefonu i od ustawień. Ekran ustawień wygląda tak:

(kot znudził się pozowaniem i zabrał za ziewanie...)

Możemy tu ustawić czas, jaki upłynie od klaśnięcia do zrobienia fotki (2, 4 lub 6 sekund), włączyć pomocniczą "kratkę" na ekranie, ustawić czułość mikrofonu i...
No właśnie - może ktoś mi wyjaśni, jaką rolę pełni ikonka ręki z kłódką, bo do tego nie doszedłem... 

Nie zgłębiałem zresztą tematu zbyt dokładnie, zajęty zabawą w robienie zdjęć...
 

Tagi: android foto
13:22, one.jack , Android
Link Komentarze (10) »
wtorek, 09 września 2014

Dawno tu nie byłem...

Ale... postanowiłem zajrzeć. Z kilku powodów.

Jeden z nich to komentarze pod ostatnim - czyli poprzednim - wpisem. Ich ilość i ogólnie raczej pozytywny ton zrobiły na mnie wrażenie, nie powiem... Za wszystkie oczywiście dziękuję - to miło, że tyle osób czytało, co pisałem, i oczekiwało dalszego ciągu. 

Inny powód - trafiam często na interesujące serwisy czy programy, warto się z kimś podzielić w stylu Fajny serwis wczoraj widziałem... :)

O, właśnie, à propos podzielić: dostałem kilka dni temu list (no wiadomo - e-mail) od pana Piotra Zająca,  który pisze m. in.:Pański blog stał się inspiracją dla powstania mojej strony/bloga  Odkrywaj.net. Staram się kontynuować opisywanie ciekawych stron i narzędzi internetowych. 

Zajrzałem oczywiście na stronkę kolegi-blogera, czyli  www.odkrywaj.net  - całkiem fajny blog i ciekawe opisy. Brakuje nam takich stronek - polecam.

No, a skoro jestem inspiracją - wrzućmy coś...  :-)

Na przykład - Peggo . Prosty, ale przydatny serwis, dobry na początek.

Co robi?  
Pozwala ściągnąć i zapisać na dysku, w postaci pliku MP3, muzykę czy inne odgłosy z filmu znalezionego na Youtube.

Tylko tyle; Peggo jest dość wyspecjalizowany, ale spisuje się świetnie.

W okienko serwisu można wkleić link do ulubionego klipu lub wpisać tytuł utworu:

qqqPeggo1

Peggo wyświetla listę znalezionych filmów z tym standardem z początków jazzu:

qqqPeggo2

Wybieram wersję Armstronga.

Jeśli klikniemy Record MP3 , na dysk "poleci" całe nagranie.
Widoczne pod oknem odtwarzacza suwaczki pozwalają jednak wybrać dowolny fragment. Dodatkowe opcje to usuwanie ewentualnej ciszy na początku lub na końcu nagrania oraz normalizacja, czyli wyrównanie poziomu nagrania.
Obie opcje są domyślnie włączone. 


qqqPeggo3

Serwis działa zadziwiająco szybko i plik MP3 już po chwili jest na dysku.

Pozostaje tylko kwestia - czy to legalne?

Prawdę mówiąc, nie chce mi się teraz grzebać w przepisach. Być może okazałoby się, że interpretacje nie są jednoznaczne, zdaniem jednych to całkowicie legalne, a zdaniem organizacji broniących praw autorskich ilekroć klikniemy Record,  umiera jeden właściciel praw autorskich. Z głodu.

Autorzy serwisu piszą, że w Stanach Zjednoczonych takie działania są zupełnie legalne. Ten wpis kieruję więc do czytelników w USA i w krajach o podobnych przepisach...

A sprawa powrotu do pisania blogu.

Zamierzam od czasu do czasu coś skrobnąć, spoko i na luzie, o ciekawych serwisach i programach. 
Prawdę mówiąc trochę wyszedłem z wprawy, ale spróbujemy.