Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
piątek, 31 sierpnia 2012

Chrome Web Lab to nowy pomysł Google, taki z cyklu "ciekawe i zabawne".

A w zasadzie 5 pomysłów, które dostępne są w internecie, ale również w Muzeum Nauki w Londynie (czyli w realu). Z tych pięciu pomysłów na razie przetestowałem jeden: Universal Orchestra.  

Kilka tygodni temu opisywałem tworzone wspólnie animacje "rosnące" na wirtualnych drzewach, w tym projekcie możemy natomiast tworzyć wspólnie muzykę.

Pisząc "wspólnie" mam na myśli ludzi z różnych stron świata, łączących się z projektem przez internet, oraz osoby zwiedzające akurat ekspozycję w londyńskim muzeum.  Przy czym nie trzeba mieć umiejętności grania na czymkolwiek...

Projekt jest dziełem firmy Google, a więc najlepiej użyć przeglądarki Chrome. Większość   eksperymentów działa z przeglądarkami Firefox (9 i powyżej) i Safari (5,1 i powyżej), ale zalecane jest Chrome...

Na stronie pokazano 5 eksperymentów, wybrałem pierwszy, czyli właśnie Orkiestrę...

ChromeWebLab 1

Siedząc wygodnie w fotelu przed komputerem możemy obejrzeć zarówno hardware, a więc instrumenty zamontowane w Science Museum (całkiem efektowne...), jak i ich "wirtualne" odpowiedniki, na których mogą grać osoby łączące się przez internet.
A gramy oczywiście wspólnie.

ChromeWebLab 2

Muzeum Nauki w Londynie otwarte jest codziennie do 18-tej; zajrzałem do serwisu po południu, w muzeum byli jeszcze ludzie, zainteresowani instrumentami: 

ChromeWebLab 3

Zwiedzający grali na niektórych instrumentach; system zaproponował mi chwilowo możliwość gry na czymś takim:

ChromeWebLab 4

Temple Block - nie wiem, co to jest, ale gra na każdym instrumencie jest łatwa; mamy do dyspozycji coś w rodzaju prostego sekwencera:

ChromeWebLab 5

Klikamy tam, gdzie chcemy uzyskać dźwięk - możemy w ten sposób zaprogramować do 6 dźwięków i... jam session leci.
Czysta improwizacja - tym bardziej, że możemy w każdej chwili zagrać inaczej, wystarczy inaczej zaznaczyć dźwięki na tablicy.

Pełna improwizacja, ale instrumenty zostały dobrane tak, że całość brzmi dość ciekawie (zależnie oczywiście od inwencji grających akurat osób...).

Fragment naszego wspólnego dzieła można nagrać:

ChromeWebLab 6

Jak widać na obrazie powyżej, grałem w międzynarodowym towarzystwie, a właściwie - zespole; oprócz mnie i kogoś w muzeum, ludzie z Holandii, Meksyku, Brazylii czy Rosji...

A muzyka wyszła nam taka:

http://goo.gl/zJ6QC

18:20, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Solplay to trochę nietypowa wyszukiwarka, szukająca wpisanych słów kluczowych w strumieniu serwisu Twitter.
Nietypowa głównie z powodu efektownego wyglądu...

Poszukiwane słowo kluczowe wpisujemy w okienku - akurat jednym z aktualnych tematów jest tropikalny sztorm Isaac, który nadciąga nad Nowy Orlean.

Wpisałem więc isaac:

SolPlay 1

W centralnej części ekranu pojawiają się tweety  zawierające kluczowe słowo.

Jeśli któryś z nich chcemy zachować, przeciągamy go do zakładki favorites  po lewej stronie ekranu. Druga zakładka - presets  - pozwala zapisać kilka tematów, pomiędzy którymi przerzucamy się jednym kliknięciem.

SolPlay 2

A na górze ekranu - przyciski jak w magnetowidzie... Możemy zatrzymać tweety czy też zmienić prędkość wyświetlania.

SolPlay 3

Serwis nie wymaga logowania do Twittera - po prostu wpisujemy, czego szukamy.

Jest aktualnie w wersji beta  i - jak wynika z opisu - najlepiej działa w przeglądarce Chrome.

 

 

niedziela, 26 sierpnia 2012

We-Wired Web  to kolejny serwis, ułatwiający korzystanie z usług internetowych w sposób, który NAM odpowiada. 

Takie serwisy powstają - przykładem jest dość popularny IFTTT, który opisywałem tu - ponieważ większość serwisów jest dość wąsko specjalizowana i nie chce się dopasować do naszych potrzeb.
A czasem byłoby wygodnie, gdyby serwis pogodowy poinformował nas e-mailem, jeśli przewiduje opady śniegu następnego dnia w naszej okolicy. Albo chcielibyśmy dostać informację, jeśli rzadko piszący kolega opublikuje coś na blogu. Albo odezwie się na Twitterze jakaś szycha, którą obserwujemy...

Takie sprawy to właśnie z We-Wired Web (IFTTT też...).

Serwis jest w fazie beta, czyli - nadal testowany i zmieniany. Mimo, że nie jest publicznie dostępny (o tym za chwilę), wygląda i działa całkiem fajnie.

We-WiredWeb1

Jak wspomniałem, serwis nie jest jeszcze otwarty dla każdego, trzeba mieć zaproszenie. Wiele osób omija takie serwisy (ja akurat chętnie zaglądam z kilku powodów...), warto więc powiedzieć kilka słów, o co chodzi.

Ludzie tworzący nowy serwis często dochodzą do etapu, w którym większość rzeczy już działa, ale chcieliby sprawdzić jak serwis zachowa się "w praniu", czyli używany przez pewną liczbę internautów, zaglądających w każdy zakamarek i grzebiących w opcjach. Szukają więc osób, które to przetestują.

Jedna z metod to ogłoszenie istnienia ciekawego serwisu i czekanie na chętnych użytkowników. Osoby zainteresowane  proszone są o podanie swojego adresu e-mail, czasem - jeszcze innych danych. Podajemy i po kilku godzinach, dniach czy tygodniach przychodzi e-mailem zaproszenie.

A czemu lubię takie "zamknięte" serwisy?
Po pierwsze - to ciekawe, widzimy, w jakim kierunku rozwijają się nowe serwisy.
Po drugie - wolę pisać o serwisach, których jeszcze nikt w Polsce nie opisywał.
I po trzecie - czasem pierwsi użytkownicy mają z tego powodu różne bonusy już po oficjalnym otwarciu serwisu, typu np. darmowe konto.

OK... Do rzeczy.


W wypadku We-Wired Web należało wypełnić prosty formularz (poniżej) i wkrótce przyszło zaproszenie.

We-WiredWeb2jpg

Dalej - ładnie i ciekawie.

Bawiłem się IFTTT, więc poszło łatwo, ponieważ sposób myślenia jest podobny.
Mamy dwie kolumny z dużymi, wyraźnymi ikonami serwisów.

Kolumna lewa to "wyzwalacze" - wybrać należy usługę i zdarzenie, które spowoduje oczekiwaną przez nas akcję

Kolumna prawa to akcje  - a więc to, co ma się zdarzyć, gdy zadziała wyzwalacz.

Serwisów w obu kolumnach jest więcej, niż widoczne na ekranie - strzałki poniżej kolumn służą do przewijania listy ikon.

We-WiredWeb3

Programowanie jest łatwe - wybrane ikony przeciągamy na środek ekranu. Gdy wskażemy jakąś ikonkę, wyświetlana jest podpowiedź.

Co można zaprogramować?

Chciałem coś łatwego - jeśli serwis pogodowy przewiduje w mojej okolicy deszcz, to dostaję e-mail z ostrzeżeniem. 
Okazało się, że serwis pogodowy pokazuje tylko pogodę w USA...

Ponieważ nie interesowała mnie pogoda w Missipisi, wybrałem coś innego: jeśli na moim blogu pojawi się nowy wpis, dostanę e-mail z informacją. 

We-WiredWeb4

Załatwimy to poprzez kanał RSS - trzeba oczywiście podać adres:

We-WiredWeb5

Z prawej kolumny wybieram Send me an email; czerwony komunikat oznacza, że trzeba jeszcze coś podać - chodziło o adres e-mail oraz temat i tekst wiadomości.

We-WiredWeb6

Ustawiłem - po opublikowaniu tego wpisu będę czekał na e-mail...

Warto dodać, że wybór serwisów jest już obecnie dość duży. Kolorowe ikony oznaczają serwisy, które "aktywowałem", korzystając z nich:

We-WiredWeb7

"Programowanie" za pomocą We-Wired Web wygląda na proste.

Ale - jest też ciekawa opcja dla ambitnych, czy też uwielbiających grzebać w ustawieniach.

To Mashup Editor:

We-WiredWeb8

Tu można poszaleć... Zapewne można też ustawić jako wyzwalacz - pogodę w Cieszynie...

Ale to już inny temat.

 

16:47, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 sierpnia 2012

MyPermissions  to serwis potrzebny każdemu internaucie, a dla mnie (i wielu innych osób grzebiących po różnych stronach) - wręcz niezbędny. Dlatego o nim piszę, chociaż już kilka miesięcy temu można było przeczytać entuzjastyczne recenzje.

Przeglądając różne ciekawe serwisy, zakładam w wielu miejscach konta, aby wypróbować możliwości serwisu i opisać go możliwie kompetentnie. Coraz więcej serwisów nie wymaga podawania adresu e-mail, lecz zalogowania się za pośrednictwem swojego konta np. w serwisie Twitter czy Facebook.

Równocześnie należy zgodzić się na dostęp danej aplikacji do części naszych danych w wybranym serwisie. Tą zgodę możemy w dowolnej chwili cofnąć.

Właśnie... Kto pamięta o tym, by co jakiś czas weryfikować udzielane prawa dostępu i cofać te już zbędne?

I tu wkracza bardzo wygodny serwis MyPermissions...

MyPermissions 1

Wystarczy wybrać serwis, w którym mamy konto, za pośrednictwem którego udzielaliśmy innym serwisom dostępu do danych. 

Klikam np. ikonkę z charakterystyczną literką t; żadne cuda się nie dzieją, trafiamy na zwykłą podstronę Twittera wyświetlającą spis aplikacji, które mają dostęp do mojego konta na Twitterze, ale... często tu zaglądacie? 

MyPermissions 2

U mnie lista jest powalająco długa - zwróćcie uwagę na suwak do przewijania strony po prawej...

Niedawno doszło dodatkowe narzędzie: rozszerzenie, które możemy zainstalować w przeglądarce Chrome:

MyPermissions 3

Z poziomu przeglądarki możemy szybko "przeskanować" jeden z dziesięciu serwisów, otrzymując listę udzielonych zgód na dostęp. Za pomocą tego narzędzia otrzymujemy więcej informacji.

Sprawdziłem z moim kontem w serwisie Facebook; drobiazg, 203 aplikacje mają dostęp do mojego konta...

W różnym zakresie oczywiście.
Moją lokalizację mogła odczytywać tylko jedna aplikacja; z opisu wynikało, że aplikacja na telefon Samsung, którego już nie używam... 

MyPermissions 4

Jak widać, w sposób czytelny wyświetlane są informacje, jaka aplikacja i w jakim zakresie ma dostęp do konta. Oczywiście każdej z nich można szybko "postawić szlaban".

Tej aplikacji interesującej się moim miejscem pobytu natychmiast zakazałem dalszego węszenia, z innymi policzę się już wkrótce... Na wszelki wypadek podałem serwisowi MyPermissions swój adres e-mail: będzie mi okresowo przypominał o konieczności sprawdzenia, kto też (za moją zgodą...) węszy po moich kontach...

czwartek, 23 sierpnia 2012

SnipSource to prosty serwis do przekazywania sobie dowolnych tekstów, ze szczególnym uwzględnieniem niezrozumiałych kodów, używanych przez programistów.

Bo w okienku SnipSource można wpisać bądź wkleić "normalny" tekst, ale również kod źródłowy napisany w jednym z ponad 20 języków programowania i skryptowych; na przykład w Perl:

SnipSourcw1

Po wklejeniu tekstu należy wybrać z rozwijanej listy jego rodzaj - czy to jest zwykły tekst do ukochanej, czy też np. wprawka w języku Perl.

Jest to o tyle istotne, że SnipSource potrafi właściwie sformatować teksty wielu typów:

SnipSourcw2

Dodajemy jeszcze tytuł i klikamy Submit.

Dostajemy link do tekstu, który możemy przesłać znajomemu:

http://snipsource.com/29805

Tekst może być również zabezpieczony wybranym hasłem.

 

środa, 22 sierpnia 2012

Fajny serwis z klipami muzycznymi znalazłem - bebsol.tv...

Mam konto na takim prostym serwisie, BetaBait, który codziennie podsyła mi informacje o nowych serwisach, które warto przetestować. I między innymi podrzucił bebsol.tv.

Serwis fajny, kolorowy i użyteczny. Pozwala - bez żadnych opłat, kont czy deklaracji lojalności - korzystać z ogromnych zasobów Youtube, ale... nie tylko.

Strona główna podsuwa nam teledyski podzielone na lata i gatunki; duuużo ich... 

Klikamy na przykład irish  i dostajemy 998 teledysków, których możemy słuchać w dowolnej kolejności i układzie, dodawać do Ulubionych,  do Playlisty, lansować na Facebooku...

Są też podpowiedzi typu co możesz zrobić: 

Bebsol_tv-1

Podpowiedzi można oczywiście schować i posłuchać jakiejś znanej, zapamiętanej muzy; można to robić na kilka sposobów.

Bebsol_tv-2

Na przykład; kliknąłem lata 70-te, wyskoczyło 1000 teledysków. 

Posłuchałem smętnie zawodzących Bee Gees, obok był teledysk z piosenką Ain't No Sunshine - klasyczna wersja Billa Withersa...

Ale po prawej stronie ekranu serwis wyświetlał kolejne sugestie - Related Videos, czyli utwory podobne do słuchanego. A tam - świetna wersja w wykonaniu Joe Cockera... Można w ten sposób znaleźć wiele fajnych nagrań.

Bebsol_tv-3

A to tylko jedna z funkcji bebsol.tv; możesz nie tylko przeszukiwać Youtube, ale również "przeciągać" do serwisu swoje listy z WinAmpa, czy też pliki MP3 z pulpitu.

Tak się bawiłem, aż tu nagle... Nagle wyczytałem w sieci, że bebsol.tv to serwis polski, którego autorem jest Michał Staśkiewicz. 

Pogratulować...

20:11, one.jack , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Twitter jest nadal popularnym serwisem, również w Polsce ma wielu fanów ceniących sobie jego prostotę, szybkość i... przyjętą od początku jako zasada lakoniczność wypowiedzi.

Sposoby użytkowania są różne i każdy może postępować tak, jak mu wygodnie. Niektórzy głównie czytają cudze tweety, inni wpisują co im wpadnie do głowy, "wrzucają" linki czy zdjęcia, a jeszcze inni chętnie wymieniają poglądy czy ploteczki ze znajomymi z sieci.

Śledzenie konwersacji nie jest zbyt łatwe; co prawda niektóre programy (zwane dość ciekawie - klientami Twittera...) nieźle sobie z tym radzą, ale warto zajrzeć na wyspecjalizowaną w tym stronkę - Conweets.
Conweets radzi sobie jeszcze lepiej... 

Na początek logujemy się do swojego konta w serwisie Twitter:

Conweets 1

Conweets  wyświetla po prawej stronie ekranu osoby, które obserwujemy, a na środku - dwa okienka.

W te okienka możemy wpisać nazwy użytkowników Twittera, których konwersację chcemy obserwować.

Conweets 2

Można też inaczej; kliknijmy np. użytkownika @BillGates, a zobaczymy, z kim ostatnio wymieniał uwagi:

Conweets 3

Bill nie jest zbyt gadatliwy, ale czasem prowadzi króciutkie konwersacje; wybierzmy rozmówcę - Chrisa Andersona: 

Conweets 4

Ja - muszę się przyznać - rzadko zaglądam ostatnio na Twitter, można mnie raczej spotkać na Google+, ale czasem...:

Conweets 5

W serwisie Conweets można znaleźć przykładowe rozmówki celebrytów - czasem nawet dość ciekawe i rozbudowane...

 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Loccit  to serwis, który zbiera nasze sieciowe ślady i przedstawia je w formie zgrabnego pamiętnika.

Taki samopiszący się pamiętniczek...

Podobnych serwisów, zbierających w jednym miejscu wszystko, co publikowaliśmy w sieci (rozumianej głównie jako Facebook i Twitter - na szczęście ten zestaw jest od pewnego czasu poszerzany...) powstaje ostatnio dużo - nic dziwnego: aktywność sieciowa wielu osób zdaje się być większa, niż ich aktywność w realu... 
Niektóre serwisy starają się czymś wyróżnić; Loccit  jest pomyślany jako nasz sieciowy pamiętnik, z możliwością robienia zapisów, komentarzy, załączania zdjęć, a także z wyraźnym podziałem na poszczególne dni.

To pamiętnik, a więc treść przeznaczona dla mnie. Co prawda zawiera treści publikowane w sieci, ale... mogę do każdego wpisu dodać prywatny, dowolnie osobisty komentarz czy opis...

Dość ględzenia gadania - zaczynamy pisać pamiętnik.

Najprościej zalogować się za pośrednictwem konta w serwisie Facebook lub Twitter - od razu będziemy mogli "wrzucić" do pamiętnika nasze wpisy z wybranego serwisu:

Loccit 1

Zalogowany jestem, można "personalizować" - na przykład zmieniając tytuł (domyślnie serwis nadał tytuł Jacek's Diary) czy zdjęcie na okładce. 

Loccit 2

Zalogowałem się do Facebooka i Twittera, zgadzając na pobieranie moich wpisów; można również dodać swoje konto w serwisach Linkedin,  Foursquare, Flickr  i  Instagram.

Po chwili moje wpisy zostały zaimportowane do Loccit:

Loccit 3

Dowolny z tych wpisów mogę dodać do "pamiętnika", opatrując go komentarzem: 

Loccit 4

A oto początek pamiętnika - możemy już pisać, dodawać zdjęcia czy... lokalizacje na zgrabnej mapce:

Loccit 5

Możemy pisać...

Ale nie muszę się przemęczać - przecież zostały zaimportowane moje wpisy, publikowane na Twitterze. Wpisy od 6 maja 2009 roku - super!

Loccit 6

Ale chodzi przecież nie tylko o moje wpisy, ale o wspomnienia...

Zawsze mogę do dowolnego wpisu dodać komentarz (zaznaczając przy okazji rozdział, tutaj - sport...)

Loccit7

A tak wygląda wpis z moim komentarzem:

Loccit 7

Można znaleźć dowolny zapis z określonego dnia albo szukać według rozdziałów - pomysłowe.

W Loccit znajdziemy też strony celebrytów:

Loccit 8

Całkiem ciekawe i - jak widać - okraszone zdjęciami:

Loccit 9

To dziełko brytyjskiej firmy Loccit wygląda całkiem miło, a celem, jak czytamy w opisie, jest przechowywanie wspomnień, na zawsze i w bezpieczny sposób.

To, że publikujemy sobie, jakby nigdy nic, w ulubionych serwisach, a "pamiętnik" sam się tworzy, podoba mi się... Jeśli ktoś jest nastawiony bardziej tradycyjnie, może dostać wydruk pamiętnika w formie... pamiętnika - ale to oczywiście kosztuje.

Setrwis jest obecnie w wersji beta  i nadal się rozwija. Warto założyć konto, gdyż, jak czytamy:

Dla naszych pierwszych (miliona) użytkowników, Loccit będzie całkowicie za darmo, na zawsze...

piątek, 17 sierpnia 2012

YouTube Videos Near Me  to prosta usługa, pokazująca klipy filmowe pochodzące z wybranej okolicy i opublikowane w serwisie YouTube.

Przynajmniej takie jest założenie; nie zawsze publikowane klipy są odpowiednio zlokalizowane (geotagowane...), ale na ogół znajdujemy coś odpowiedniego. 

YouTubeVNM1

Serwis sam określa i pokazuje na googlowej mapce nasze orientacyjne położenie, biorąc pod uwagę adres sieciowy użytkownika; w moim przypadku jest to niezbyt dokładne.

Wystarczy przeciągnąć czerwony znacznik, wskazując miejsce, które nas interesuje; na przykład okolice Ustronia:

YouTubeVNM2

Poniżej mapki wyświetlane są miniatury klipów z danej okolicy, wraz z opisem.

Klikamy wybrany - na przykład zjazd z Czantorii; film wyświetlany jest na tej samej stronie, co jest dość wygodne:

YouTubeVNM3

Oczywiście szukanie filmu, przedstawiającego sąsiada spadającego z dachu, filmowanego przez troskliwych znajomych, jest dość ciekawe, ale możemy zajrzeć w dowolne miejsce, szukając czegoś ciekawego; na przykład na Cape Town:

YouTubeVNM4

A tam - kitesurfing...

18:09, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
środa, 15 sierpnia 2012

EasyPDFCloud  to przydatne narzędzie do konwersji dokumentów: Word->PDF, PDF->Word i jeszcze kilka modyfikacji. Ten projekt doświadczonego zespołu jest dostępny obecnie w wersji beta.

Oprócz tego, że zgrabnie i szybko konwertuje dokumenty PDF i Worda - w obie strony, a także do pliku graficznego - jest tu kilka ciekawych pomysłów.

Na przykład: jako źródło plików do konwersji albo jako magazyn gotowych plików (po konwersji) można ustawić popularny serwis Dropbox. Inna ciekawostka to możliwość składania poszczególnych operacji (konwersja, źródło, magazyn, obrót...) z klocków, według naszych potrzeb.

Po kolei...

Zakładamy konto; bez konta też się można pobawić, ale użytkownik "z własnym kontem" ma większe możliwości i 25 MB na podręczne pliki.

Konto założone - logujemy się:

PDFCloud1

Najprostsza rzecz (i przydatna) - zamiana pliku w formacie edytora Word na pliki w formacie PDF.

Wybieramy jakiś plik Worda z dysku - i leci do serwisu:

PDFCloud2

Przy okazji; używam w domu pakietu OpenOffice i edytora Writer - pliki są niby kompatybilne z Wordem, ale nie za bardzo serwis je akceptował.

Worda akceptuje; klikamy Run  i za chwilę mamy plik w formacie PDF - można go ściągnąć na dysk.

PDFCloud1-3

Bardzo ciekawą opcją jest możliwość złożenia z gotowych "klocków" operacji, która jest nam potrzebna.
Jest to na tyle proste, że nie potrzebujemy w zasadzie żadnych instrukcji; po prostu wybieramy kolejne moduły, przeciągając je na środkową część ekranu:

PDFCloud4

Moduły podzielono na cztery grupy:

  • pobieranie plików do konwersji,
  • konwersja (do pliku PDF, Worda lub graficznego),
  • edycja PDF (na przykład obracanie czy szyfrowanie),
  • opcje dotyczące gotowego dokumentu.

Np. pierwsza grupa zawiera tylko dwa moduły: przesyłanie plików z dysku lub pobieranie z serwisu Dropbox.

Gdy wybieramy konkretny moduł, po prawej stronie ekranu wyświetlane są odnoszące się do niego opcje:

PDFCloud5

Do mojej "maszyny" złożonej z modułów dodałem opcję obracania gotowego pliku PDF o 90 stopni:

PDFCloud6

Gotowy zestaw modułów naszego autorstwa możemy zapisać pod dowolną nazwą (tu: Word do PDF - z obrotem); będzie dostępny po zalogowaniu się na moje konto:

PDFCloud7

Serwis jest stale dopracowywany, m. in. wprowadzono szyfrowanie transmisji (chodzi przecież o dokumenty...) - stosowany jest oczywiście popularny HTTPS.

 

20:21, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2