Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
wtorek, 30 czerwca 2009

Twitter for Busy People - świetny pomysł.
Po prostu wpisujemy swój twitterowy "nick" i widzimy twitterowych znajomych ułożonych w trzech rzędach, w zależności od tego, kiedy ostatnio coś "ćwierknęli".


Najeżdżamy kursorem na delikwenta i widzimy jego ostatnią wypowiedź. Jeżeli chcemy zobaczyć więcej wypowiedzi, klikamy "more..."

A wszystko to - co ciekawe - bez logowania się na konto.

Możemy więc "wejść w skórę" dowolnego użytkownika, ale tylko pasywnie - czytając. Nie ma oczywiście możliwości wpisania czegokolwiek.

21:51, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (9) »

ToneMatrix to prościutki syntezatorek czy też sekwencer, coś dla zabawy i uspokojenia nerwów.

Mamy matrycę 16x16, kliknięcie myszką zaznacza jeden z prostokątów, od jego położenia w pionie zależy wysokość dźwięku; proste jak disco-polo. Możemy ułożyć prostą melodyjkę.

Instrukcja?

  • kliknięcie zaznacza położenie "nuty" na matrycy,
  • ponowne kliknięcie usuwa zaznaczenie,
  • Spacja czyści całą matrycę.

Można grać akordami. Tyle.

O ToneMatrix przeczytałem na MakeUseOf.com (ToneMatrix: Free Music Synthesizer).

Mam dwie ważne uwagi:

  1. Melodyjka, którą ułożymy i która leci "w kółko", uspokaja. Nas...
    Żona po dwóch minutach zagroziła, że zacznie wyć. W trosce o stan psychiki naszych psów musiałem użyć słuchawek.
  2. ToneMatrix to tylko jedna z kilkudziesięciu hm... zabawek? dostępnych na stronce Andre Michelle Laboratory. Pełna lista dostępna jest pod http://lab.andre-michelle.com/, a są tam różne smakowite różności.
    Można również przechodzić do kolejnych zabawek, klikając link pod obrazkiem (matrycą).
    Warto zajrzeć.


ToneWheels


Symulacja syntezatora Roland TR-909


Color Traces

Est in arundineis modulatio musica ripis - W szumie przybrzeżnych trzcin muzyczna harmonia.

 

ToneMatrix: Free Music Synthesizer

21:11, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »

qux.in skraca adresy internetowe, robi jeszcze kilka rzeczy, ale:

Po co skracać adresy?

Proste. Oto adres poprzedniego wpisu na moim blogu, raczej prosty adres:
http://jacek50.blox.pl/2009/06/Stereomood-muzyka-w-nastroju.html

a tak wygląda po skróceniu przez qux.in:
http://qux.in/2l

Taki adres łatwo wkleć na blog czy do Twittera, a nawet zapamiętać; jeżeli korzystamy stale z serwisu qux.in, to musimy zapamiętać tylko końcówkę adresu, a więc 2l.

Jak skracać?

Jeszcze bardziej proste.
Wchodzimy na stronę qux.in, wklejamy link do skrócenia i klikamy Share it.

I tu ciekawostka - możemy skracać nie tylko linki do czegokolwiek, ale też dowolny wpisany tekst:

a oto wynik, czyli skrócony adres:

http://qux.in/f0

Wystarczy kliknąć i przeczytamy wprowadzony tekst.

Co jeszcze?

Oprócz skracania, każdy link możemy przesłać do Twittera.  Wystarczy kliknąć Tweet it on Twitter i zalogować się na nasze konto w Twitterze.

Po założeniu konta w serwisie qux.in, co zajmuje około 20 sekund, mamy dostęp do statystyk - czyli co skróciliśmy i ile razy link był kliknięty.

Jak widać "skrót", który wysłałem do Twittera, został kliknięty 15 razy. Są nawet graficzne zestawienia - z ostatnich 14 dni...


Warto dodać, że są również polskie serwisy skracające adresy, na przykład doskonały i dokładnie opisany Tnij.org, który skrócił ten sam link (notatka na blogu) do postaci http://tnij.org/dozy.

magnum in parvo (dużo w małym) - czyli wiele treści w krótkiej wypowiedzi

06:44, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009

Aviary – czyli po polsku ptaszarnia – to pakiet programów do edycji grafiki online.
Od grudnia 2008r.  Aviary jest dostępna w sieci.
W skład pakietu wchodzi kilka dość zaawansowanych, ale stosunkowo łatwych w obsłudze programów o ptasich nazwach:

  • Phoenix (edytor grafiki rastrowej),
  • Raven (edytor grafiki wektorowej),
  • Toucan (menedżer kolorów),
  • Peacock (edytor filtrów),

a w ostatnich dniach doszedł Falcon (edytor zaznaczeń) i dodatkowo Talon czyli "szpon" - aplikacja do robienia zrzutów ekranu.

O dwóch pierwszych programach już kiedyś pisałem:

Aviary - pakiet graficzny online

Aviary - edytor Raven

dzisiaj kilka słów o aplikacji Falcon.

Falcon dostępny jest ze strony głównej Aviary, można też wejść od razu na http://aviary.com/launch/falcon.

Program jest prosty w obsłudze; do dyspozycji mamy wektorowe linie, strzałki, prostokąty, elipsy oraz tekst - wszystko skalowalne, w dowolnym kolorze i z efektami.



Do tego "normalny" pędzel oraz narzędzia do zmiany wymiaru, obracania i wycinania. Całość ładna, prosta i kolorowa.

Pracę możemy zacząć na pustym ekranie, możemy też wczytać dowolną grafikę z dysku lub podać adres internetowy - na przykład mojego blogu:

i trochę po nim pomazać:

a potem wyciąć interesujący nas fragment:


Po założeniu konta naszą pracę możemy zapisać w serwisie Aviary.
Galeria dzieł użytkowników jest już duża i można tam obejrzeć niesamowite rzeczy...



Homo nascitur ad laborem, et avis ad volatum
- Człowiek rodzi się do pracy, a ptak do latania.

...z tym, że niektórzy cenią sobie strusie. I kiwi.

21:23, one.jack , Grafika
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 czerwca 2009

Stereomood proponuje nam muzykę dopasowaną do potrzeb i nastroju.

Stali bywalcy tego blogu wiedzą, że w weekendy poruszam trudne sprawy - media strumieniowe, sprawy związane ze stratną kompresją opartą na zmodyfikowanej dyskretnej transformacie cosinusowej itd.
Stary kawał, trzeba wymyślić coś nowego..

Tak czy inaczej - słuchamy muzyki. I to najlepiej jakoś bezproblemowo, bez szukania i kombinowania, czy lepiej trash metal, R&B czy ambient...
Jeden ze znajomych skrzatów internetowych podsunął mi właśnie Stereomood. Zna widać moje zwyczaje...

Tak, tu sprawa jest prosta .
Nie wybieramy gatunku muzyki, lecz listę dopasowaną do naszego nastroju (happy, energetic, dreamy) czy sytuacji (just wake up, dinner with friends, jogging...). Po prostu sobie klikamy na gotowe.

Budzimy się w niedzielę rano, wchodzimy do Stereomood, jest duża tablica, klikamy na niej SUNDAY MORNING i leci pierwszy z listy 214 utworów.
No, w zasadzie najlepsza byłaby "Deszczowa piosenka", ale niech tam...

Jest prosty odtwarzacz, można oczywiście przeskoczyć utwór czy zacząć od dowolnego z listy, a także wymieszać losowo utwory.
Ja włączyłem playlistę dreamy:

Jest też wyszukiwarka - wybór utworów wydaje się dość współczesny, ale są np. 3 nagrania Tangerine Dream czy 20 nagrań Beatlesów.
Test "krawczyk" czy "doda" przynosi wynik zerowy, co mnie jakoś specjalnie nie zmartwiło. Ważne, że leci niezła muzyka z głośnika. Do tego jest dość kolorowo.

Jeżeli chcemy więcej możliwości, musimy się zarejestrować w serwisie.
Możemy wtedy tworzyć  swoje listy ulubionych utworów, dodawać tagi, polecać utwory znajomym... Słuchać muzyki możemy bez zakładania konta.

Marsze weselne i marsze wojskowe mają jedno wspólne: prowadzą do walki.

Autor: Vittorio de Sica

13:46, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (3) »

Tweetboard to ciekawy pomysł, takie mikro-forum na naszej stronie, podłączone do Twittera.
Tyle, że użyteczne tylko dla użytkowników Twittera :-(
No tak, ale tych są dziesiątki milionów :-)

Czyli - już na "dzień dobry" narażam się grupie osób, które uważają, że za dużo wszędzie o Twitterze.
Cóż, o to właśnie chodzi - wszędzie o tym mówią, to nośny temat i dużo się dzieje. Tweetboard to właśnie jeden z nowych pomysłów. A nieciekawy wpis zawsze można ominąć i przejść do następnego...

Jak to działa?

Proste.

Przy krawędzi strony widzimy zakładkę z podaną liczbą "tweets" od naszej ostatniej wizyty. Zakładka jest czerwona (są nowe wpisy) lub zielona (brak wpisów).
Klikamy w zakładkę i wysuwa się związany z daną stroną tweetboard.

Działa to jak forum internetowe - każdy gość na stronie może coś wpisać, albo odpowiedzieć na cudzy wpis.

Wpisy są układane w czytelne wątki. Ponadto można wpisy porządkować ze względu na czas czy też ilość odpowiedzi.

A co z Twitterem?

Właśnie - przeczytać wpisy umieszczone w zakładce może każdy gość wchodzący na stronę - w tym wypadku na mój blog.
Natomiast aby dodać własny wpis czy włączyć się do dyskusji, trzeba zalogować się na swoje konto w Twitterze. Tweetboard wyświetla normalne okienko autoryzacji.

Można to uznać za dyskryminację nie-Twitterofanów...

Nasz wpis pojawi się oczywiście na tablicy - Tweetboard - oraz w Twitterze.


Po co nam to?

No właśnie - po co...

Oprócz tego, że mamy coś ciekawego na stronce, lansujemy się również w Twitterze. Każdy wpis w Tweetboard trafia do Twittera wraz z linkiem strony, z której pochodzi, a więc do nas:


Skąd to wziąć?

Fajne, nie?
Serwis jest w wersji "alfa" i potrzebne jest zaproszenie.
Na stronce Tweetboard klikamy Request a free alpha invite! i zostajemy przekierowani do Twittera, aby z naszego konta wysłać zgłoszenie.  Musimy podać adres strony, na której będziemy to instalować.

Przez Twitter dostajemy link do instrukcji instalacji i krótkiego kodu, gdzie musimy wpisać adres naszej stronki.
Wklejamy go na stronie i działa, jak na załączonych obrazkach.

Na link czekamy w zasadzie kilka minut, ale zainteresowanie Tweetboard było tak duże, że ludzie z firmy 140Ware informują o możliwych opóźnieniach.

A dla malkontentów:

- nie lubicie Twittera i dodatków typu Tweetboard na czytanym blogu? No problem, wystarczy w Firefoksie zainstalować NoScript, blokuje wyświetlanie javascript, a więc i bocznego okienka Tweetboard.

10:05, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 czerwca 2009

Pisałem miesiąc temu (Twitter - wizualizacja), że brakuje mi serwisu pokazującego nasze powiązania w Twitterze - a są one często skomplikowane.
Dzisiaj znalazłem Twitnest - serwis we wczesnej fazie (0.1), realizujący tą funkcję w dość efektowny sposób.

Wystarczy wpisać dowolną nazwę użytkownika - Twitnest zbiera dane i stopniopwo pokazuje sieć połączeń. Próbowałem zrobić wizualizację swoich kontaktów, ale Twitnest nie widzi mojej skromnej osoby - ciekawe...
Oto więc siatka jednej ze znanych postaci blogosfery (i twitosfery...), jeszcze niekompletna, w trakcie tworzenia:


Każdy z awatarów, symbolizujących użytkowników Twittera, można chwycić myszą i przeciągnąć, można też obejrzeć dokładnie siatkę  kontaktów konkretnej osoby:


Jest również dość ciekawa funkcja Auto-group, łącząca użytkowników w grupy; ilość grup można regulować.

Fajna zabawka. Tylko czemu mnie ignoruje?

Twitnesthttp://jacek50.blox.pl/2009/05/Twitter-wizualizacja.html
16:15, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »

YouFlow.com to coś akurat na dzisiejszą pogodę.

Weekend, a więc jak zwykle ambitne tematy na moim blogu.
Dzisiaj YouFlow - czyli mashup będący połączeniem ImageFlow, Highslide JS i YouTube, zrobiony z wykorzystaniem JavaScript.

Jeżeli kogoś jeszcze nie odstraszyłem, dalej będzie ludzkim językiem.

Proste i efektowne przeglądanie klipów z YouTube - tak widzi YouFlow normalny człowiek (mashup to po prostu serwis, korzystający z zasobów i funkcji innych serwisów sieciowych tak, aby stworzyć coś nowego; taka "składanka").

Przeczytałem w piątkowym CoJestGrane "Gazety" o świetnym ponoć zespole The Dead Weather ("szorstki, mroczny blues i potężny rock sprzed lat" - brzmi smakowicie), warto sprawdzić.
Nazwa dobrze się kojarzy z tym, co za oknem.

Wpisujemy "dead weather" w okienko serwisu.
Nasz mashup pokazuje 50 wyników, klipów z YouTube, przedstawionych w postaci miniaturowych okien. Pod spodem jest suwak, możemy wędrować po wynikach wyszukiwania, okienka ładnie się przesuwają.
Kliknięcie otwiera klip w małym, ale skalowalnym oknie i słuchamy muzyki - rzeczywiście mroczne...

Ciekawostką jest fakt, że możemy otworzyć kilka niezależnych okienek z klipami wideo, a w każdym może lecieć teledysk. 

Podobym serwisem możemy się pobawić pod adresem:

http://www.imageflow.nl/.


Ale tam już słuchałem Cohena.

Pulchra sunt, quae visa placent - Piękne jest to, co oglądane podoba się.


15:20, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 czerwca 2009

Coś very prostego i pomysłowego.
Serwis ConveyThis.com oferuje tłumaczenie naszego blogu czy stronki na 40 języków.

Jak to działa?

Proste.
Wchodzi sobie na przykład Indoneza...Indianozyj... hm...Norweg na naszą stronę, widzi, że ciekawie - ale w jakimś obcym języku.

O! Po prawej stronie, powyżej szlachetnej podobizny Autora blogu, jest kolorowy guziczek z napisem TRANSLATE i kilkoma flagami!
Klika więc Norweg na guzik i  w otwartm okienku wybiera swoje narodowe barwy.

Jeszcze musi zdecydować, który z dwóch proponowanych serwisów przetłumaczy ważkie treści... i po chwili widzi stronę w ojczystym języku.
Naprawdę proste.

A jak to zrobił Autor blogu i ile za to zapłacił?
Cóż, Autor się nie napracował (no, trochę głową... jeszcze mi zaszkodzi...)

  • mamy do wyboru trzy wersje buttonów: Premium, Standard i Lite.
    Standard nie jest drogi ($4,99/miesiąc) i oferuje kilka udogodnień, ale jako znany sknerus decydujemy się na Lite.
    Ja mam płacić? A czemu nie Norweg?
  • podajemy swój adres email, język blogu, a potem wybieramy gustowny guzik.
    Wybrałem oczywiście największy - Norweg może mieć słabszy wzrok...

  • dostajemy kod, który wklejamy na stronkę. Guzik jak marzenie...

Akurat z polskiego na norweski mamy do wyboru 2 serwisy tłumaczące, ale często wybór jest większy (np. angielski-->francuski).

Interpres mentis est oratio verbis discrepans, sententiis congruens - Tłumaczką myśli jest mowa różna w słowach, zgodna w sentencjach.

20:32, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (6) »
środa, 24 czerwca 2009

Cloverr określony  został co prawda przez twórców oraz serwis MakeUseOf.com jako sieciowy twardy dysk, ale - zastrzegają się od razu - nietypowy. 
Serwis nie służy bowiem przechowywania ważnych danych z naszego komputera, lecz do gromadzenia w jednym miejscu, w uporządkowany sposób, treści znalezionych w internecie.

Przede wszystkim musimy założyć konto, do czego wystarczy podać swój nick, email i hasło, do tego przepisanie literek i gotowe.

Dostajemy adres typu cloverr.com/nasznick i możemy wchodzić do środka jako legalny użytkownik.

Po wejściu widzimy, że szata graficzna nie przytłacza serwisu - grafik (jeżeli był) był minimalistą. Może to i lepiej.

Naszą przestrzeń możemy urządzić jak każdy dysk - tworzymy foldery o dowolnej nazwie i gromadzimy w nich... no właśnie, co gromadzimy?
Możemy tam wepchnąć:
- linki do stron internetowych,
- mapy,
- pokazy (slideshow),
- obrazy - zarówno z dysku, jak i z serwisu Flickr,
- klipy wideo - z YouTube i Vimeo,
- zdarzenia (jest coś w rodzaju terminarza) i własne notatki tekstowe.

A jak dodajemy?

Proste.
Na przykład - zdjęcie z Flickr; wyszukujemy jakieś ładne zdjęcie, klikamy New File/Flickr i kopiujemy w okienko adres lub ID z serwisu Flickr.
Podobnie np. klipy wideo.


Można inaczej - przeciągamy na pasek przeglądarki guzik Save to Cloverr i klikając dodajemy do serwisu np. stronę internetową o Cieszynie.

Katalogi ze zgromadzonymi znaleziskami można oczywiście przeglądać, pliki przeciągać w inne miejsce, segregować i filtrować.
To na przykład kilka zdjęć z z folderu Cieszyn:

Oprócz sortowania i filtrowania, mamy również funkcję Share - a tam możliwość wrzucenia linku do pliku zapisanego w  Cloverr doserwisów Twitter, Facebook, Digg, Reddit i Mixx.
Próbowałem z Twitterem - działa.

Dość ciekawa rzecz, chociaż taka...hm...minimalistyczna.

Alius est, qui seminat et alius est, qui metit - Kto inny sieje, a kto inny zbiera.

22:08, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4