Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
poniedziałek, 31 maja 2010

Soundz.fm to dość proste, w miarę ładnie wykonane radyjko internetowe.

Co robi?
Gra.
A niby co ma robić internetowe radio?

Oczywiście - mogłoby wyszukiwać utwory dostosowane do naszych preferencji i aktualnego nastroju, kierując się ostatnimi aktualizacjami w Twitterze i Facebooku oraz biorąc pod uwagę pogodę, nagrywać zaznaczone utwory wysyłając informację o nich do Twittera, podsuwać nam ostatnie newsy i sprawdzać, czego też słuchają aktualnie nasi znajomi...

Tego wszystkiego nie robi.

Po założeniu konta możemy wybrać stacje radiowe z odpowiadającą nam muzyką.

Lista w serwisie nie  jest porażająco długa (w sieci można znaleźć tysiące stacji...), ale ponoć można dodawać inne, interesujące nas stacje.

A potem - gramy...

Klikamy odpowiednią stację i można słuchać, zaznaczając przy okazji utwory, które nam się podobają.

Jak widać na obrazku poniżej, właśnie leci Billy Idol.

Dobrym pomysłem są linki do Last.fm, MySpace i YouTube - jeżeli spodoba nam się Billy, możemy  od razu obejrzeć klipy wideo na YouTube czy zajrzeć na jego utwory w Last.fm.

Inne opcje - ponoć wkrótce.

Na razie gra całkiem fajnie.

18:42, one.jack
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 maja 2010

URLVoid to ciekawy projekt, świeżo udostępniony w sieci. Serwis sprawdza, czy strona internetowa, której adres podajemy, jest bezpieczna.

Oczywiście - bezpieczna dla nas.

Przesadą jest twierdzenie, że internet to miejsce bardzo niebezpieczne, w którym wcześniej czy później czeka nas zguba. Należy zachować zdrowy rozsądek i przestrzegać elementarnych zasad (aktualny antywirus, zapora, konto z ograniczeniami...).

Ale...
Czasem dostaniemy jakiś adres internetowy i wahamy się, czy tam wejść.
Czy warto testować sprawność naszego antywirusa i zapory, narażając się na złapanie jakiegoś paskudztwa?

Po to właśnie powstał URLVoid.


Wątpliwy adres wystarczy wpisać w okienko URLVoid; testowanie jest dość szybkie, 20-30 sekund.

W tym czasie strona o podanym adresie jest sprawdzana przez kilkanaście wyspecjalizowanych serwisów, działających na różnych zasadach.  Aby przyspieszyć sprawę i nie sprawdzać co chwilę jakiejś popularnej witryny, wyniki analizy są zapisywane.

A my widzimy raport z podstawowymi danymi o badanej witrynie i oceną poszczególnych serwisów:

CLEAN - wszystko OK,

DETECTED - coś wykryto; czuj duch!

Oczywiście sprawdziłem swój blog:

No i OK, CLEAN ; co prawda URLVoid zastrzega się, że nawet w przypadku pozornie "czystych" serwisów nie ma stuprocentowej pewności...

A jak jest w wypadku podejrzanych stron?

Wpisałem jeden z adresów, wymienionych na liście 100 niebezpiecznych stron, sporządzonej przez Symantec.

Pozornie zachęcający adres: 17ebook.com

A wynik?


Jak widać, jest dość czerwono. DANGEROUS.

Dodam, że klikając symbol lupy przy nazwie któregoś ze skanujących, przejdziemy do dokładniejszej oceny wykrytych zagrożeń.

 

sobota, 29 maja 2010

Mombo - nazwa prosta i dźwięczna, przy tym - łatwa do zapamiętania. Podoba mi się.

Pewnie mielibyście kłopoty z odgadnięciem, o czym jest ten serwis. To po prostu efektowny, rozbudowany ranking aktualnych przebojów filmowych.

Z wyborem, na co iść do kina, jest pewien kłopot.

Nowe filmy wchodzą dość szybko na ekrany polskich kin, ale skąd mam wiedzieć, który jest dobry?
Wiadomo, że wielkie produkcje ZAWSZE są reklamowane w mediach, w telewizji i internecie migają nam zwiastuny, a z gazet wypadają kolorowe wkładki. Będzie wielkie wydarzenie!

A potem sie okazuje, że kolejny "knot".

Opinie krytyków są często sprzeczne, a poza tym - po latach okazuje się, że zjechany przez nich, a doceniony przez widzów film to jednak "dzieło" i "klasyka".

Mombo wykorzystuje darmowy, dynamiczny system oceniający - czyli Twitter.

Użytkownicy chętnie dzielą sie opiniami o wszystkim, co ich interesuje - a więc również o filmach. Sam tak robię.

Wystarczy policzyć, zestawić za/przeciw i zrobić czytelne zestawienie.

Poniżej - Most tweeted, czyli filmy, o których najczęściej ostatnio dyskutowano.

Jak widzimy, na czele Prince of Persia - kolejny film na kanwie gry komputerowej.

W grę grałem jeszcze na Atari ST, w nowszą wersję (Piaski czasu...) - na PC-cie. Podobno niezły, rozrywkowy film z tego zrobiono...

Dowodem jest zainteresowanie i ilość komentarzy na Twitterze - 7738. Dziennie...

Gdy zainteresuje nas konkretny film, możemy obejrzeć trailer (obejrzałem - efektowny...), przeczytać opis (dość lakoniczny) i obsadę (jeszcze krótsza...).

Ale można też przejrzeć, co piszą ludzie w komentarzach.

Zawsze to bardziej przekonujące, niż opinia któregoś z nieomylnych krytyków. Pod warunkiem oczywiście, że mamy gusta niezbyt odbiegające od przeciętnej.

Jeżeli uważamy, że historia sztuki filmowej zakończyła się 21 grudnia 1925 roku, czyli w dniu premiery filmu Pancernik Potiomkin... hm, tacy chyba nie czytają mojego blogu...

19:36, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 maja 2010

Facebook już przeszukany - czas na Twittera.

Twitter ma od dawna własną wyszukiwarkę, ale - delikatnie mówiąc - do Google jej daleko. Coś tam niby można znaleźć, ale tylko z ostatnich kilku dni. Dalej "wzrok nie sięga".

Poza tym drobiazgiem - Twitter Search ma całkiem spore możliwości, można na przykład używać całej gamy operatorów (zajrzyjcie tutaj i tutaj ), ale chyba przeciętny użytkownik rzadko z tego korzysta.

SnapBird jest kolorowy i przyjazny, a przy tym nie ma sklerozy.

Łatwo znaleźć tweety z określonym terminem (np. whisky ) opublikowane przez konkretnego użytkownika (tu - grzewap ).

Jeśli zalogujemy się na nasze konto w Twitterze, sprawa jest jeszcze prostsza - możemy z rozwijanej listy wybrać odpowiedni filtr, np. - szukać słowa pada w wypowiedziach naszych twiterowych znajomych.

O, ja też się załapałem.

No to jeszcze inaczej - czy ja używałem słowa pada ?

Jak się okazuje - w ostatnim okresie trzy razy...

Ciekawe, dlaczego?

czwartek, 27 maja 2010

W wyniku wprowadzenia nowych zasad udostępniania informacji o użytkownikach przez serwis Facebook, powstają usługi, pozwalające "wyciągnąć" z serwisu interesujące nas informacje.

Najbardziej spektakularną usługą jest chyba stronka kanadyjskiego programisty, Ka-Ping Yee .

Pod adresem http://zesty.ca/facebook/ znajdziemy serwis, pokazujący wszelkie informacje udostępniane przez konkretnego użytkownika Facebook; wystarczy wpisać jego nazwę w serwisie lub ID.

Co ciekawe - Ka-Ping Yee rozbudowuje swój serwis o nowe funkcje; aktualnie można również przejrzeć informacje z konta Google, a dokładniej - udostępniane w usłudze Buzz (bo znajdziemy tam również treść buzzów...), korzystając z Google Buzz Api browser.

Usiłowałem znaleźć siebie, ale wyskoczyło konto znanej buzzowej osobowości:

W zasadzie - nie ma się co oburzać na "naruszenie naszej prywatności".
Dziwią mnie też reakcje osób, dmących w trąby ochrony danych osobowych i nawołujących do likwidacji kont w serwisie - te dane sami wprowadziliśmy do serwisu społecznościowego.

Jeżeli opisaliśmy dokładnie, co "love" a czego "hate", nie bądźmy zaskoczeni, jeżeli przypomni nam to specjalista od HR na castingu w sprawie pracy...

Bardziej przyjazną aplikacją, ale udostępniającą tylko statusy zawierające wpisane słowo (słowa) kluczowe, jest Status Prowl.

 

Wystarczy wpisać termin, którego szukamy w statusach publikowanych za pośrednictwem Facebook; ja wpisałem Mac.

Otrzymamy ułożone chronologicznie statusy, opatrzone zdjęciem odpowiedniego użytkownika, czasem publikacji i linkiem do wpisu.


Dodatkowo możemy filtrować zdjęcia ze względu na płeć użytkownika.
Jeżeli nie jesteśmy seksistą, pozostawiamy domyślne zaznaczenie
everybody.


Poniżej okna wyszukiwarki wyświetlane są ostatnio szukane terminy; możemy się zorientować, czego szukali inni użytkownicy, czyli - jaki jest "trend"...

Na ogół nie będziemy zbudowani kierunkami wyszukiwania innych użytkowników...




środa, 26 maja 2010

Znajomy duszek internetowy zwrócił mi uwagę na pewien problem; strumień informacji w polskich mediach jest bardzo ograniczony tematycznie.

Mówiąc po ludzku - czego dowiemy się o świecie z polskiego radia, telewizji, prasy (mało kto czyta...), portali internetowych?

Do katastrofy w Smoleńsku jeszcze coś się na świecie działo, ale potem:

  • była katastrofa, potem żałoba, teraz we wszystkich mediach jest wałkowany wątek, kto był w kabinie pilotów,
  • była kampania wyborcza,
  • teraz jest powódź.

Inne tematy... Jakby dobrze poszukać, to jechał Kubica i bił się Dominator (ale Radwańska nie istnieje), coś tam dymiło w Grecji i złoty spada. Od wczoraj mówi się o Patriotach (rakiety takie...).

Zajrzyjmy gdzieś dalej... O! Okazuje się, że nie wszyscy żyją triadą Smoleńsk, kampania prezydencka, powódź...

Do szybkiego przeglądu "co się dzieje" przyda się serwis GlowDart.

Przez ekran, z góry na dół, przepływają wiadomości.

Przy każdej, obok tytułu, podane jest źródło oraz data publikacji - a raczej czas, liczony w godzinach i minutach. Są to na ogół świeże wiadomości.

Oczywiście klikając w dowolną wiadomość, otworzymy źródłowy tekst w nowym oknie przeglądarki.

Skąd pochodzą te newsy?

Korzystając z rozwijanego menu, możemy wybrać źródła; CNN, Fox News, BBC News, YouTube, Digg...  
A także - zmienić sposób wyświetlania (czarne lub białe  tło).

W strumieniu wiadomości mogą pojawić się również komunikaty pochodzące z naszego konta w serwisach Twitter czy Facebook - w tym celu należy oczywiście zalogować się na swoje konto.

Dłuższe śledzenie przepływającej rzeki informacji może być męczące (można co prawda w dowolnej chwili "zamrozić" strumień...), ale do szybkiego zorientowania się w najważniejszych newsach - dobra rzecz.

wtorek, 25 maja 2010

YouRepeat to prosty w użyciu serwis, mogący nas uszczęśliwić, albo uczynić z nas człowieka bezdomnego i samotnego.

O! Przypomniał mi się stary dowcip; warto go rozważyć przed użyciem YouRepeat.

Mąż mówi do żony:
Tak, Kochanie, to prawda: bez Ciebie byłbym samotnym, bezdomnym i biednym jak mysz kościelna włóczęgą;
ale jakże szczęśliwym...

Po tym wstępie/ostrzeżeniu zajrzyjmy, co potrafi YouRepeat.

Proste - dowolny klip z YouTube możemy oglądać "w pętli", czyli "na okrągło".

Na przykład - szalejemy za Loitumą.

Wpisujemy w okno serwisu Loituma, klikamy jeden z klipów i... gotowe.

Loituma leci w kółko - my jesteśmy wniebowzięci, domownicy wytrzymują góra 15 minut (ci najtwardsi i najspokojniejsi...). Potem następują sankcje o charakterze zależnym od naszej "pozycji w stadzie".

Ja mam silną - żona wytrzymała ponad 3 minuty, a na sugestię konieczności testowania serwisu przez następne pół godziny zapowiedziała tylko wstawienie drzwi pomiędzy pokojami i obicie ich czymś dźwiękoszczelnym.

Jest kilka dróg do osiągnięcia celu:

  • tak jak powyżej - korzystamy z wyszukiwarki w serwisie,
  • możliwość druga - znajdujemy klip w serwisie YouTube i lekko modyfikujemy adres w oknie przeglądarki:

Oryginalny adres:

http://www.youtube.com/watch?v=IvQOnkjuX2s

zmieniamy na:

http://www.yourepeat.com/watch?v=IvQOnkjuX2s

  • możemy też użyć dostępnej w serwisie skryptozakładki, przeciągając ją na pasek przeglądarki.

 

21:09, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »

FutureMessage.org pozwala wysłać wiadomość tekstową w przyszłość.

Czyli - piszemy dzisiaj, a adresat otrzymuje wiadomość np. 11 sierpnia 2017 roku. Datę oczywiście możemy ustalić sami - aż do końca 2025 roku...

Wpisujemy więc wiadomość:

Wybieramy datę dostarczenia:

Wybieramy posłańca, czy raczej - sposób dostawy; do wyboru mamy:

  • email,
  • Twitter,
  • SMS (ale obsługiwane są tylko nieliczne sieci).

To tyle - wysyłamy.

Wiadomość możemy oczywiście wysłać do siebie, na swój adres e-mail.
Na przykład - jako przypomnienie o spotkaniu, o rocznicy ślubu, planowanym terminie końca świata czy zapłacie ubezpieczenia auta.

Można również ustawić "losową" datę - wiadomość zostanie wysłana w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

A jak to działa?

Serwis zrobił Dan Silver, bawiąc się Drupalem.
Odpowiedni programik przegląda dwa razy na godzinę bazę wpisanych wiadomości i wysyła w zadany sposób te, których czas nadszedł.

Całość ma 439 linii kodu PHP z wykorzystaniem Drupal API.

I działa.

Ciekawe, czy będzie działać do 2025 roku.

I czy wtedy będzie Twitter - 15 lat temu nie było nawet Google (możecie to sobie wyobrazić?).

18:25, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 24 maja 2010

PicTriev to serwis, który wyszuka w internecie twarze podobne do oblicza z przesłanego przez nas zdjęcia.

A więc - wybieramy zdjęcie na dysku.
Musi to być plik .
jpg, o wielkości do 200 kilobajtów i oczywiście z wyraźnie widoczną twarzą delikwenta.  Serwis chwilę kombinuje i...

Na pierwszy ogień - moje szlachetne rysy na zdjęciu z przed 2-3 lat.

Serwis nie ma kłopotów, a wyniki - nawet trafne:

  • na 100% mężczyzna - no bardzo dobry serwis! A nawet brody nie założyłem...
  • przypuszczalny wiek - 50 lat. Cwaniaczek... Musi spojrzał na tytuł blogu.
  • A pod spodem - podobne twarze z internetu.
    Tu jakoś specjalnie zachwycony nie byłem, ale nie jest źle. Serwis twierdzi, że np. w 64% jestem podobny do Douglasa Wicka ; no cóż, ostatecznie niezły producent z branży filmowej...

Sprawdźmy na kimś z rodziny.

Do kogo też córka jest podobna? Ludzie mówią, że do mnie (żona nawet twierdzi, że we wszystkim - ale mówi to z jakąś podejrzaną intonacją, mam wrażenie...).

A PicTriev?
Wiek - OK, płeć też.  I szereg kobiet, na przykład - Flora Cross.  Hm, coś w tym jest...

I na koniec - dość wyraziste rysy Dominatora.

Tu też miałem pewne wątpliwości -  serwis trochę przestrzelił wiek, a poza tym - Pudzianowski i Kyle MacLachlan?

Ale widać komputery inaczej nas widzą...

18:04, one.jack , Grafika
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 maja 2010

Lecimy dalej po tematach muzycznych.

Dzisiaj - FetchMP3 , serwis, który pozwala znaleźć w internecie interesujący nas klip wideo i ściągnąć na dysk "ścieżkę dźwiękową" w formacie MP3.

Serwis prosty w obsłudze i przyjazny - takie "MP3 dla blondynek".

Tu konieczna dygresja.
Nie mam ochoty na dyskusje o prawach autorskich, a szczególnie o tym, czy znaleziony np. na YouTube klip muzyczny mamy prawo tylko odsłuchać (a może nie? A może tylko raz, i to w samotności? A może tylko w USA? ), czy też możemy go również ściągnąć na dysk i w jaki sposób...
Przypomnę tylko, że wbrew opiniom niektórych znawców:

  • nie każdy filmik znaleziony w internecie jest chroniony prawami autorskimi,
  • nie każdy plik w formacie MP3 łamie prawa autorskie, a jego posiadanie nie zawsze oznacza, że jesteśmy piratem kradnącym cudzą własność intelektualną i doprowadzającym do ruiny autorów, wykonawców i firmy płytowe.

OK, koniec nudzenia - zobaczmy, jak ściągnąć na dysk wymarzony utwór.

Powiedzmy, że marzymy o utworze, będącym remiksem popularnej kiedyś Loitumy.

Jeżeli znamy tytuł lub jego część, sprawa jest prosta; wpisujemy w okno wyszukiwarki i...fetch :

Proszę - serwis znalazł szereg klipów w serwisach typu YouTube czy DailyMotion.

Wybieramy nasze wymarzone nagranie - możemy je przesłuchać. Co prawda opcja Preview... nie działała, ale kliknięcie prowadzi nas na serwis, z którego klip pochodzi; tam możemy go obejrzeć.

Jeśli już wybraliśmy, klikamy " + " przy wybranym klipie, albo przeciągamy go na pole w lewym dolnym rogu przeglądarki.

Maszyna rusza - po kilkudziesięciu sekundach możemy już ściągnąć plik w formacie MP3. Serwis jest dość szybki.

Obok każdego klipu widzimy kilka innych przycisków ( L, M, H, U).
Pozwalają one wybrać jakość wynikowego pliku MP3, ale ta opcja jest dostępna dopiero po założeniu konta w serwisie

Niektórzy zarzucają mi, że opisywane w tym blogu serwisy są średnio użyteczne dla internauty z naszego pięknego (nieco mokrego ostatnio...) kraju.

Loituma - pięknie, ale co z wielbicielami Dody czy Krzysztofa Krawczyka?

W przypadku FetchMP3 wyjdę obronną ręką (hm... dziwny ten polski język...).

Parostatek - proszę bardzo:

Ale kwestie praw autorskich w tym wypadku musicie już rozpatrzyć we własnym zakresie.

 

13:51, one.jack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3