Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
sobota, 30 maja 2009

Zarówno w Twitterze, jak i w Blipie pewien kłopot sprawiała mi początkowo pewna rzecz, związana z podstawową zasadą działania obu tych serwisów.
Mianowicie - każdego z kilku milionów użytkowników Twittera (nie mówie o ilości założonych kont - tych jest oczywiście więcej...) czy kilku tysięcy użytkowników Blipa możemy dodać do "obserwowanych", czyli będziemy widzieli ich wpisy.
I - wzajemnie - każdy może obserwować nasze wypowiedzi.
Wzajemnie, ale niekoniecznie symetrycznie.

Mówiąc inaczej - ja obserwuję AAAbackiego , ale pan AAAbacki nie musi obserwować mnie. Obserwuje pana BBBackiego, z wzajemnością.  I dobrze.
Nie chcę w sobotni wieczór snuć teoretycznych rozważań, ale sprawa jest ciekawa z różnych powodów. Między innymi dlatego, że  jeśli panowie AAAbacki i BBBacki będą wymieniać za pośrednictwem Twittera poglądy, ja będę widział tylko wypowiedzi pana AAAbackiego i sens dyskusji mi umknie.

Mapa - przydałaby się mapa powiązań.
Myślę, że wśród setek czy tysięcy aplikacji korzystających z otwartego API Twittera jest już taka, jakiej szukam.

Na razie znalazłem Twitter Friends Network Browser ; długa nazwa, prosta i efektowna aplikacja.
Wystarczy wpisać dowolnego użytkownika Twittera - na przykład mnie i otrzymamy:


Kliknijmy na któregoś z obserwowanych - TFNB pokaże dodatkowo jego przyjaciół:


Przy każdym osobniku widzimy jego ostatni wpis, całość jest efektownie animowana, reaguje na kliknięcia, przeciąganie myszą - fajna rzecz...
Niestety - Twitter FN Browser pokazuje tylko kilkunastu przyjaciół każdego użytkownika. 
Cóż, szukam dalej.

Amicus amico (sum) - Jestem przyjacielem dla przyjaciela.

sum przyjacielem człowieka...


22:58, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (4) »
piątek, 29 maja 2009

Mam oczywiście na myśli oglądanie telewizji przez internet. A można to w prosty sposób zrealizować, instalując w przeglądarce Firefox dodatek o nazwie TV-FOX.

Jak to zrobić? Instalacja - jak to Firefoksie - jest szybka i łatwa:


  • klikamy Install TV-FOX
  • zezwalamy na instalację,
  • instalacja jest błyskawiczna - 209 kb wpada na dysk, ale musimy jeszcze raz uruchomić "liska".

Po zainstalowaniu, mamy na pasku przeglądarki dodatkowy pasek, na którym najważniejsze dla nas są dwie ikony ekranów.



Granatowa ikona rozwija długą listę kanałów według krajów, od Afganistanu (2 kanały, działają - a jakże...) aż do Wietnamu (6 kanałów, pierwszy był offline, ale już na drugim - DongNai 2 - leciał program).
Zielona ikona to kanały ułożone tematycznie.

Program oglądamy w małym oknie, czyli możemy jednocześnie coś robić na komputerze i zerkać na wiadomości sportowe lub słuchać muzyki.



Nie liczyłem, ale przez TV-FOX dostępnych jest ponoć 2780 kanałów.

Dodatkowo na pasku dostajemy wyszukiwarkę (Google plus kilka serwisów typu Wikipedia, Babylon, YouTube).

Dopisane rano

Drobne kłopoty:
Wczoraj zainstalowałem TV-FOX w przeglądarce Flock - ostatecznie  jest ona
przeznaczona do serwisów społecznościowych i multimedialnych. Działa. Nic dziwnego - większość dodatków z Firefoksa działa z Flockiem.
Dzisiaj zainstalowałem na FF i za nic nie mogę jej zmusić do odtwarzania, mimo wyłączenia np. Addblocka. Widać coś jeszcze blokuje.
Spróbowałem na koncie admina - instalacja 10 sekund, restart i świetnie działa w Firefoksie...

No tak...
Jak napisał w komentarzach JOHNY HA HA, wystarczy wyłączyć NoScript...I leci np. National Geografic -China czy Music Box - Slovakia...


czwartek, 28 maja 2009

Owaks jest  kolejną "Video Search Engine", czyli wyszukiwarką wyspecjalizowaną w szukaniu klipów filmowych.

Czym się wyróżnia?
Ilością zindeksowanych filmów  oraz przeszukiwanych serwisów. Oprócz najbardziej znanego - YouTube, Owaks szuka m. in. w DailyMotion, MetaCafe, MySpace, 123video, Imeem, Clipfish, Myvideo, Veoh, Megavideo...



Mamy pewne opcje sortownia wyników wyszukiwania według serwisów źródłowych, tagów czy też daty publikacji.  

Na stronie głównej widzimy, oprócz okna do wpisywania poszukiwanej frazy, kilka ostatnio wyszukanych filmów i najczęściej szukane hasła w postaci "chmurki". 

 

Owaks - dostępny na razie  w wersji angielskiej, niemieckiej i francuskiej, radzi sobie dobrze z wyszukiwaniem filmów w wielu serwisach.
Co prawda podawana ilość zindeksowanych filmów - obecnie ponad 188 milionów - zawiera zapewne wiele powtarzających się plików, ale i tak adres serwisu warto zapisać w "ulubionych" - może się przydać.

A przy okazji - "Jack", w wersji oryginalnej. Kapitalne 2 minuty 19 sekund. 


Film to życie, z którego wymazano plamy nudy.  Alfred Hitchcock 

środa, 27 maja 2009

Farkie jest serwisem szybko zyskującym popularność. Nic dziwnego - jest to dość uniwersalne i wygodne narzędzie do ściągania m. in. klipów wideo i zapisywania ich na dysku w jednym z kilku formatów.
(tak, wiem, to się nazywa konwertowanie plików multimedialnych...Nie każcie mi używać takich zwrotów - to ma być blog dla normalnych ludzi).

Takich serwisów już kilka widziałem i opisywałem - co jest ciekawego w Farkie?
Nazwa... Nie, żartuję - otóż Farkie jest bardzo uniwersalny - ściąga nie tylko klipy wideo i nie tylko z YouTube.

Zobaczmy, czy to trudne:

  • szukamy czegoś ładnego na YouTube - Sounds of Silence jest w sam raz. Zaznaczamy i kopiujemy kod z okna URL z prawej strony ekranu,

  • wchodzimy na Farkie.com, wklejamy kod w okno Entera Url to extract... i klikamy duży guzik Download,

  • wybieramy format pliku, który będziemy ściągać na dysk.
    Jeżeli zależy nam tylko na dźwięku, wybieramy format MP3 lub WAV. Jeśli chcemy obejrzeć klip, wybieramy któryś z formatów filmowych (do wyboru AVI, WMV, MOW, FLV),

  • widzimy komunikat You are currently being queued, please be patient...Czekamy spokojnie, może to potrwać kilka minut.

  • Farkie oznajmia, że zrobił swoje, możemy już kliknąć here, to znaczy na link, i ściągnąć gotowy plik w wybranym formacie.


No fajnie, kilka serwisów już to robi. A mówiłem, że Farkie taki uniwersalny...

Znacie MySpace? Taki serwis społecznościowy, dość popularny (no dobrze, bo ktoś się nie pozna na żartach... Potężny serwis!), wielu wykonawców ma tam swoje stronki i zamieszczają kilka MP3 czy klipów wideo.
Otóż używając Farkie w prosty sposób znajdziemy te pliki - wystarczy wejść na stronę zespołu np. LaoChe, skopiować adres tej strony (czyli http://www.myspace.com/laoche) i wkleić do Farkie. Klipy wideo zostaną znalezione i podane na tacy.

Nie tylko pliki wideo zresztą - możemy wkleić adres dowolnej strony i  zaznaczyć w okienku pliki Javascripts, obrazy, linki, pliki arkuszy stylów (.css). Każdy plik można kliknąć (prawym klawiszem) i ściągnąć na dysk.

Co jeszcze?
Spokojnie - serwis niedawno wystartował, jeszcze jest w fazie beta. Tym niemniej - liczba wejść przekracza już 30 tys. dziennie, a w ostatnich dniach - 70 tys. dziennie (kilka znanych serwisów wspomniało o Farkie...).

YouTube, MySpace... Z innymi serwisami Farkie współpracuje różnie. Ale ponoć można nawet ściągać gry w formacie flash.
Jest też dostępny add-ons do przeglądarki Firefox (Farkie Toolbar 1.0), oszczędzający nam trochę klikania przy ściąganiu plików z YouTube.

E variis sumendum optimum - Z wielu rzeczy należy wybierać najlepszą.
(Rzymianie nie znali czegoś takiego jak pieniądz i cena?)

Na nowym blogu Poradnik komputerowy  autor zamieścił opis programu WikiFortio do przesyłania dużych plików (ha ha, plików... Nie, wróć: HA HA!, Dużych....).

W czym problem?
Chcemy przesłać komuś zdjęcie. Dzisiaj byle zdjęcie ma spokojnie wielkość kilku megabajtów i niektóre konta pocztowe mogą już protestować.
A filmy? Prezentacje? Przesłanie kilkunastu megabajtów to szczyt możliwości większości kont email.

Jak przesłać większy plik?

WikiFortio pozwala na  wygodne przesłanie pliku o wielkości (ha ha, wielkości!) do 100 Mb.
Oczywiście, jako człowiek ambitny, chciałbym przesłać więcej. Chociażby przez przekorę i żeby nie było nudno.

Gdy mamy do przesłania mamy Naprawdę Duży Plik (lub kilka plików) - pomóc może nowy serwis Sharenload . Dla niego graniczna wielkość to 2048 Mb. Czyli  2 GB.

A więc:

  • wybieramy na naszym dysku plik (lub kilka plików - nie więcej niż 5) do przesłania i klikamy Upload!
    Możemy dodać krótki opis pliku.

  • przesyłanie się zaczyna, plik leci na serwer, a postęp obserwujemy  w okienku, jak jakieś misie,
  • Download Link możemy przesłać znajomym czy opublikować w sieci - pozwala on na ściągnięcie naszego pliku.
    Mamy do wyboru opcje Premium lub Free; Free ma pewne ograniczenia, na przykład plik jest przechowywany na serwerze tylko 60 dni - przez ten okres możemy go pobierać. Wystarczy.

  • Wybieramy Free Download, czekamy kilka sekund, klikamy Create Download Link i otrzymujemy link, ważny przez trzy godziny - można ściągać plik.  

Jak wspomniałem, jest też konto Premium - tam limt wielkości pliku to 4GB, a plik może sobie leżeć na serwerze na wieki. Czyli wygodne - tyle że płatne -  miejsce na pliki archiwalne.

Konto Free ma miejsze możliwości, ale na ogół wystarczy. Możemy na przykład przesyłać tam pliki, do których chcemy mieć dostęp z różnych miejsc, zamiast biegać z popularnym "gwizdkiem", czyli pendrivem.

Bis dat, qui cito dat - kto szybko daje, dwa razy daje (Publiliusz Syrus) 

no proszę, jak Pliniusz przewidział istnienie takich serwisów; i od razu je reklamował...

06:54, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 25 maja 2009

Zainteresowanie wyszukiwarką Wolfram Alpha znacznie spadło, gdy okazało się, że wbrew zapowiedziom nie zna ona odpowiedzi na wszystkie pytania, nie potrafi znaleźć zdjęć znanych aktorek, a na pytanie o "blonde" podaje opis Blond ray (czyli Raja brachyura - nie pytajcie nawet, co to jest...). A ten Stephen Wolfram podobno taki genialny...

No, nie martmy się - o obu Wolframach jeszcze usłyszymy, facet jest rzeczywiście genialny, tylko ma zainteresowania ukierunkowane hm... matematycznie.
Download Squad akurat przypomniał, że pan Wolfram zajmuje się nie tylko projektem WolframAlpha.

WolframTones  to projekt muzyczny.

A więc - komputer komponuje muzykę. Możemy posłuchać.

Sprawa oczywiście prosta jak disco-polo:

  • na ekranie mamy guziki z 15 stylami muzycznymi (klasyczna, jazz, r&b, blues, dance... No masz - nie ma disco-polo... Mówiłem, że projekt niedopracowany).
  • Klikamy na guzik i leci muzyczka. Mniej więcej w żądanym stylu.
  • Następne kliknięcie - inna muzyczka.

Taka trochę eksperymentalna, moim zdaniem.

Chcemy trochę poeksperymentować?
Proszę bardzo; poniżej są zakładki composition controls:



A więc:

  • Generator - ustawienia dotyczące spraw podstawowych, o tym za chwilę,
  • Instrumentation - wybieramy instrumenty dla poszczególnych ścieżek,
  • Pitch Mapping - skale muzyczne; dużo tego.
    Można sprawdzić, jak dance będzie brzmiało w skali Raga Gurjari Todi czy Scottish Pentatonic...
  • Time Controls - ustawienia tempa i długości utworu.

Dobrze, a jak jest tworzona muzyka?
To już bardziej skomplikowane, ale - żeby nie było, że ja tylko o blondynkach...

Na pewno zauważyliście kolorowy "dywanik" w górnej części okna.
W dużym skrócie:

  • Stephen Wolfram od początku lat osiemdziesiątych interesował się automatami komórkowymi.
    Pamiętacie grę Life? Jeżeli nie - potrzebne byłyby dłuższe wyjaśnienia.
    W dwóch słowach: z pewnego stanu początkowego i kilku prostych reguł rozwijamy skomplikowany "świat", którego budowę trudno przewidzieć na starcie.
  • Ten "dywanik" to właśnie fragment takiego "świata", jednego z wielu możliwych, a właściwie jego wycinek i to przewrócony "na bok". Na ustawienia początkowe możemy wpływać w zakładce Generator.

  • Wzór cechuje się pewnym uporządkowaniem, na jego podstawie powstaje kompozycja muzyczna.
    Oczywiście potrzebne są pewne operacje, wykonywane przy użyciu rozwijanego od lat osiemdziesiątych pakietu Mathematica tegoż S. Wolframa. Operacje tłumaczą świat matematyki na świat muzyki.

Dla ciekawych - cała rzecz jest obszernie opisana w serwisie.
Wynik naszych działań - gotową kompozycję - możemy przesłuchać, zmodyfikować, a także ściągnąć na dysk w postaci pliku MP3.

A sam link podrzucił mi jeden z zaprzyjaźnionych internetowych duszków. Ponoć  ja - jako inżynier - jestem bardziej kompetentny do opisu WolframTones...
Hmm... co prawda dyplom robiłem z przekładni zębatych, ale pamiętam Life jeszcze ze Spectrum.

Ach, muzyka. To magia większa od wszystkiego, co my tu robimy!  - Albus Dumbledore

 

20:45, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 maja 2009

Facesearch  jest - jak łatwo zgadnąć -  wyspecjalizowaną wyszukiwarką; wyszukiwarką twarzy. Bazującą na technologii wyszukiwania Google, z pewnymi modyfikacjami...

Nie, słuchajcie...  jest niedziela wieczór; a więc mówiąc po ludzku - wpisujemy na przykład Marilyn Monroe, Ajax rusza z kopyta i otrzymujemy długi szereg zdjęć blondynki, dokładniej - zdjęć, na których jest twarz blondynki.

"Julia Roberts" też daje ładny efekt.
Zdjęcia są oczywiście "klikalne" i przesuwają się efektownie. 

Można zmienić kilka ustawień, m. in. sposób przewijania, posłać link do Twittera czy wkleić jako widget do bloga (niestety, blox nie lubi "iframe"...).

Dopisane później:
Kolega podrzucił link: http://bit.ly/ZCJCR . Cóż, ja wolę jednak blondynki...

Imago animi vultus - Obrazem duszy jest twarz.

sobota, 23 maja 2009

Ten adres warto zapamiętać (żartuję; warto wrzucić do zakładek, oczywiście...):

Poradnik komputerowy

w którym możemy przeczytać o podstawowych sprawach, które każdy internauta powinien znać.

Na pierwszy ogień poszedł m. in. Twitter (jak założyć konto w serwisie i podstawowe sprawy na początek naszej twitterowej kariery) oraz Gmail (zakładanie konta w tym świetnym serwisie). Rzecz bez wątpienia potrzebna i bardzo przydatna - nareszcie będę mógł osoby pytające "a ten gmail, jak to trzeba..." odesłać do źródła tłumaczącego po kolei, co kliknąć.
A właśnie - nie ma ktoś konta w Google? to klikamy tu i drepczemy krok po kroczku według wskazówek. Warto.

Poradnik firmowany jest przez Pawła Wimmera, co oznacza, że treść będzie podana błyskotliwie i kompetentnie. Mam już konto w Twitterze, napisałem o nim trochę,  ale przeczytałem uważnie oba odcinki - warto się uczyć od najlepszych.
Ciekawe, jak rzecz będzie się rozwijać...

Dopisane w niedzielę rano:
Jest następna "lekcja" Twittera - dobra nasza!

Ne pudeat, quae nescieris, te velle doceri // Scire aliquid laus est, pudor est nil discere velle - Nie wstydź się, że chcesz się uczyć tego, czego nie wiesz; wiedzieć coś jest rzeczą chwalebną, wstyd przynosi nie chcieć się uczyć.
taaak, trochę górnolotne... Do mnie raczej pasowałoby - mam nadzieję...:
Dzielny nauczyciel umie innych nauczać nawet tego, na czym sam się nie zna (Kotarbiński).

22:18, one.jack
Link Komentarze (2) »

SearchMotive to mała wyszukiwarka w fazie beta, nie wyróżniająca się niczym szczególnym - z wyjątkiem obszaru wyszukiwania.
Wpisanego terminu szuka mianowicie w serwisach WEB 2.0 typu Twitter, del.icio.us, Friendfeed, Digg, Technorati, Flickr czy Picasa.


Możemy więc szukać określonych tematów i użytkowników w Twitterze, czy też zdjęć w albumach Picasa. Szuka też filmów.

Ten zakres wyszukiwania może być użyteczny.

Wpisałem Wolfram i znalazłem w del.icio.us  link świadczący o tym, ze niektórzy ludzie zadają tej "wyszukiwarce wiedzy" poważne pytania.


Nie jestem co prawda pewien, czy WolframAlpha właściwie zrozumiał intencje pytającego "Gdzie jest Bóg?".
Odpowiedź, że niedaleko Budapesztu, wydaje mi się niepełna.

Dopisane 23-05-2009

Wyszukiwarka dobrze sprawdza się w  zastosowaniach "lokalnych" (Picasa, filmiki YouTube...). Po wczorajszej wichurze, która przeszła nad okolicami Cieszyna i Skoczowa, już są nagrania w sieci.
Uwaga - komentarze (zapewne z nerwów) zawierają wyrazy, których dzieci nie powinny się uczyć.

 

piątek, 22 maja 2009

Twitter to serwis raczej luzacki, wiele serwisów współpracujących w "ćwierkaniu" też jest na luzie.

DrunkTwt pozwala "wrzucić" do Twittera dowolny komunikat, anonimowo i bez potrzeby posiadania konta.

Po prostu - wchodzimy do serwisu, jest okienko to wpisujemy cokolwiek i klikamy duży zielony guzik.

Możemy oczywiście śledzić, co  inni wpisali, dodając użytkownika drunktwt  do obserwowanych.

Nie wróżę serwisowi wielkiego rozwoju - o ile wiem, Twitter ma nieoficjalne limity dziennych "tweets" na jednego użytkownika.
Ale - zabawny drobiazg...

17:44, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4