Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
piątek, 30 kwietnia 2010

Postrzegasz świat kolorowo? Ale ile potrafisz wymienić kolorów?

To oczywiście zależy od Twojej płci.

Podobno prawdziwy mężczyzna zna tylko 16 kolorów (tak dużo?! No dobra, mężczyzno, spróbuj wymienić 16...).

Dla mana śliwka czy łosoś to rzeczowniki (zjadliwe), a nie kolory. Nie odróżnia też szmaragdowego od seledynowego, a magenta to ładne imię...

Dlatego dobrze radzimy sobie z komputerami - wszak pierwsze komputery (Spectrum...) i historyczne systemy z historycznymi kartami (Windows + VGA) wyświetlały 16 kolorów właśnie; byliśmy wtedy idealnie przystosowani...

Fajne porównanie znajdziecie tutaj:

http://www.thedoghousediaries.com/?p=1406

Ciekawe - ile potraficie wymienić znanych malarek?

Ok. Po tych rozważaniach zajrzyjmy na http://www.codenamecuttlefish.com

Na ekranie widzimy różne dziwne nazwy kolorów i odcieni; po wskazaniu kursorem, cała plansza przybiera barwę np. Sex on the..., no nie, weźmy np. Darth  Gray...

Jest też wyszukiwarka (!) - wpisujemy np. Platinum i  przeglądamy różne odcienie z Platinum w nazwie:

Ale to tylko wizualizacje.

Jeśli klikniemy określoną nazwę koloru, przejdziemy do serwisu COLOURlovers - to już rzecz ciekawa dla osób zajmujących się grafiką i szukających "kolorowych" inspiracji.

Kolory, palety, systemy RGB i Hex... To wszystko (i wiele więcej) znajdziecie w serwisie.
Ale to inna historia.

Ciekawe... Spytajcie kolegę, czy potrafi określić kolory: cynober, beż, ecru, fuksja. Czy odróżnia groszkowy od gruszkowego i modrakowy od morelowego (hm... smacznie brzmi). "Butelkowy" większość potrafi określić...

20:32, one.jack
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 kwietnia 2010

FinalFolder  to nowy serwis (jeszcze wersja beta) do tworzenia kopii zapasowych plików.

Beta - dobra rzecz.
FinalFolder nie robi żadnych problemów z utworzeniem konta i nie chce pieniędzy.
Na dodatek - jest dość ładnie wykonany.

No to zakładamy konto, klikamy nadesłany link i już możemy archiwizować nasze cenne dokumenty.

W trzech krokach, jak zachęca FF. 

Jak?

Dowolne pliki z naszego dysku możemy po prostu przesłać do serwisu.  

Po chwili zobaczymy je na naszym koncie - każdy plik opisany, możemy dodać tagi ułatwiające wyszukiwanie, ściągnąć plik na dysk czy też obejrzeć w serwisie. 

 

 

Druga możliwość umieszczenia naszych plików w serwisie to przesłanie ich za pośrednictwem e-mail, na adres:

 keep@finalfolder.com

Adres jest ten sam dla każdego użytkownika, ale oczywiście przesłane przeze mnie pliki pojawią się na moim koncie w FinalFolder.
Serwis pozna przesyłkę ode mnie po adresie nadawcy. 

Jest to dość wygodny sposób. Można tworzyć automatycznie kopie ważnych plików, przesyłanych pocztą elektroniczną. Wystarczy, obok adresu odbiorcy, podać adres serwisu FinalFolder, na przykład w polu Kopia:  (jeśli używamy Google Mail).

Serwis przywiązuje dużą wagę do kwestii wyszukiwania potrzebnych nam plików.

Autorzy obiecują nawet, że każdy dokument znajdziemy w ciągu 30 sekund.

Guaranteed... 

Wyszukiwanie możliwe jest nie tylko według nazwy, ale też - według tagów czy czasu utworzenia  szukanego dokumentu. Mamy do tego celu zgrabne narzędzie z suwaczkiem i kalendarzem. 

Warto zwrócić uwagę na dolną belkę - tam jest licznik przesłanych plików i wskaźnik, ile jeszcze możemy przesłać.

Przesłałem 7 plików - już jest miejsce tylko na 999992... 

Co z dostępnością serwisu i opłatami?

Twórcy nie żądają żadnych opłat za korzystanie z serwisu - do odwołania...
Zastrzegają sobie prawo do zmiany tych zasad w przyszłości.

Więc - korzystajmy, póki czas...

 

19:35, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
środa, 28 kwietnia 2010

Twoschedule to JJPO, czyli Jeszcze Jeden Prosty Organizer.

Czemu się zainteresowałem?

  • Proste narzędzia są ponoć najlepsze - szczególnie, jeśli chodzi o organizację pracy. Odpada etap uczenia się obsługi...
  • Twoschedule ma trochę nietypową organizację; pokazuje dwa tygodnie i na taki okres możemy planować.
    Młody człowiek z Luizjany uznał, że taki okres czasu będzie roszsądny; może ma rację...

  • Od kilku miesięcy mam nieco inne zadania w pracy i stwierdziłem, że taki terminarz (2 tygodnie...hm... Rozsądne.) może mi się przydać.

A samo korzystanie - proste.

Zakładamy konto i wpisujemy zadania na następne 2 tygodnie - od poniedziałku do piątku.


Klikamy Create i gotowe; terminarz możemy wydrukować, edytować...

A w poniedziałek rano (czasu Luizjany?) dostanę ponoć e-mailem listę zadań na bieżący tydzień.

Tak na rozbudzenie...

Tyle (na razie - serwis jest dość świeży) jeśli chodzi o darmowe konto.

Konto Premium to m. in. RSS, współpraca z iCal oraz możliwość wpisywania zadań na weekendy; jakoś nie czuję potrzeby...



18:54, one.jack
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 kwietnia 2010

LocPreview  jest wyszukiwarką plików PDF, wyświetlającą podgląd wskazanego pliku, co bez wątpienia pomaga podjąć decyzję o jego ewentualnym ściągnięciu.

Format PDF jest dość wygodny przy materiałach, zawierających tekst i kolorową grafikę, więc coraz więcej dokumentów tego typu można znaleźć w sieci.

W oknie wyszukiwarki wpisujemy szukany termin czy tytuł; można wybrać język dokumentu z rozwijanej listy.

Wyniki wyszukiwania widzimy w postaci miniatur dokumentów, ustawionych na estetycznej półeczce i podpisanych.

Po wskazaniu określonego dokumentu wyświetlany jest jego podgląd.

Kliknięcie dokumentu otwiera całostronicowy podgląd; dostępna jest opcja Download PDF - dokument jest ściągany na nasz komputer.

Całość ładnie wygląda i całkiem sprawnie działa.

LocPreview korzysta z wyników  wyszukiwania uzyskanych z Bing, czyli bardzo dobrej (naprawdę!) i stale rozwijanej wyszukiwarki firmy Microsoft. 

O wyniki wyszukiwania możemy więc być spokojni, natomiast z opisaniem serwisu LocPreview czekałem kilkanaście dni.

Stronka wyglądała ładnie, niestety, próby ściągnięcia dowolnego pliku PDF kończyły się niepowodzeniem.
Błędy najwyraźniej poprawiono i z serwisu korzysta się całkiem przyjemnie.

 

 

 

21:03, one.jack
Link Dodaj komentarz »

Iconize.me jest aplikacją z cyklu "ładne, ale po co to komu...".

Ale - ponieważ o Twitterze mówiono to samo (niektórzy dotąd mówią...), a iconize.me jest znacznie ładniejsze od tego dość już popularnego serwisu, warto zajrzeć.

W zasadzie tendencja jest jasna - wracamy do pisma obrazkowego.
Zamiast pisać, że "mamy pomysł, wychodzimy z domu i idziemy sobie pobiegać", klikamy 3 ikony:

- i wszystko jasne.

A technicznie?

Proste.

  • Zakładamy konto w serwisie, możemy dodać własne zdjęcie.
  • Jeśli chcemy publikować tylko na iconize.me, konto wystarczy.
    Gdy chcemy przesyłać ikonki do Facebooka, należy zezwolić aplikacji na dostęp do naszego konta w tym serwisie.

  • Teraz wystarczy wybrać ikonki, umieszczone w kilku zakładkach.
    Pojawią się na naszym koncie w
    iconize.me lub naszej stronie w Facebook.

Wygląda to tak:

Możemy oczywiście ułożyć jakieś krótkie "story". Jest również kod do wklejenia na stronkę.

Prawdę mówiąc, wydaje mi się to średnio przydatne.

Ale autorzy zapowiadają wersję na iPhone - tam mogę sobie wyobrazić, że zamiast wklepywać wiadomość (nie znoszę...),  prześlemy 2-3 ikonki...

 


18:33, one.jack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

CarWallpapers oferuje zestaw efektownych, acz nieco monotematycznych tapet na pulpit komputera.

Każdy z nas miał kiedyś tapetę z  efektownym samocho... hm, no, ja co prawda nie miałem, ale kolega z pracy zawsze szpanował ekranem pachnącym benzyną i rozgrzanym kauczukiem.

Tak więc - prawie każdy...

A w CarWallpaper znajdziemy bogaty wybór grafik.

Pożądanego obrazka możemy szukać według:

  • marki (prawie 80 marek, w tym takie efektowne, jak Bugatti, Ferrari, Maserati, McLaren czy - dla osób o innej estetyce - Hummer...).
    Jest Fiat, Dacia, nie ma np. Łady...
  • kategorii (auta amerykańskie, włoskie, czarne, czerwone, sportowe czy miejskie),
  • rocznika (po kliknięciu Download Car Wallpapers - od roku 1915 do 2009)

Wybrana grafika jest dostępna w kilku rozdzielczościach - wystarczy kliknąć, ściągnąć i wrzucić cztery koła na pulpit.


Przy okazji można coś na blog wrzucić:

 

niedziela, 25 kwietnia 2010

W niedzielę szukam czegoś, co gra dobrze i bez utrudnień typu opłaty, reklamy, obywatelstwo amerykańskie i tym podobne ograniczenia.  

Gotów jestem pójść na pewne kompromisy, typu płacenie jednego abonamentu, ale niestety, radio nie spełnia moich - niewygórowanych przecież - wymagań. W dodatku wmawia mi, że np. wiadomości, wysłuchane przed chwilą, sponsorował producent kostki brukowej XXX czy też kleju do wykładzin YYY.

Przejdźmy do czegoś lepszego gatunkowo. I bezpłatnego.

nuTsie to profesjonalny, rozbudowany serwis muzyczny. Żadne tam pirackie MP3 i niejasne tłumaczenia ("my tylko linkujemy...")


Współpracuje z najpopularniejszymi urządzeniami przenośnymi (iPhone, BlackBerry, Android...), można przeszukiwać ogromne zasoby muzyczne, kupować utwory, a przede wszystkim - na czym mi najbardziej zależało - słuchać dobrej muzyki.

Serwis bazuje na listach Top 100...


A więc - Top 100, Top 100 80s Pop Songs, Top 100 Car Songs, Top 100 Latino Songs, Top 100 Psychedelic Songs, Top 100 Blues Songs - list jest wiele.
Przed chwilą słuchałem
Top 100 Metal Guitar Solos (super!), teraz leci Top 100 Swing Era Songs - Glenn Miller, jego orkiestra i "In the Mood"...

Można też wybrać listę przebojów z określonego roku - od 1947 do 2009.

A cokolwiek wybierzemy - klikamy i leci!

Jest też oczywiście możliwość tworzenia własnych list przebojów oraz wyszukiwania pojedynczych nagrań.

Podoba mi się...

A przy okazji sprawdzania skuteczności wyszukiwania - moje ulubione "16 ton" w rasowej, "cashowej"  wersji:

Oczywiście - słuchać zezwalam tylko rodzinie i znajomym...


21:42, one.jack
Link Komentarze (2) »

Jak dla każdego, to napiszę po ludzku...
(pewna osoba napisała mi kiedyś, że Paweł Wimmer pisze zbyt fachowo, a mnie można czasem zrozumieć; nie wiem, czy mam się cieszyć, czy martwić. Też chciałbym fachowo...)

Mamy swój adres pocztowy, czyli taki adres z "małpą" w środku.
Nie zawsze i nie każdemu chcemy go podawać - potem będą nam przysyłać jakieś reklamy czy zaproszenia....
Jeśli znajomemu powiemy, że nie mamy adresu e-mail, wyjdziemy na... no, na oryginała...
Gorzej, że bez podania adresu e-mail nie założymy konta w żadnym chyba serwisie.

I tu pomoże nam Tempalias - dostaniemy "tymczasowy" adres e-mail. Za darmo i bez rejestracji.

Zaadresowane na ten tymczasowy adres e-maile będą przez serwis kierowane na nasz prawdziwy adres.

Co ważne - sami ustalamy, jak długo adres będzie działał. 
Przy tworzeniu podajemy, ile dni adres ma być aktywny, lub ile razy można z niego skorzystać.

A co potem?
Nic - adresu nie ma, my mamy spokój. Pisz na Berdyczów...

Jak widać, zażyczyłem sobie, żeby z tymczasowego adresu można było przesłać 3 wiadomości.

Klikamy Generate Alias :

Nasz tymczasowy adres został utworzony - to w tym wypadku nscb@tempalias.com.

Bez problemów utworzymy następne tymczasowe adresy - możecie do mnie pisać na:

mron@tempalias.com

   ten adres jest do 10-krotnego wykorzystania...

 

 

sobota, 24 kwietnia 2010

Geolover wzbudza sympatię już od strony głównej.

Nic dziwnego; autor serwisu, przedstawiający się jako Peter, przyznaje, że kocha podróże i stąd pomysł Geolover. Ponieważ Peter jest na dodatek pasjonatem internetu i zna się na sprawach geolokalizacji, serwis wyszedł zgrabny.

Na stronie głównej widzimy Popular Cities - spis kilkunastu znanych i atrakcyjnych turystycznie miast.
To oczywiście skandal, że nie ma wśród nich Warszawy, ale spoko.

Klikamy DESTINATION (tam jest spis państw), a jeszcze lepiej MAP VIEW; poszukamy sobie na mapce.

Mapka jest oczywiście googlowa, skalowalna i klikalna.
Można klikać na mapce albo na wyświetlanych po prawej stronie ekranu "atrakcjach turystycznych" w postaci miniatur z opisem.

Na mapie danego miasta zaznaczono atrakcyjne miejsca.
Jeśli zainteresuje nas konkretny obiekt, wyświetlona zostanie strona z opisem, filmami wideo, zdjęciami, mapką i okolicznymi atrakcjami.

A mniejsze miasta?
Też znajdziemy - oczywiście informacji będzie mniej. Ale... możemy je uzupełnić.

Wystarczy kliknąć ADD i wpisać w wyszukiwarce np. Sopot:

Tu możemy się wykazać, dodając swój opis...

Oczywiście można zwiedzić z serwisem kawał świata, na przykład - widzieliście Sagrada Familiabudowany od 128 lat kościół w Barcelonie, niedokończone dzieło geniusza? 
Na niektórych aspektach dzieła Gaudiego (krzywizny, nieeuklidesowa geometria, czas tworzenia dzieła) wzorują się zresztą nasi drogowcy, zapewne też geniusze... Warto więc się przyjrzeć:

I tu mamy problem - dla kogo jest ten serwis?

Z założenia Geolover jest dla globtroglodytów (czy jakoś tak...nie chce mi się sprawdzać) - osób, które jadą w nieznane miejsca i chcą się dowiedzieć, co warto zobaczyć.
Korzystając z serwisów typu
Geolover i dodając Street View, taki globtrotuar może dokładnie obejrzeć Rzym, Barcelonę, Pragę, Nowy Jork...  Można by uznać, że szkoda pieniędzy na bilet.

Znajoma o skłonnościach globtraktorskich twierdzi, że przez takie serwisy zwiedzanie wkrótce straci sens (no, ale ona w ogóle jest dziwna, używa na przykład sprzętu z nadgryzionym jabłuszkiem zamiast porządnego PT-ta z Windą...).
Ja nie jestem takim radykałem; chętnie obejrzę zakątek w "ziemskim kochanku", a potem - osobiście.

 

piątek, 23 kwietnia 2010

Po serwisie użytecznym (Pictovia), coś bardziej rozrywkowego. Wszak mamy koniec tygodnia.

Włączenie telewizora doradzam tylko największym twardzielom; normalny człowiek popada w ciężką depresję po 15 najdalej minutach.

Pomijając sprawy związane bezpośrednio z tragiczną katastrofą lotniczą, już po kilku minutach oglądania dowiemy się, że:

  • nasz kraj jest na krawędzi katastrofy,
  • przed 20 czerwca politycy poprzegryzają sobie gardła,
  • lato będzie tak zimne, że nawet go nie zauważymy,
  • urlopu nie mamy co planować, bo jeśli nawet gdzieś dolecimy, to i tak połowa krajów jest na krawędzi katastrofy (z różnych względów),
  • wszystko i tak zasypie popiół - jak nie z wulkanu o niewymawialnej nazwie (Voldemort?), to z następnego.

Jeśli uda nam się odczołgać od telewizora, zajrzyjmy do serwisu TvTube.

Żadnego logowania, wiele różnorodnych kanałów, wesoło i kolorowo.
Kanały są podzielone tematycznie, pod względem popularności, kraju itd. Wystarczy kliknąć w jeden z tagów - np.
Movies,  i wyświetlone zostaną tylko kanały filmowe.

Wybór jest dość międzynarodowy - m. in. kanały włoskie, francuskie, serbskie, amerykańskie, chińskie, macedońskie, słowackie...

Zobaczymy podgląd w małym oknie , z dźwiękiem.
Na ogół jest również opis kanału, a poniżej - spis kanałów "podobnych".

Znajdziemy dobre kanały muzyczne...

Co ciekawe - "odbiór" na ogół jest dobry, bez przerw typowych dla niektórych transmisji strumieniowych na słabszych łączach.

Wiele stacji możemy obejrzeć na całym ekranie - oczywiście jakość obrazu nie jest rewelacyjna.

Umówmy się jednak, że TvTube nie zastąpi nam telewizora. Nie do tego zresztą służy.

Przyjemnie jest natomiast poklikać po kanałach i zobaczyć, co się dzieje (są kanały z newsami, filmami, sportem czy pogodą - w sumie 16 kategorii). 

Albo przypomnieć sobie stare komedie na
Comedy Classics - przed chwilą zegarmistrz Chaplin skończył naprawiać zegarek klienta przy pomocy młotka, a teraz Flip i Flap płyną statkiem. Obraz - tylko w małym oknie.

Są też nowsze kanały...

Aha, co do praw autorskich...
Serwis zastrzega się, że nie przechowuje, nie hostuje i nie rozpowszechnia żadnych treści, a tylko dostarcza nam linki do treści dostępnych publicznie w internecie. Ja - ze swej strony - nawet nie zachęcam, żeby ktokolwiek korzystał z serwisu...

Swoją drogą - tylko ktoś ... hm... odmiennie myślący mógłby twierdzić, że któryś z koncernów medialnych upadnie, a co najmniej - poniesie wielkie straty, gdy jakiś użytkownik sieci obejrzy kilka teledysków na macedońskim kanale Jungle TV czy w małym oknie MTV India (muzyka dość oryginalna)...

21:08, one.jack
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4