Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
niedziela, 31 marca 2013

Virtual Drumming można określić jako symulator perkusji.

Zawsze lubiłem aplikacje pozwalające zabawić się w muzyka, różne wirtualne syntezatory, sekwencery, moogi i polymoogi. O ile wiele osób ma w domu jakieś odmiany klawiszowców, o tyle zestawy perkusyjne są rzadziej spotykane - porządny zestaw zajmuje dużo miejsca i kosztuje odpowiednio do swojej jakości.

Jeśli mamy ochotę sobie bezproblemowo pobębnić, warto zajrzeć Virtual Drumming właśnie.

VirtualDrumming1

Sama strona też jest bezproblemowa.

Pobębnić możemy najłatwiej wybierając Drum games.

VirtualDrumming2

Mamy do dyspozycji różne ustawienia zestawu perkusyjnego, sygnowane nazwiskami osób, na dźwięk których każdy meloman dostaje wypieków.
W ostatniej kolumnie jest nawet taki bardziej koncertowy zestaw z efektami, Live drums - my bębnimy, a ludzie krzyczą i gwiżdżą (z entuzjazmu, ma się rozumieć...). 

virtD

A jak bębnimy? Proste...

Do każdego instrumentu jest przypisany klawisz; wciskamy B i bumm...

Oczywiście przed naszym popisem jest wyświetlany schemat mówiący o tym, co trzeba nacisnąć. Klawisze można zresztą przedefiniować. 

Dla ludzi bardziej ambitnych jest opcja Drum lessons  i Advanced lessons - efektowne pokazy różnych technik.

VirtualDrumming4

Pobawić się możemy również Drum machine; to prosty automat perkusyjny, ma zaprogramowanych kilka prostych rytmów, które możemy modyfikować. 

Co ciekawe, można modyfikować również brzmienie; inaczej brzmiałby Billy Cobhan, a inaczej - Steve Gadd...

VirtualDrumming5

W sumie - fajna zabawa, która jednak nie zawsze znajduje uznanie u naszych domowników. Cóż, sposób postępowania (słuchawki na uszy czy raczej głośniki na full...) zależy od naszej pozycji w domu i od tego, czy chcemy dostać obiad w domu, czy zjeść gdzieś na mieście.

 

19:46, one.jack , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 marca 2013

Songdrop to coś dla miłośników muzyki (a kto nim nie jest?).

Sprytny serwis pozwala zbierać w jednym miejscu nagrania, na które trafiamy buszując po internecie. I w tym jednym miejscu (czyli na Songdrop) możemy się nimi delektować...

Serwis jest dość nowy, interfejs ma przejrzysty, nie przeładowany opcjami, bez reklam, całość za darmo, do tego dużo dobrej muzyki można tu znaleźć... Czegóż chcieć więcej?

Songdrop1

Aby zacząć, należy wykonać dwa kroki.

Po pierwsze - zakładamy konto.
Chciałem to zrobić tradycyjnie, podając adres e-mail i ustalając hasło, ale Songdrop zaproponował szybszą ścieżkę - logowanie za pośrednictwem konta w serwisie Facebook. OK.

Po drugie - instalujemy w przeglądarce rozszerzenie lub przeciągamy na pasek przeglądarki skryptozakładkę - co kto woli...

To "co kto woli" dotyczy użytkowników Chrome, ponieważ osoby używające Firefox, Safari, Opery czy innych wynalazków mają do dyspozycji tylko skryptozakładkę... Ale to nie problem. 

Zainstalowałem w Chrome rozszerzenie, obok paska adresu pojawiła się błękitna kropla, jak na obrazku poniżej: 

Songdrop3

Po tych przygotowaniach, zajmujących około 2 minut, możemy już sobie buszować po internecie i zbierać nagrania, które nam się spodobały...

Na przykład; na Youtube jest nowe nagranie T. Love, całkiem niezłe.

Klikamy błękitną kroplę, pojawia się okienko z informacją, czy i jakie teledyski Songdrop zlokalizował na tej stronie.

Aha, jest ten, który mnie interesuje - dobra nasza!

Songdrop4

Teraz wystarczy kliknąć w okienku miniaturę teledysku i Next, ewentualnie zdecydować, czy nagranie dodajemy do jakiejś "składanki" na naszym koncie i...

Songdrop5

A moja strona w serwisie Songdrop wygląda w tym momencie tak:

Songdrop7

Na stronie jest dość wygodny odtwarzacz, za pomocą którego mogę przeglądać swoje zbiory, słuchając muzyki czy też oglądając na całym ekranie teledyski.

Takie "przechwytywanie" nie zawsze działa, na niektórych stronach możemy obejrzeć teledysk ale Songdrop go nie widzi, lecz na większości przeglądanych przeze mnie stron było OK.

Na przykład - polski blog o muzyce:

Songdrop9a

Mamy również dostęp do nagrań, które znaleźli (i uznali za godne dołączenia do swojej kolekcji...) inni użytkownicy serwisu. Można przeglądać te ostatnio dodane, najpopularniejsze, wybranych artystów, wybranych użytkowników serwisu, czy też skorzystać z wyszukiwarki:

Songdrop8

Jeśli jakieś nagranie nam się spodoba, łatwo je "podkraść" ("redropnąć") i dołączyć do swoich zbiorów.

Co jeszcze? Nagrania można "lajkować" (ach, ten slang...) i udostępniać za pośrednictwem serwisów Facebook i Twitter.

Jak dla mnie - bardzo fajna rzecz.
Nagrań znalezionych w różnych miejscach mogę słuchać w jednym miejscu, interfejs jest przyjemny, a serwis - choć niektóre rzeczy trzeba jeszcze dopracować - już teraz jest atrakcyjnym miejscem nie tylko do gromadzenia muzyki, ale i do przeglądania, co też inni użytkownicy ciekawego dodali.

A jeśli weźmiemy pod uwagę, że Songdrop powstał niedawno i zapewne będzie się rozwijał...


20:11, one.jack , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 marca 2013

Instant Google Street View to oczywiście serwis bazujący na Google Street View, ale oferujący usługę lekko podrasowaną...

Na początku jest smutne okienko. Wpisujemy tam dowolną lokalizację - nazwę miasta czy ulicy.

InstantG1

To znaczy - zaczynamy wpisywać Ba...

I pojawia się widok Barcelony z lotu ptaka.

InstantG2 - BA

Piszemy dalej: Bar...

Okazuje się, że jest takie miejsce we Francji.

Co prawda u nas też są bary, ale serwis pokazuje widok tego francuskiego:

InstantG3 - BAR

Wpisujemy następną literkę: Barc...

I wracamy do Barcelony:

InstantG4 - BAR

W prawym górnym rogu jest kilka ikonek: możesz przełączyć widok Street View i z lotu ptaka, wybrać jakiś losowy punkt z tej lokalizacji, dostać link do tej lokalizacji lub zapisać  zrzut tego, co widzimy na ekranie:

InstantG5 - BAR

Działa fajnie...

Oczywiście wozy Google były też w Polsce:

InstantG6 - war

 

wtorek, 26 marca 2013

Wiadomość o planowanym "zamknięciu" Google Readera wywołała mało pochlebne dla Google komentarze - dla niektórych było to podstawowe narzędzie do przeglądania wieści ze świata.

No, ale GR zamykają, a życie toczy się dalej; warto poszukać jakichś zamienników... 
Taka sytuacja to oczywiście szansa dla firm, którym trudno było konkurować z gigantem, ale skoro gigant się odsuwa i zwalnia miejsce...

Zapewne taka myśl przyświeca trójce młodych ludzi z Pragi, którzy niedawno zaprezentowali Skimr

Skimr1

Petr, Josf i Davd (cóż, strona jest po angielsku) piszą:

We set out to build the best RSS reader in the World. We call it Skimr. 

Chwilowo Skimr nie nokautuje innych czytników RSS - a jest kilka dobrych aplikacji, o których w wiadomej sytuacji zrobiło się głośno - ale to dopiero Alpha version. Autorzy - jak możemy przeczytać na ich blogu - mają kilka pomysłów na rozwój swojego dzieła, a sam Skimr obecnie działa całkiem nieźle. 

Choć nie imponuje bogactwem możliwości. 

Kilka kanałów o tematyce komputerowej dostajemy na "dzień dobry".
Dodałem "ręcznie" kilka adresów; możliwy jest również import subskrybowanych kanałów w formacie OPML. 

Skimr2

Kanały - na przykład mój blog - przegląda się całkiem przyjemnie:

Skimr3

Jeszcze ładniej wygląda mój blog "z obrazkami"

Skimr4

Widzimy tylko 2-3 pierwsze zdania, jeśli coś nas zainteresuje, kliknięcie otwiera stronę źródłową na nowej karcie. To akurat nie jest specjalnie wygodne.

Gazeta.pl też działa:

Skimr5

Całkiem miły czytnik, chociaż na razie trochę ubogi w funkcje...

 

niedziela, 24 marca 2013

Pamiętacie Bombermana,  taką super gierkę, wypuszczoną w 1983 roku przez japońską firmę Hudson Soft? Jeśli zaczynaliście przygodę z komputerami w latach 80-tych, na pewno pamiętacie.

Gra była dość prosta, ale szalenie wciągająca. W skrócie - chodziło się (czy raczej biegało) po labiryncie i zostawiało bomby, które wybuchały wykańczając naszych przeciwników. Lub nas, jeśli nie zdążyliśmy się schować...
Widok z góry, grafika oczywiście 2D.... Miodzio...

Wszystko wraca, a więc pojawiła się podobna gierka (na razie w wersji beta), ale do pogrania w sieci - taka moda...

Gra nazywa się Bombermine , jest zrobiona w HTML5 i - jak sami autorzy piszą - jest to  the most Massively Multiplayer Online Retro Arcade on the web.

A więc mamy dwie główne różnice: nie musimy niczego instalować - bo gramy w przeglądarce - a przeciwnicy są żywi.

W zasadzie sprawa jest prosta: wybieramy sobie jakiś nick, klikamy Play  i do dzieła:

Bombermine1

Każda runda trwa 20 minut, a ruch na serwerach jest duży - możecie więc zapomnieć o podaniu nicka  typu Jack, Bob czy 123 - widać wiele osób gra i zarejestrowało swoje nicki. 

Możemy zresztą sprawdzić, jak aktualnie wygląda sytuacja:

Bombermine2

Zarejestrowałem się jako JaCek - stoję sobie na planszy, jak widać na poniższym obrazku, i rozglądam się - kolorowo, różni goście przelatują zostawiając bomby, kolorowe różności naokoło, coś jakby żyrafa chodzi sobie na dole planszy - ki diabeł?

Sterowanie - proste, tak proste, że nie chce mi się przepisywać:

Arrows or W S A D — movement
SPACE or K — place bomb / respawn on the map
CTRL or L — detonate radio-bomb
Q — "Eagle's eye" view
ENTER — message to chat
P — toggle fullscreen mode

Bombermine3

Naciśnięcie Q pokazuje całą planszę... ale plansza i tak jest dość dynamiczna i co chwilę się zmienia. Natomiast taki widok może być przydatny, gdy gramy zespołowo.

Bombermine4

Oczywiście stanie i rozglądanie się nie jest najlepszą taktyką - szybko się ginie. Zanim zrobiłem zrzut ekranu już jakiś gościu podrzucił mi bombę...

Na szczęście nie oznacza to końca gry - wciskamy Spację i zaczynamy od nowa.

Mamy też dostęp do chatu - można sobie pogadać czy też skląć przeciwnika...

Bombermine45jpg

Prawdę mówiąc nie szło mi najlepiej - sterowanie reagowało z opóźnieniem, a szybkie bieganie i skręcanie, aby schować się "za węgłem", to w tej grze podstawa. 

Może to wina łącza, bo niektórzy goście na planszy wykazywali się dużą sprawnością, rozrzucając bomby i zbierając bonusy.

Właśnie... Gra jest prosta, ale oferuje liczne bonusy, uatrakcyjniające rozgrywkę - obszerny opis bonusów, różnych typów bomb itp. znajdziemy tu:

http://bombermine.com/#/how-to-play



20:41, one.jack , gry
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 marca 2013

Moonbase to zabawne narzędzie do projektowania animacji prostych obiektów.

Parametry animacji ustalamy w dość ciekawy sposób; nie piszemy kodu, lecz używamy swego rodzaju paneli sterujących; zasada jest pokazana na stronie głównej, w serwisie jest też filmik prezentujący sposób przygotowaniaprzykładowej animacji.

MoonBase

Po założeniu konta możemy sami się pobawić. 

Oto nasza przestrzeń robocza. Kolorki może mało zachęcające, ale to szczegół...

Klikamy BOX  i pojawia się panel z białym kwadratem, a aktualną animację kwadratu widzimy w prawym górnym rogu ekranu:

MoonBase1

Klikamy WAVE - pojawia się panel sterujący. Możemy za jego pomocą ustalić parametry sygnału - kształt, częstotliwość, amplitudę...

Ten sygnał podamy do "pudełka" BOX, łącząc wyjście WAVE  z jednym z wejść BOX.

Do którego?
Zależy, czym chcemy sterować. Ja podałem do X, a więc ten sygnał będzie sterował położeniem na osi X.

MoonBase2

Kwadracik już sobie lata wzdłuż osi X, ale możemy dodawać kolejne panele, sterujące innymi parametrami; na przykład obrotem i kolorem.

No i proszę: lata zielony kwadracik i kołysze się na boki:

MoonBase3

Kwadracik...Eee, zastąpimy go zdjęciem Luny; wystarczy przeciągnąć z komputera na obszar roboczy:

MoonBase4

No proszę, animacja gotowa - można ich tworzyć więcej i wrzucać linki do Twittera czy na Facebook.

MoonBase5

Na stronie serwisu jest przykład bardziej skomplikowanej animacji:

MoonBase7

A to moja.

Nie wiem, czy będzie się wyświetlać, bo na Facebooku nie za bardzo... Ale można kliknąć w link.

A serwis Moonbase jest dość świeży, mam nadzieję, że poprawią pewne błędy, bo sam pomysł - ciekawy.

Lubię takie zabawki... :-)

 


poniedziałek, 04 marca 2013

Zapier  to serwis, któremu możemy powierzyć pewne nudne czynności, te, których nam się nie chce wykonywać, a które mogą być przydatne.
Możemy mu zlecić np. sprawdzanie, czy do określonego foldera w serwisie Dropbox nie zostało przypadkiem wrzucony jakiś nowy plik. Jeśli plik się pojawi, czujny serwis wyśle e-mail na nasze konto z odpowiednią informacja (możemy ją sami ułożyć).

Oczywiście to tylko przykład; równie dobrze możemy dostać informację e-mailem, jeśli coś się zmieni na naszym koncie w Evernote, albo Evernote wyśle wiadomość do serwisu Dropbox, albo każdy nowy plik z Dropbox będzie przesyłany do Google Drive... 
Możliwości jest bez liku, bo też aktualnie Zapier współpracuje z ponad 180 usługami internetowymi...

zapier1

Pamiętacie może IFTTT? Ten serwis, podobnie jak Zapier, pozwala tworzyć połączenia pomiędzy różnymi usługami internetowymi. Podobnie też jest rozwiązane tworzenie tych połączeń, na zasadzie: 
jeśli coś się zdarzy w wyznaczonym serwisie, to wykonaj zaplanowaną akcję. 

Zapier różni się m. in. doborem serwisów. Znajdziemy tu więcej serwisów przeznaczonych dla osób używających internetu do celów zawodowych, ale "normalny człowiek" też znajdzie coś dla siebie, nie ma obawy...

Zgodnie z nazwą poniekąd, ten miły serwis będzie za nas harował. Niestety, niezupełnie za darmo.

Konto Free pozwala utworzyć tylko 5 połączeń, a ilość wykonywanych zadań ograniczono do 100 na miesiąc. Ponadto synchronizacja danych jest wykonywana co 15 minut  (na koncie Biznes co 5 minut).
Do zabawy czy prostych rzeczy może wystarczyć, do celów zawodowych będziemy musieli wysupłać trochę dolarów, ale... przez pierwsze 14 dni możemy hulać, korzystając z okresu próbnego.

Dość gadania, teraz obrazki - spróbujmy coś sobie "zsynchronizować" z marszu... 

Wybór serwisów jest duży i ich liczba stale rośnie.
Serwis oferuje ponadto setki przykładów gotowych procedur; wystarczy wybrać procedurę (np. z Gmail->Evernote) i "poustawiać" trochę danych (musimy przecież podać, z jakiego konta na jakie dane mają być przesyłane...)

zapier2

Te procedury możemy wygodnie wyszukiwać; na przykład procedury, w których uczestniczy serwis Dropbox:

zapier3

Wybrałem proste zadanie: jeśli na moim koncie w serwisie Dropbox pojawi się nowy plik, dostanę wiadomość na moje konto Gmail:

zapier4

Oczywiście musimy podać dane naszego konta w serwisie Dropbox i zgodzić się na to, że Zapier będzie tam zaglądał:

zapier6

Podajemy też folder, który ma być kontrolowany.

Potem podajemy adres konta Gmail, na które zostanie wysłana wiadomość. Możemy nawet ustalić nagłówek i treść wiadomości.

Warto spróbować, czy działa (na moim koncie w Dropbox, w podanym folderze, było kilka plików).

Jak widać Success!  Sprawdziłem, dostałem wiadomość e-mail.

zapier7

Nasze zadania, zarówno te aktywne, jak i te zatrzymane, możemy sprawdzić na oddzielnej stronie serwisu:

zapier8

Wyłączyłem...

Ale serwis może się przydać, z takimi możliwościami... I konkretnym dofinansowaniem, które niedawno dostał na rozwój...


 

20:06, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 marca 2013

SizzlePig  to serwis do zmiany rozmiaru zdjęć, z kilkoma ciekawymi opcjami.

Po pierwsze - pracujemy "online", czyli nie musimy instalować żadnego oprogramowania.

Po drugie - SizzlePig pozwala na przetwarzanie wsadowe, a więc możemy zmieniać rozmiar wielu plików równocześnie.

Po trzecie - dobrze współpracuje z serwisem Dropbox. Zdjęcia, które chcemy obrabiać, możemy więc wrzucić na swoje konto w Dropbox, i tam też zostaną przesłane już obrobione pliki.

SizzlePig ma jeszcze kilka zalet (oprócz zmiany rozmiaru można też zmienić stopień kompresji czy format pliku wynikowego, a także nazwę pliku) i jedną wadę: jest płatny.

Ale 100 zdjęć możemy obrobić za darmo. Niektórym to wystarczy - na ogół do takich celów używam programu XnView, ale sieciowa alternatywa zawsze może się przydać. 

Rozpisałem się, teraz obrazki...

sizzlepig1

Przede wszystkim musimy założyć konto:

sizzlepig2

Dobrze jest "podłączyć" do serwisu swoje konto w popularnym Dropboxie - w ten sposób można wygodnie przetwarzać pliki umieszczone właśnie tam, we wskazanym folderze.

sizzlepig3

Gotowe. Teraz tworzymy nowy projekt, nadając mu nazwę (a następnie - zapisując w tym projekcie parametry przetwarzania).

sizzlepig4

Oczywiście ustalamy też, skąd mają być pobierane zdjęcia do przetworzenia i gdzie mają trafić. Użyłem serwisu Dropbox, zdjęcia są pobierane z folderu Photos  i zostaną umieszczone w folderze  Po zmianie rozmiaru:

sizzlepig5

Teraz - ustawienia. Jak już im się przyjrzymy, są dość wygodne:

sizzlepig6

Ustawiłem dwa rozmiary każdego z trzech zdjęć wynikowych - ich zarys widać na obrazie poniżej:

sizzlepig7

Można sprawdzić, jak będą wyglądały obrazy po zmianie rozmiaru i dopasować obraz do wyznaczonej "ramki", przesuwając go myszką:

sizzlepig8

Jeśli wszystko OK, uruchamiamy przetwarzanie i po chwili obrobione pliki są już w wyznaczonym folderze:

sizzlepig9


Mixtaping.fm  to serwis, dzięki któremu możemy tworzyć własne "składanki" nagrań czy playlisty, ale również słuchać zestawów utworów polecanych przez innych użytkowników. Amatorzy muzyki dostali ostatnio prezent - "normalny" dostęp do serwisu Spotify (niektórzy już wcześniej korzystali...). To również atrakcyjny, profesjonalnie wykonany serwis muzyczny, ale warto oczywiście mieć wybór; tym bardziej, że oba serwisy jednak się różnią.

Chociażby pomysłem...
Twórcy Mixtaping.fm czują najwyraźniej nostalgię do czasów, gdy muzyki słuchało się z kaset magnetofonowych. Nie dość, że głównym motywem graficznym tworzonych "składanek" jest kaseta właśnie, to jeszcze cały zestaw utworów nie może być dłuższy, niż 2x30 minut - no były takie kasety...

Trzeba przyznać, że Mixtaping.fm prezentuje się dość przyjemnie.

mixtaping1

Jak wspomniałem, można słuchać muzyki z "kaset" utworzonych przez innych użytkowników. Warto zainstalować sobie wcześniej program Spotify  - muzyka będzie odtwarzana właśnie przez jego odtwarzacz.

mixtaping2

Po zalogowaniu (np. za pośrednictwem konta w serwisie Facebook - tak zrobiłem) możemy tworzyć własną składankę utworów.

Serwis prowadzi "za rączkę", a do zrobienia są 4 kroki.

Po pierwsze - tworzymy nową kasetę (Mixtape) i nadajemy jej nazwę.

Po drugie - wyszukujemy utwory, które chcemy na "kasecie" nagrać.
Do dyspozycji jest wyszukiwarka, należy wpisać tytuł utworu lub wykonawcę, wybrać odpowiadające nam nagrania i... zdecydować, na której "stronie kasety" chcemy je umieścić.

mixtaping3

Ta wyszukiwarka wydaje mi się mało wygodna, po wpisaniu wykonawcy + tytułu utworu wyniki były... hm... nie najlepsze (podanie tylko tytułu czy wykonawcy dawało dobre rezultaty).

Trzeci i czwarty krok to dopracowanie szczegółów, a więc wyglądu "kasety" (można wybierać grafikę z serwisu, z Facebooka, z Instagram, przesłać z komputera...) i opisu. To idzie szybko. 

mixtaping4

Oczywiście w każdej chwili można wrócić do jednego z poprzednich kroków i np. zmienić listę czy kolejność utworów na "kasecie".

mixtaping5

A to efekt końcowy - muzyka leci, link możemy wysłać znajomym, opublikować w popularnych serwisach, jest też kod do umieszczenia listy na własnej stronie internetowej.

mixtaping6

A to - link do mojej przykładowej składanki:

Mixtape

11:46, one.jack , Muzyka
Link Dodaj komentarz »