Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
niedziela, 30 grudnia 2012

Qunb to serwis, który wygrał kilka tygodni temu konkurs startupów w Paryżu.

Serwis rzeczywiście ciekawy, gromadzący dane różnego typu i przedstawiający je w czytelnej postaci.
Współzałożyciel Qunb, Jean-Baptiste Théard, używa określenia "supermarket dla liczb", sugerując odpłatne świadczenie usług, ale model biznesowy nie jest jeszcze do końca sprecyzowany.

I dobrze - z serwisu możemy na razie korzystać bezpłatnie, a twórcy nie zginą z głodu, jako że otrzymali dofinansowanie w dość konkretnej kwocie (zupełnie konkretnie - 500 tys. Euro).

Na stronie głównej widzimy, skąd pochodzą dane i co możemy przeglądać; jest też wyszukiwarka, jeśli szukamy czegoś konkretnego:

Qunb 1

Dane są zbierane z różnych miejsc, ale jeszcze trudniejsze jest ich opracowanie oraz przedstawienie w czytelnej formie, i to bynajmniej nie w postaci statycznej - serwis pozwala zestawiać i porównywać dane według potrzeb użytkownika.

Nie jestem fachowcem, więc weźmy coś prostego - np. oczekiwaną długość życia w różnych krajach:

Qunb 2

Zaznaczyłem, że interesuje mnie Polska, co serwis uwzględnił, ale możemy dodawać do zestawień dane z innych państw:

Qunb 3

Żądane dane przedstawione są na kilka sposobów - te algorytmy są dość zaawansowane ponoć i potrafią dostosować sposób przedstawienia do rodzaju danych:

Qunb 4

Tu jeszcze przyjemniej (chociaż niekoniecznie dla Polski) przedstawiono dane dla 2009 roku.

Przy czym możemy również zażądać danych z innego okresu.

Qunb 5

Oczywiście zakres oferowanych przez Qunb informacji jest o wiele szerszy i nie ogranicza się bynajmniej do danych demograficznych. Oto np. przedstawione na wykresie dane na temat wartości eksportu broni, dotyczące dwóch państw europejskich:

Qunb

W tym porównaniu również nie wypadamy najlepiej, ale... może to i dobrze?

Natomiast zabawa w wyszukiwanie informacji z pomocą Qunb jest bez wątpienia pouczająca...

21:25, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 grudnia 2012

Google60  to zabawny serwis, pokazujący, jak ten cały "internet" - a właściwie jego bardzo znany element, czyli wyszukiwarka Google - mógł działać w latach 60-tych XX wieku.

Dla niektórych może to być zabawne, a niektórym łezka się może w oku zakręcić, gdy przypomną sobie potężne machiny typu Odra  czy  System/360...

Ale - do rzeczy, czyli skorzystajmy z wyszukiwarki:

Google60 1

Nasze zapytanie jest traktowane nader poważnie; zostanie zapisane na karcie perforowanej  (szukam czegoś na temat Cieszyna...) i system z impetem przystępuje do pracy:

Google60 2

Musimy jeszcze wybrać, czy to ma być wyszukiwanie tekstowe, obrazów czy też newsów.

Po drodze widzimy, że system intensywnie korzysta z nowoczesnej pamięci taśmowej:

Google60 4

Już po chwili (dłuższej...) pojawiają się wyniki wyszukiwania, pracowicie wystukiwane przez drukarkę (na szczęście odgłos drukowania można przyciszyć...).

Co ciekawe, możemy rzeczywiście przejść do wybranej strony, wybierając z klawiatury np. rezultat nr 2...

Google60 3

W serwisie znajdziemy więcej smaczków; są np. gry (grafika nie jest zbyt wysmakowana, ale jak na lata 60-te...) czy bardzo nowoczesna wersja wyszukiwarki Google (ach, ta grafika ASCII...)

Google60 5

Inna ciekawostka - możemy coś zapisać na karcie perforowanej i ściągnąć taką kartę (tj. jej obraz...) lub przesłać link znajomym:

Google60 6

Zabawna rzecz...

czwartek, 27 grudnia 2012

Dawno nie pisałem o żadnych serwisach społecznościowych...

Perso.na  to miejsce, które możemy traktować jako typowy serwis społecznościowy, w którym prezentujemy ciekawe - naszym zdaniem - klipy filmowe czy zdjęcia, ale również może służyć po prostu do przedstawienia w sieci naszej skromnej osoby: to lubimy, tamto nas interesuje, takiej muzy słuchamy...

Zakładamy konto:

Perso-na1

I podajemy kilka danych.

Wpisałem adres tego blogu, potem dodałem również zdjęcie; potraktuję Perso.na jako rodzaj wizytówki.

Następnie clou programu: "podłączamy" do naszego konta (czy - jak to nazywają twórcy - synchronizujemy) konta w jednym lub kilu serwisach. Ich lista jest co prawda dość krótka, ale treściwa: Vimeo, Instagram, Youtube, Tumblr:

Perso-na4

Oczywiście musimy zezwolić na dostęp do naszego konta, no ale to standard w tego typu serwisach - inaczej po prostu nie mogą publikować zawartych tam treści.

Zgodziłem się i  Perso.na  wyświetliła dość zgrabnie filmy, które na moim koncie w Youtube zaznaczyłem jako Ulubione

Perso-na6

Każdy klip filmowy można oczywiście obejrzeć, co też z chęcią uczyniłem z kilkoma teledyskami (przecież to moje ulubione...):  

Perso-na7

To moje ulubione... ale możemy również przeglądać materiały polecane przez innych użytkowników (jest ich trochę w serwisie, istnieje też opcja zapraszania swoich znajomych):

Perso-na5

Każdego z nich możemy dodać do "śledzonych" czy też "obserwowanych". Można też "pożyczyć" od nich klip filmowy czy zdjęcie, które nam się spodobało:

Perso-na8

Prawdę mówiąc Perso.na  nie jest jakąś rewelacją, można nawet zastanawiać się, po co komu taki serwis, ale... bawiłem się dooobrą chwilę, widać też na stronach trochę ruchu i użytkowników z ciekawymi portfolio, więc może ma to sens...

Poza tym Perso.na  jest obecnie w fazie beta i zapewne niektóre funkcje będa rozwijane czy to w stronę interakcji z innymi użytkownikami (nawet nie wiem, czy obecnie jest możliwa jakaś wymiana zdań?), czy też w stronę osobistej prezentacji własnych zainteresowań czy dokonań.

 

20:26, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 grudnia 2012

Skrillex to dość znany producent muzyki elektronicznej, specjalizujący się głównie w gatunkach electro i dubstep. 

Jason Oda z kolei potrafi robić gry komputerowe; wynikiem współpracy obu panów jest gra Skrillex Quest, gra przeglądarkowa - a więc gramy w nią w przeglądarce, bez potrzeby instalowania czegokolwiek na komputerze - i darmowa.
Przy tym dość oryginalna.

Gra nawiązuje do klasycznych gier na konsolę Nintendo, zarówno historią, jak i oprawą graficzną. Ogólnie porównuje się ją ze słynną The Legend of Zelda: tu również mamy bohatera z bardzo ważnym zadaniem, biegającego i wymachującego mieczem.

Bohater Skrillex Quest nazywa się P1i ma dość proste zadanie: ocalić świat.
W tym celu musi m. in. znaleźć pięć kluczy i uwolnić zamkniętą na pięć zamków Dead Princess...

Grać możemy "z marszu", co mi się podoba.
Instrukcja jest raczej krótka: używamy czterech klawiszy kursora oraz spacji (energiczne machnięcie mieczem), natomiast krótkie instrukcje dostajemy w trakcie gry od spotykanych postaci - nawet osobiście od księżniczki:

Skr --1

Grafika - jak widać - jest specyficzna, pikselowa, kolorowa i dość odlotowa, a przy tym raczej dynamiczna; gdzieś chyba powinno być ostrzeżenie dla osób wrażliwych na migające szybko obrazy (chociaż w życiu nie spotkałem takiej osoby...):

Skr2

Do stylu grafiki doskonale pasuje muzyka Skrillexa (tak naprawdę to on się nazywa Sonny John Moore) - też dynamiczna, trochę "brudna", jakby pochodząca z 8-bitowych urządzeń lat 80-tych. 

Skr --3

Łazimy sobie (poruszać się należy raczej szybko...), machamy mieczem, czasem dostaniemy flet czy znajdziemy kolejny klucz (trzeba zebrać 5) i... akcja posuwa się do przodu.

Nie wiem, jaka gra jest długa, bo jak na razie zdobyłem jeden klucz (ale znalazłem jakiś papirus, dostałem flet i nawet zagrałem, rozwaliłem jedną parę kajdanek mieczem - da się! itd...), ale trudno się nudzić, bo akcja jest - jak wspomniałem - dość żwawa.

Skr --4

Na szczęście mamy zapas "źyć" (te czerwone serduszka), a miecz jest dość skuteczny na usiłujące rozdeptać bohatera... hm... cosie:

Skr3

O, teraz przełączyłem jakąś wajchę i wyrósł Pałac Kultury: 

Skr --5

Chyba będę wracał do gry, warto byłoby ocalić świat...


20:53, one.jack , gry
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 24 grudnia 2012

RealtimeBoard  to ładnie zrobiony serwis firmowany przez firmę Multivitamin (ale raczej skojarzoną z biznesem, niż z sadownictwem...), pozwalający - ogólnie rzecz biorąc - na prezentację dokumentów, grafik czy schematów  i dyskusję nad nimi. 

Serwis - aktualnie na etapie bety  - jest ładny i przyjazny; nie zakładając konta można się pobawić wersją Demo, jest też kilka filmów i bogato ilustrowany  "poradnik" (nazwany Take A Tour...), przedstawiające dostępne opcje i zastosowania.

Warto założyć konto - będziemy mogli bawić się "na poważnie" i zapisywać nasze dzieła.  

realtimeboard1

Konto założone.

Pracujemy na tablicach  (boards) - takich tablic możemy mieć oczywiście kilka i przechodzić do aktualnie potrzebnej.

Aby utworzyć tablicę, klikamy Create board:

realtimeboard3

Następnie wybieramy szablon tablicy (może być też czysta...) i nadajemy jej nazwę. Decydujemy też, czy będzie prywatna czy publiczna:

realtimeboard4

To przykład tablicy z prostym terminarzem; umieszczamy na niej zadania do wykonania czy notatki: 

realtimeboard5

Możemy też rysować, pisać, dodawać elementy graficzne czy uwagi, a także - oczywiście - udostępnić znajomym czy współpracownikom.

Dostępne narzędzia zgromadzono na dole ekranu:

realtimeboard6

Przykład innej tablicy; korzystając z okna Library  możesz umieszczać na tablicy grafiki czy dokumenty przesłane z komputera, znalezione w sieci czy też dostępne w serwisie (np. ikony).

Można też korzystać z plików zapisanych w Google Drive.

realtimeboard7

Jak widać poniżej, swobodnie mieszamy dowolne elementy; przypominam, że na danej tablicy może pracować i dyskutować (Board chat) kilka osób - chociaż tej opcji nie sprawdzałem:

realtimeboard8

Poniżej przykład umieszczonych na tablicy dokumentów - można je dość wygodnie przeglądać, przemieszczać, wiązać ze sobą itd.:

realtimeboard9

I jeszcze jedna ciekawa opcja: prezentacja.

Widoczne na obrazku poniżej cyfry oznaczają kolejność, w jakiej prezentowane będą poszczególne widoki (ich granice zaznaczone są widocznymi na zrzucie liniami):

realtimeboard10

Serwis jest nadal rozwijany, a autorzy obiecują dalsze, ciekawe opcje.


sobota, 22 grudnia 2012

Amijo  to prosty serwis, który wyświetla na ekranie dwa wybrane klipy z Youtube; jeden jako główny, drugi w tle.

Po co?
Cóż, jak zwykle ważny jest pomysł - można np. złożyć rodzinie życzenia z kolędą w tle, czy też użyć strony w celach marketingowych; różnorodnych filmów na Youtube są krocie, a zawsze możesz dodać własne nagranie.

Rzeczony serwis jest naprawdę prosty; nie ma nawet opcji zakładania konta.

Należy natomiast podać dwie rzeczy:

  1. adres filmu wybranego jako główny; będzie odtwarzany w mniejszym oknie, ale za to z dźwiękiem,
  2. adres filmu do odtwarzania w tle:

Amijo   1

W celach testowych jako główny wybrałem piosenkę o łowieniu rybek dość znanych wykonawców, jako tło - filmik z serii Simon's Cat...

Dodatkowo podajemy tytuł całości oraz adres strony, do której przejdziemy po kliknięciu w tło: tu wpisałem adres mojego blogu.

Gotowe - klikamy i otrzymujemy link:

Amijo   2

A tak wygląda efekt:

Amijo   3

I link do gotowego klipu:

http://www.amijo.com/2251356186628687


czwartek, 20 grudnia 2012

Animowane GIF-y to znany od lat sposób na zrobienie prostej animacji.
Po prostu na ekranie widzimy kilka czy kilkanaście wyświetlanych z odpowiednią szybkością i w wybranej kolejności obrazów; przy odpowiednim doborze obrazów może to dać złudzenie ruchu, ale wystarczy np. złożyć dwa obrazy twarzy - z zamkniętym i otwartym okiem - aby postać na obrazku do nas mrugała...

Jak zwykle liczy się pomysł, ale konieczne jest również odpowiednie narzędzie.

Na przykład GIF Maker... 

To bardzo prosty, ale dzięki temu przyjazny i  łatwy w użyciu serwis, nie wymagający nawet zakładania konta czy czytania instrukcji.

GifMaker-Me1

Wystarczy wybrać kilka lub kilkanaście (nie więcej niż 20) grafik czy zdjęć z dysku, o wielkości do 1500x1500 pikseli.

Wybrałem kilka zdjęć kota, zmniejszyłem ich wymiary (polecam darmowy program XnView) i... już "lecą" do serwisu:

GifMaker-Me2

Po przesłaniu zdjęcia pojawiły się na stronie serwisu, a po prawej, w okienku Control Panel, już wyświetlana była animacja.

Kolejność zdjęć można zmieniać, przeciągając je po prostu myszką, natomiast pod oknem podglądu widoczne są dwa suwaki, którymi można regulować wielkość wynikowego obrazu GIF oraz prędkość wyświetlania kolejnych obrazów.

GifMaker-Me3

Gdy już pobawimy się suwaczkami, klikamy Create Now  i po chwili możemy ściągnąć gotowy animowany GIF na dysk. Banał...

Nie będę się chwalił animacją, bo zdjęcia nie były zbyt dobrze dobrane (chodziło po prostu o sprawdzenie, jak to działa...), ale łatwość obsługi serwisu i prędkość działania zrobiły na mnie pozytywne wrażenie.

Na stronie serwisu znajdziemy też narzędzia, pozwalające "odwrócić" kolejność wyświetlania dowolnego GIF-a, potrafiące "rozłożyć" go na poszczególne obrazy czy zmienić jego wielkość.

 

21:17, one.jack , Grafika
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 grudnia 2012

Listango  to kolejny serwis zaspakajający jedną z podstawowych potrzeb internauty: zapisywanie linków do ciekawych stron.
Kolejny, ale... no cóż, każdą rzecz można ulepszać, a Listango jest zrobiony całkiem zgrabnie. 

Temat poruszałem wielokrotnie, zdaję sobie sprawę, że są "różne szkoły" i sposoby zapisywania linków tak, aby mieć do nich dostęp z dowolnego komputera. Sam korzystam np. z dobrego serwisu Licorize;  Listango jest oparty na podobnym pomyśle, ale nieco prostszy.

Co oczywiście może być dla wielu osób zaletą.

Prosto i przyjemnie jest już od strony głównej:

Listango 1

Po pierwsze - zakładamy konto, bądź logujemy się poprzez konto w serwisie Facebook.

Po drugie - przeciągamy na pasek przeglądarki taki mały przycisk z Listango, czyli - skryptozakładkę. Bardzo ułatwia zapisywanie linków.

A potem już "z górki".

Buszujemy sobie po internecie i gdy napotkamy jakąś ciekawą stronę, klikamy rzeczoną skryptozakładkę, czyli mówiąc po ludzku - przycisk z napisem Save to Listango, który umieściliśmy na pasku przeglądarki. 

Przed oczami robi nam się ciemno, ale spoko - Listango grzecznie pyta, gdzie ma zapisać link do przeglądanej strony: 

Listango 2

Możemy wybrać folder o nazwie Listango, dowolny inny który sobie utworzyliśmy, lub też Read Later.

Kliknąłem na kilku ciekawych stronkach i przeszedłem na stronę Listango - okazało się, że serwis skrzętnie zapisał linki:

Listango 3

Kliknięcie w link otwiera odpowiednią stronę - i o to chodzi...

Poza tym możemy linki edytować, usuwać, porządkować czy udostępniać na kilka sposobów (Twitter, Facebook, Email).

Listango 4

Linki wrzucone do folderu Listango  są dostępne dla innych, natomiast w innych folderach są traktowane jako nasze, prywatne.

Acha, linki można też eksportować w formacie HTML lub CSV.

Przydatna rzecz...

 

sobota, 01 grudnia 2012

Ribbet  to niedawno udostępniony, działający online edytor zdjęć.

Do niedawna unikałem używania tego typu programów, uważając, że wygodna edycja plików o objętości kilkuset kilobajtów czy większych możliwa jest tylko przy użyciu porządnego, zainstalowanego na komputerze programu.

Tak jest bez wątpienia nadal w przypadku profesjonalnej obróbki zdjęć z użyciem programów typu Photoshop czy Lightroom. Nie jestem profesjonalistą i wydanie kilkuset złotych na program, którego możliwości i tak nie wykorzystam, niezbyt mnie pociąga.

Z drugiej strony - łącza są coraz szybsze, a programy do obróbki zdjęć za pomocą przeglądarki - coraz lepsze.
Przykładem jest właśnie Ribbet - szybka i bogata w opcje aplikacja do obróbki zdjęć.

Strona główna nie obiecuje rewelacji, ale słyszałem o serwisie pochlebne opinie, więc szybko założyłem konto jako mjack i... do dzieła.

Serwis grzecznie się przywitał:

Ribbet 1

Wybrałem z dysku odpowiednie zdjęcie.

Opcje serwisu zgrupowane są w kilku zakładkach, np. Basic Edits  to najczęściej używane funkcje typu kadrowanie zdjęcia, obracanie, korekta ekspozycji (lekko rozbudowana - osobno światła, cienie...), wyostrzenie czy zmiana rozmiaru.

Wszystko proste i czytelne - podoba mi się:

Ribbet 2

Dalej mamy efektowne efekty.
To właśnie przewaga edytorów dedykowanych do obróbki zdjęć - mamy do dyspozycji całą paletę efektów, których możemy użyć w zależności od rodzaju zdjęcia i wyniku, który chcemy osiągnąć.

Wybór jest duży: 

Ribbet 3

Następna zakładka - Effect - to typowe efekty; możemy zdjęcie upodobnić do zrobionego 30 lat temu, czy też wykonanego aparatem Lomo...

Albo nałożyć efekt typu HDR:

Ribbet 4

Stickers  to różne ozdóbki, którymi możemy upiększyć zdjęcie; wystarczy przeciągnąć wybrany "ozdobnik" w odpowiednie miejsce.

Położenie, wielkość, nachylenie czy przezroczystość motylków i kwiatków można zmieniać, jest też oczywiście wielostopniowe Undo.

Ribbet 5

Touch-Up  to efekty innego rodzaju - łatwo jest zmienić kolor oczu czy włosów, nałożyć szminkę i róż na policzki... 

Ribbet 6

Dodajemy jeszcze efektowną ramkę i porównujemy wynik naszych zabiegów z oryginałem:

Ribbet 7

To zaledwie część opcji, bawić można się długo. Efektów jest mnóstwo, niektóre dość pomysłowe; znalazłem np. opcję dodawania do zdjęcia czegoś na kształt "duchów", ba, są i nagrobki...

Zajrzałem do zakładki Advanced  - o, tu są fajne rzeczy dla trochę bardziej zaawansowanych użytkowników.

Między innymi moja ulubiona regulacja jasności i kontrastu za pomocą edycji krzywych:

Ribbet 8

Taaa, dużo zabawy.

A gdyby komuś było mało, jest jeszcze druga grupa opcji - tworzenie kolaży z kilku zdjęć.

I znowu - multum możliwości, ale wszystko dostępne po kliknięciu ikony czy przesunięciu suwaczka:

Ribbet 9

Oczywiście gotowe dzieło możemy ściągnąć na dysk, jest też dostępne w naszej galerii w serwisie.

10:29, one.jack , Grafika
Link Komentarze (8) »