Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
poniedziałek, 26 listopada 2012

Cirrus Editor  - serwis, który pozwala edytować pliki przechowywane w Dropbox.com.

Dropbox - nie będę przypominał, bo to bardzo popularny serwis. Wygodny, bezpieczny... powstały już inne, podobne, z większą ilością miejsca, ale Dropbox to standard.

Trzymam tam różne "podręczne" pliki, a Cirrus - jak głosi strona główna - umożliwia ich przeglądanie i edycję. 

Cirrus 1

W przeglądarce - a więc gdy korzystamy z cudzego komputera i nie mamy np. dostępu do ulubionego edytora grafiki czy tekstu.

Ponoć Cirrus pozwala na pracę z 50 typami plików, ale z tym już nie jest tak różowo...

Cirrus 2

Musimy podać swój adres e-mail i wybrać hasło logowania, a następnie zgodzić się na dostęp aplikacji do naszego konta w serwisie Dropbox; cóż, inaczej się nie da.

Ponieważ mam jednak ograniczone zaufanie do internetowych, nieznanych mi bliżej serwisów, próby robiłem z moim "zapasowym" kontem Dropbox (strzeżonego strzygą - jak mawiał jeden znany mi wojskowy w randze kapitana...).

Po chwili widzimy, co też mamy na naszym drobboksowym koncie:

Cirrus 3

W folderze Photos  mam kilka zdjęć - podgląd wygląda ładnie:

Cirrus 4

Po kliknięciu zdjęcia pojawia się zgrabny edytor; opcje całkiem interesujące.
Nic dziwnego - to edytor z Aviary:

Cirrus 5

Jest wszystko, co trzeba; zmiana kontrastu, jasności, kadrowanie, obracanie, wyostrzanie, cały szereg filtrów:

Cirrus 6

zmiana rozmiaru itd. - wszystko prosto i skutecznie:

Cirrus 7

Ponoć można też edytować np. dokumenty tekstowe, arkusze kalkulacyjne...

Z prostym plikiem tekstowym poszło dobrze:

Cirrus 8

Natomiast pliku Excela serwis nie potrafił otworzyć...

Nie znalazłem niestety listy obsługiwanych plików, mam nadzieję, że będzie rozszerzana, i to rozszerzana skutecznie, bo rzecz jest przydatna.
Co prawda wydaje się, że twórcy zamierzają korzystać przy edycji plików z zewnętrznych aplikacji, ale... byle działało to sprawnie.

 

19:45, one.jack
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 listopada 2012

Weavly  pozwala pobawić się w montaż filmu, złożonego z klipów dostępnych na Youtube, muzyki z SoundCloud i animowanych GIF-ów z Loopcam.

Serwis jest w fazie beta, ale działa całkiem sprawnie i rozwija się - możliwość dołączania do tworzonego dziełka animowanych GIF-ów z serwisu Loopcam dodano niedawno.

Weavly1

Warto od razu zalogować się za pośrednictwem Twittera lub Facebooka; można co prawda bawić się bez logowania, ale nie zapiszemy gotowego dzieła ani nie pokażemy znajomym z serwisów społecznościowych.

Sama zabawa w tworzenie Mix'ów jest dość prosta od strony technicznej; wyszukujemy klipy filmowe z Youtube czy pliki muzyczne z SoundCloud i przeciągamy je na oś czasu na dole ekranu:

weavly2

Po wpisaniu deep purple lazy  wyświetlone zostały miniatury znalezionych klipów.

Przeciągnąłem wybrany - nagranie koncertowe - na dół.
Przed umieszczeniem na osi czasu można wybrać dowolny fragment nagrania, przeciągając znaczniki Start  i  End w odpowiednie miejsce:

weavly3

Postanowiłem dodać do mojego Mix'a nowszą wersję tego samego utworu - czyli Lazy - z płyty Re-Machined... 

weavly4

O ile dodawanie klipów w dowolnej kolejności jest proste, to ich bardziej precyzyjny montaż utrudniony; zaznaczanie początku i końca można dokonać z dokładnością do sekundy, czyli niezbyt dokładnie...

Poszczególne elementy montowanego filmu możemy edytować w dowolnej chwili, dopasowując początek i koniec czy zmieniając ich głośność:

weavly5

Oczywiście można dodać więcej elementów; dodałem jeszcze jeden utwór z Re-Machined:

weavly6

Można również dodać pomiędzy dowolnymi klipami napis, np. tytuł:

weavly7

a także pauzę, czy też link do dowolnego klipu filmowego.
Oraz - jak wspominałem - dowolny fragment muzyczny z serwisu SoundCloud, na drugiej ścieżce.

Gdy Mix jest gotowy, zapisujemy go jako prywatny czy też dostępny publicznie.

A link do mojego przykładowego mixa jest tu:

http://weav.ly/OtMsHrNta1e


17:49, one.jack , WEB 2.0
Link Komentarze (6) »
środa, 21 listopada 2012

Go4Convert  to wygodny, podręczny serwis do konwersji plików - głównie tekstowych, ale nie tylko.

Po co nam to?

Na stronie serwisu możemy pliki o różnym formacie szybko przekonwertować na pliki PDF, DOC, DOCX, EPUB, FB2, TXT, RTF.
Jak widać, formaty wynikowe to formaty często używane do publikowania plików tekstowych i w czytnikach. 

Warto zapamiętać adres, bo coraz częściej chcemy przesłać różne pliki tekstowe, opracowania, artykuły czy książki na nasz czytnik.

Konwersji można dokonać m. in. z formatów edytora Microsoft Word takich jak DOC i DOCX, Adobe PDF, XLSX / XLS, TXT, HTML, ODT, DJVU, RTF.

W różnych kombinacjach, jak widać poniżej:

Go4Convert1

Wybieramy rodzaj konwersji, plik z dysku, po chwili konwersja rusza - i jest dość szybka:

Go4Convert2

Gotowy plik po konwersji ściągamy na dysk.

A czemu określiłem serwis jako "wygodny"?

Bo taki jest.

Nie trzeba zakładać konta, podawać adresu e-mail czy jakichkolwiek danych.

Cały proces odbywa się online, szybko, a jakość wynikowych plików jest dobra.

Nie ma ograniczenia wielkości pliku. Pliki - według informacji na stronie - nie są zapisywane czy przechowywane, a serwis jest oczywiście darmowy... 

Serwis oferuje też dość wygodną konwersję plików graficznych, z możliwością zmiany rozmiaru i obrotu obrazu wynikowego o dowolny kąt.

Na dodatek można wybrać konwersję na kilka formatów wynikowych równocześnie; poniżej wybrałem formaty GIF, JNG i TIFF. 

Go4Convert3

Po chwili na dysku miałem trzy pliki w żądanym rozmiarze (szerokość 780 pikseli), "obrócone" o 17 stopni, w ustawionym formacie (GIF, JNG i TIFF). 

 

19:33, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 listopada 2012

100 000 Stars  to nowy "eksperyment" Chrome, ciekawy (większość jest takich...) i z rozmachem. Bo też pozwala przyjrzeć się naszej Galaktyce, 100 tysiącom gwiazd...

Wydaje się to ogromną liczbą, ale w Kosmosie wszystko jest względne - te 100 000 to zaledwie niewielka część gwiazd w Drodze Mlecznej; szacuje się, że jest tu od 100 do 400 miliardów gwiazd. 
Lepiej tego nie mnożyć przez ilość galaktyk...

Wynika z tego, że 100 000 Stars pozwala tylko pobieżnie rzucić okiem na Galaktykę... ale i tak robi wrażenie.

100000 Stars 1

Nawigujemy przy pomocy myszki - można płynnie "przybliżać i oddalać" widok, a także zmieniać punkt obserwacji.

Co prawda aplikacja została opracowana przy wykorzystaniu m. in. zdjęć z NASA i i European Space Agency, ESA, i przedstawia lokalizację ponad 100 000 "pobliskich" gwiazd, ale autorzy zastrzegają, żeby nie opierać się na niej w trakcie międzygwiezdnej nawigacji...

A widoki zapierają dech:

100000 Stars 3

Możemy się przyjrzeć Układowi Słonecznemu, a także 87 opisanym obiektom:

100000 Stars 2

Do tego przygrywa muzyczka, którą skomponował Sam Hulick (tworzył muzykę do bardzo znanych gier...).

 

21:28, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
środa, 14 listopada 2012

SoundGecko  to serwis, dzięki któremu możemy zapoznawać się z treścią opublikowanych w internecie artykułów jadąc samochodem, autobusem czy spacerując po parku. Serwis jest na tyle miły, że czyta nam treść wskazanych witryn.

Pod warunkiem, że są w języku angielskim...

No cóż, to nieco zawęża zakres zainteresowanych osób, ale przecież wielu z nas zna angielski, albo chociaż "coś łapie". Im SoundGecko może się przydać - robisz sobie coś, na przykład... no na przykład siedzisz sobie na ławce i się opalasz, a głos ze smartfona czyta jakiś ciekawy tekst.

Jak wybrać tekst?

Proste. Na przykład wchodzimy na stronę serwisu i wklejamy link do artykułu.
Nie musimy zakładać konta, należy tylko podać swój adres e-mail. 

Skorzystałem z gotowego przykładu:

SoundGecko-1

Po chwili na podany adres przyszła informacja, że tekst już jest gotowy, w MP3:

SoundGecko-2

Kliknąłem i już mogę słuchać; tu akurat czytał męski głos, ale jest też kobiecy:

SoundGecko-3

Głos przeczytał wszystko, łącznie ze stopką.

Oczywiście można tego tekstu wysłuchać w telefonie, jadąc samochodem; sprawę ułatwiają aplikacje, dostępne na urządzenia z systemem iOS oraz na Windows Phone. Zapowiadana jest aplikacja na Androida.

Plik MP3 można też po prostu ściągnąć na dysk czy telefon. Łatwo udostępnisz plik na Twitterze czy Facebooku.

Metod wskazywania artykułów, których treść chcesz usłyszeć również jest kilka; na przykład możesz przesłać link e-mailem. Albo użyć aplikacji do przeglądarki Chrome. Albo podać adres kanału RSS do ulubionej witryny.

No właśnie - kanał RSS... 
Darmowe konto (Free) ma niezłe możliwości, pozwala subskrybować jeden kanał RSS, w sumie możesz posłuchać do 30 artykułów dziennie, każdy do 4000 słów.

Jeśli potrzebujesz więcej, są konta Plus i Pro, oczywiście płatne.

Kolejna dobra wiadomość: jest 30-dniowy okres próbny konta Pro, za darmo...


czwartek, 01 listopada 2012

Snapjoy  to serwis do przechowywania, przeglądania i udostępniania zdjęć; wszystko "w chmurze"...

Serwis jest względnie nowy; nie trzeba już zaproszeń, ale nadal dodawane są nowe funkcje. Już teraz Snapjoy wygląda i działa dobrze, stanowiąc alternatywę dla innych popularnych usług tego typu.

Tych popularnych nie ma za wiele.
Oczywiście od razu nasuwa się na myśl Picasa Web Albums, aplikacja świetna, ale udostępniająca tylko 1 GB miejsca na zdjęcia (mówimy i usługach bezpłatnych, dodatkowe gigabajty można oczywiście dokupić).
Flickr  też nie rozpuszcza nas wolną przestrzenią, spełnia zresztą trochę inną rolę.

Snapjoy oferuje na "dzień dobry" 5 GB, ale można dostać dużo więcej. Nie każdemu to będzie zresztą potrzebne - w 5 GB zmieści się około 2-3 tysiące zdjęć niezłej jakości.

Domyślnie zdjęcia są dostępne tylko dla użytkownika, ale oczywiście opcje udostępniania są dość rozbudowane.

No to zakładamy konto:

Snapjoy1

Po podaniu kilku danych konto założone, możemy gromadzić zdjęcia.

Zdjęcia możesz przesyłać ze swojego komputera, lub z konta w serwisach Instagram, Flickr  czy Picasa.

Spróbowałem przede wszystkim przesłać kilka zdjęć z dysku. Szło jakoś opornie, ale można zainstalować mały programik - Snapjoy Shoebox - i wtedy przesyłanie zdjęć przebiega bez problemów.

Snapjoy2

Następnie "podłączyłem" serwis Picasa.

Tu warto wspomnieć o możliwości zwiększenia ilości dostępnego miejsca. Czytelna tabela (tu wszystko jest czytelne...) informuje, że za "podłączenie" do swojego konta w Snapjoy serwisu Picasa otrzymujemy dodatkowe 500 MB.

Tyle samo - za Instagram, Flickr, Facebook, Twitter.

I tyle samo - za każdego znajomego, który z naszego "polecenia" założy konto; można w ten sposób uzyskać do 100 GB... 

Snapjoy3

Na razie "podłączyłem" serwis Picasa - po chwili import ruszył. 

Co ciekawe - można już wtedy zamknąć przeglądarkę i zająć się czym innym. Ja nie zamknąłem, ale nie zdążyłem się znudzić; zdjęcia z publicznych albumów Picasa zostały przesłane do Snapjoy szybko.

Widać mają niezłe łącza "z chmurki do chmurki"...

Snapjoy4

Zdjęcia możemy przeglądać na kilka sposobów, np. w formie Timeline, czyli - według roku wykonania (a może publikacji np. w Picasa? Głowy bym nie dał...).

Snapjoy5

Ogólnie - przegląda się fajnie. Jeśli klikniemy na określony rok, otrzymamy widok zdjęć z podziałem na miesiące. Kolejne kliknięcie - podziała na konkretne dni.

Oczywiście każde zdjęcie możemy kliknąć i obejrzeć:

Snapjoy6

Obejrzeć, opublikować w jednym z serwisów, ściągnąć na dysk czy udostępnić wybranej osobie za pośrednictwem linku.

Opcji już jest dużo i chyba mamy wszystko co trzeba, ale autorzy serwisu nadal pracują. Np. od września połączenie z serwisem jest szyfrowane (protokół HTTPS), doszła też opcja kopiowania serii zdjęć od znajomych. Od połowy października jest dostępna aplikacja na iPhone, a od kilku dni - pokaz zdjęć w postaci slajdów.

Ciekawy serwis i wart zapamiętania.

Aha, jeśli chcesz założyć konto, polecam ten link:

http://hello.snapjoy.com/signup/1oewp1u3z3u1

co ma tą zaletę, że dostanę 500 MG więcej...  :)

19:24, one.jack , Grafika
Link Komentarze (6) »