Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
poniedziałek, 30 listopada 2009

Twitter - jak ogólnie wiadomo - służy do komunikowania światu, że mamy akurat chęć na kanapkę z serem.

Jest to taka sama oczywista oczywistość jak fakt, że typowe zajęcie internauty to oglądanie pornosów ze szklanką piwa w ręku.

Pomijając oczywistości - o czym ćwierkamy?
Przeglądanie naszych wpisów i liczenie słów jest dla człowieka nudne, więc spuśćmy się na komputer, jak mawiano w XVII wieku...

Po udowodnieniu swojej elokwencji, przejdźmy do piwa... to znaczy do tego, no, serwisu z chmurkami...

Tweet cloud (tweetcloud.icodeforlove.com - ciekawy adres...) policzy pracowicie słówka, które my pracowicie wpisaliśmy w okienko Twittera i pokaże je w formie gustownej chmurki.

Musimy tylko zalogować się do rzeczonego Twittera, a potem zrobić trzy kroczki:



- określić zakres czasowy (od 1 dnia do 1 roku),
- wybrać wielkość chmurki,
- kliknąć make cloud.

Po tych skomplikowanych zabiegach - piękny efekt:

Możemy pochwalić się od razu znajomym z Twittera, sprawdzić, który z nich korzystał już z Twitter cloud i zrobił sobie chmurkę, a także - obejrzeć ostatnio dodane cloudy:


Taka zabawka...


niedziela, 29 listopada 2009

Serwis Nice Sharing powstał z konkretnej potrzeby; autor serwisu miał ochotę przeglądań zdjęcia w serwisie Picasaweb, słuchając jednocześnie muzyczki. Taki kaprys...

I mamy efekt:

http://www.nicesharing.com/TtTbXv/

oglądamy sobie zdjęcia z Flickr, a w tle leci muzyka.

Ale Nice Sharing pozwala też na inne kombinacje dwóch stron - możemy na przykład mieć na ekranie dwie przeglądarki, dwa serwisy informacyjne:

czy też inne kombinacje dwóch serwisów. Na panoramicznym ekranie wygląda to nieźle.

Przy czym mogą być widoczne, w różnych proporcjach, oba serwisy, lub tylko jeden.

A ten drugi po co? Ano, może na przykład przygrywać w tle...
Link do muzyki może pochodzić np. z YouTube.

Jak to zrobić? Proste...

  1. wklejamy w okienka adresy obu serwisów,

  2. ustalamy, czy oba mają być widoczne (ewentualnie zmieniamy podział 50/50 na jakąś inną proporcję), czy też jeden ma być w tle,  zaznaczając "ptaszka" w okienku Hidden,

  3. klikamy Create Link.

Stronka się otwiera i możemy ją obejrzeć. Po lewej stronie widzimy okienko informacyjne.

Gotowy link - rozpowszechniamy...
Na stronie serwisu są przykłady różnych kombinacji.

Inne możliwości?

  • Tworząc kombinację stron, możemy ustalić hasło. Po kliknięciu w link trzeba będzie jeszcze podać hasło, aby obejrzeć stronę.
  • W okienko możemy wpisać kilka adresów, oddzielonych przecinkami. Załaduje się któraś z wpisanych stron - losowo. Można więc dodać do naszych kombinacji kilka muzyczek.
    Można to zrobić w jednym oknie, albo w obu.

Warto dodać, ze niektóre strony nie zgadzają się na współpracę , ale są w mniejszości...

Ja udźwiękowiłem odpowiednią muzyczką jedną ze stron, na którą często zaglądam:

http://www.nicesharing.com/jtKMuS


17:23, one.jack
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 listopada 2009

SfiftFM to muzyka z Twittera i dla twitterowców only.

Na "dzień dobry" należy się zalogować używając swojego konta w Twitterze - no i jesteśmy w domu. Serwis pokazuje, jakie też pliki MP3 nasi znajomi ćwierknęli do sieci.

Tu miałem mały problem, bo moi twitterowi znajomi wolą podać link do artykułu o pracach nad ustawą antyjednorękobandytową, niż do czegoś rytmicznego i to jeszcze w formacie MP3.
Na szczęście jedna osoba uratowała honor grupy:

Dzięki, agatak...

Muzyczka for twardowski od razu leci, a my myszkujemy dalej. Nie jest źle:

  • Chcemy w sobotę posłuchać muzyki, a nasi znajomi raczej Moniki (Olejnik)?
    Nie szkodzi, wielu użytkowników SwiftFM jest dość aktywnych, kilkunastu znajdziemy klikając Featured Users.
    Wybieramy jednego i zaglądamy na jego listę - proszę bardzo, taki shane_mahoney ma niezłe sobotnie melodyjki - klikamy i leci muzyka. Co prawda po spokojnym country (Cash&Mitchell) leci Python Kiss, a potem coś NAPRAWDĘ ostrego, ale trochę zróżnicowania nie zaszkodzi...

    Przy każdym utworze - trzy ikonki. Klikamy serduszko i już mamy muzyczkę w naszych ulubionych.
  • Inna możliwość - kanały (Channel Listing).
    Chodzi o to, że do każdego utworu możemy dodać tagi, ułatwiające wyszukiwanie.
    Klikamy kanał blues, a tam - 26 utworów, też dość różnorodnych. 
    A to fragment kanału soundtrack:

  • Jak dodać nasze utwory?
    Można przesłać dowolne MP3 (do 10 MB), lub dodać link do pliku MP3 (a więc YouTube na razie odpada).

  • Jest też wyszukiwarka - no proszę, całkiem ciekawe utwory można znaleźć...
    A jak coś znajdziemy, można od razu ćwierknąć znajomym link:
    http://bit.ly/4PqHje

    http://bit.ly/5wzBmJ
    - posłuchajcie tylko tego feelingu od 26 sekundy...


Dodajemy oczywiście odpowiedni komentarz i całość leci przez Twitter w świat.
Całkiem fajna rzecz...

18:37, one.jack , Twitter
Link Komentarze (8) »
piątek, 27 listopada 2009

Piątek - czyli warto posłuchać muzyki.
Włączyłem telewizor - na jednym programie gubernator stanu Kalifornia załatwiał złych ludzi, na drugim - bili co chwila Sylwka Stallone w krajobrazie górskim i zimowym. Oba przeboje filmowe widziałem tyle razy, że siadłem do kompa.

A tu - Playlistnow.fm, dzieło - jak się okazuje - Francuzów.


Pomysł dobry - listy utworów dopasowane do tego, co robimy.
Wiadomo, że innej muzyki słuchamy na imprezie, a innej - gdy pracujemy czy uczymy się. Jest to co prawda sprawa indywidualnych przyzwyczajeń, ale zobaczmy, co oferują Francuzi.

Oprócz żab - muzykę.
Siedzimy przy komputerze - na stronie głównej klikamy computer (to im wolno pisać w obcych językach?), wyskakuje 10 list z utworami ponoć dobranymi do takiej sytuacji.
Wybieramy pierwszą z brzegu, a tam - kilkadziesiąt utworów.
Klik na trójkącik i leci muzyka - na początek z głośników toczy się 50 centów; może być...


Na stronie głównej jest też wyszukiwarka - wpisujemy swój nastrój, stan ducha czy wykonywaną czynność (lazy...) i serwis proponuje odpowiednie listy utworów (np. I am doing nothin').
Oczywiście jest szereg ozdobników, a więc możemy obejrzeć teledysk, zaznaczyć że lubimy ten utwór, znaleźć podobne, utworzyć własną listę...

Na screenach widnieje moja szlachetna podobizna (no, nie na tym poniżej...), ponieważ zalogowałem się do serwisu; jest kilka możliwości, ja to zrobiłem przez Twitter.


Ale w piątek najważniejsze, że leci bez problemów dobra muzyka.

http://farm3.static.flickr.com/2782/4138652631_83423340b3_o.jpg
23:02, one.jack
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2009

Swirl to pomysł Google ma uatrakcyjnienie procesu wyszukiwania zdjęć. 

Eksperymentalną wersja usługi znajdziemy pod adresem:
http://image-swirl.googlelabs.com/

Przy wpisywaniu szukanego terminu warto zwrócić uwagę, czy działa autouzupełnianie - na razie liczba terminów, których możemy szukać jest ograniczona.
Co prawda, jest ograniczona do około 200 tysięcy terminów, ale zawsze... Warszawę znajdziemy, Cieszyn - sorry, not included...

Jeżeli działa - zobaczymy na ekranie obrazki poukładane w pakietach.
W każdym pakiecie są podobne obrazy, klikając na pakiet powodujemy jego "otwarcie" w postaci koliście rozłożonych obrazów, z których mozemy wybrać jeden... i tak aż do znalezienia tego, który nas interesuje.

Poszukajmy jakiegoś efektownego zamku:


Ścieżka wyszukiwania jest zapamiętywana i widoczna na ekranie.

Zwracamy uwagę na sposób prezentacji, ale "pod spodem" działają zaawansowane technologie rozpoznawania obrazu i grupowania obrazów "podobnych" - od tego zależy skuteczność wyszukiwania. Ta technologia na pewno będzie rozwijana.

wtorek, 24 listopada 2009

Na stronie serwisu TimeMe.com znajdziemy Timer Stopwatch, czyli narzędzie z cyklu "proste i czasem użyteczne".

Na ekranie widzimy naprawdę duży stoper, odmierzający nastawiony czas.
Nastawiamy, klikamy start i czas leci - w dość widoczny sposób.

Pomysł nie jest głupi; czy mamy zamiar ugotować jajko, czy stać pięć minut na głowie, a może wyznaczyć prelegentowi 15 minut rzucając  obraz na ścianę w postaci metrowych cyfr...

W ustawieniach mamy do wyboru 3 wielkości cyfr, trzy kolory, kilka sygnałów dźwiękowych (można więc również  zdrzemnąć się w celu regeneracji sił po ciężkiej  pracy z Wordem).
Sam czas można wpisywać na różne sposoby - dla ambitnych jest dość obszerna instrukcja.

20:34, one.jack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009

Tag-Cloud-Generator - każdy wie, że chmura tagów to taka...no... no po polsku chmura znaczników albo chmura słów, jak przeczytamy na stronach serwisu.
Stronkę zrobiła co prawda firma Nabru GmbH Co. KG z Mettingen, ale była na tyle miła, że zrobiła ją w 14 językach, w tym - po polsku.

Tak więc "generator chmur" wita nas po polsku, przy każdej z kilkunastu opcji jest wyjaśnienie w naszym języku, a całość wygląda całkiem przyjemnie.

Posługiwanie się programem jest dość proste:wpisujemy adres strony, którą chcemy "otagować", ustawiamy kilka parametrów typu kolorki tekstu, czcionka, wielkość chmury czy efekty typu "rybie oko", a następnie klikamy generuj>>

Na podstawie tego, co znalazł pod podanym adresem, serwis generuje chmurę tagów - widzimy efekt na dole strony i możemy wypróbować różne kombinacje/modyfikacje. Jeżeli jest OK - poniżej mamy kod; wstawiamy koda na stronkę i voila:

Hmm, chmura jest dość dziwna moim zdaniem. Albo ja się nie znam, albo używam słów bardzo bogatego słownictwa i nie powtarzam słów, albo Tag-Cloud-Generator przeprowadził dziwną analizę.

Cóż, nie zrażajmy się; przeprowadzimy jeszcze doświadczenie na kotach... to znaczy, chciałem napisać - na pewnym bardzo poczytnym blogu (nie nie - Kominka nie czytam...). Dodamy tylko kilka ozdobników:

Hm, nie wiem, czy bardzo przydatne... ale chociaż ładne :-)

 

19:41, one.jack
Link Komentarze (2) »

Tsoni to kolejny prosty translator, korzystający z technologii Google.

Jak widać, jeżeli czymś się wyróżnia, to raczej prostotą niż urodą.

Po prostu - wpisujemy tekst (język wprowadzanego tekstu jest rozpoznawany automatycznie), wciskamy jeden z kilkudziesięciu klawiszy wybierając w ten sposób język, na który chcemy tekst przetłumaczyć i czytamy, że:

Cała sprawa zaczęła się z powodu wieży Babel...

to po czesku:

Celý problém začal kvůli Babylonské věže ...

a w Grecji należy powiedzieć:

Το όλο θέμα ξεκίνησε εξαιτίας του Πύργου της Βαβέλ ...

Proste.

17:28, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 listopada 2009

LiftMagic to symulator, na którym możemy sprawdzić, jak będziemy wyglądać po operacji plastycznej.
A raczej po szeregu zabiegów upiększających, bo program pozwala na na poddanie delikwenta 17 zabiegom typu podciągnięcie brwi, poprawa kształtu nosa czy wstrzykiwanie różnych ingrediencji o podejrzanie brzmiących nazwach, typu botox czy kwas hialuronowy... I podobno za to trzeba jeszcze płacić.

Żeby było zabawniej - możemy przesłać swoje zdjęcie do serwisu, odpowiednio je ustawić i poddać się wszystkim lub tylko wybranym zabiegom.
Osobiście nie byłem aż tak odważny, eksperymentowanie na zdjęciach znajomych mogłoby mnie narazić na pewne kłopoty, zadowoliłem się więc zdjęciem umieszczonym w serwisie; pani chętnie poddawała się wszystkim zabiegom i wpływały one dość korzystnie na jej wygląd.

LiftMagic pisał kiedyś Paweł Wimmer, od tego czasu zmienił się interfejs, modelka, przybyło trochę zabiegów (technika idzie do przodu...), tylko zasada pozostała ta sama. Serwis ma się dobrze - widać temat jest nośny.

Bawiłem się przed laty, jeszcze na ZX Spectrum, programem symulującym wykonywanie operacji wyrostka robaczkowego; LiftMagic jest jednak mniej drastyczny. 
Brakuje mi tylko okienka z przesuwającymi się cyferkami, podającymi cenę operacji w zależności od wybranych zabiegów.
Może jednak byłoby to zbyt drastyczne...


20:10, one.jack
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 listopada 2009

Bettween - bardzo pożyteczna i trochę niebezpieczna usługa dla użytkowników Twittera.

O co chodzi? Proste (dla twitterowców).

Wpisujemy dwie osoby (ich nicki w Twitterze...), których "rozmowę", czyli wymianę zdań w serwisie chcemy prześledzić.


Serwis podsuwa szereg propozycji, ale czytanie konwersacji pomiędzy  Perez Hilton a Demi Moore wydało mi się mało zajmujące, a więc...



Bettween
chwilę szpera i pokazuje w czytelny sposób konwersację - oto fragment:

Pozwoliłem sobie zamieścić fragment rozmowy ze znajomym, ponieważ nikt rozsądny nie prowadzi za pośrednictwem Twittera poufnych rozmów; z założenia cała konwersacja odbywa się publicznie i może być śledzona (czy też odtworzona) przez kilkadziesiąt milionów użytkowników.

A czemu napisałem, ze serwis Bettween jest trochę niebezpieczny?
Cóż, w rękach zazdrosnego męża czy żony... zastanówcie się, z kim i o czym rozmawiacie na Twitterze...

21:56, one.jack , Twitter
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3