Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
niedziela, 31 stycznia 2010

Na blogu Pawła Roka , znajomego z Facebooka, znalazłem opis zabawnego serwisu o trochę nietypowej nazwie: Yooouuutuuube.com

Bawiłem się dłuższą chwilę, więc dzielę się adresem z Drogimi Czytelnikami.

Obsługa serwisu jest prosta (inaczej bym go nie opisywał w niedzielę...); znajdujemy na "zwykłej" YouTube jakiś klip, kopiujemy jego adres i wklejamy w okno tej Yooouuu...itd.

Możemy ustawić kilka rzeczy - wielkość obrazków oraz rodzaj efektu, a potem - DO THIS*

Za chwilę startuje np. Dire Straits - zwielokrotniony...

Nieźle wypada też zapomniana trochę Loituma:

W lewym dolnym rogu widzimy ruchomy podgląd teledysku.

Czego to ludzie nie wymyślą...

Aha, ponoć można też użyć obrazu z kamery. Nie próbowałem; słabo śpiewam po fińsku...

20:42, one.jack
Link Dodaj komentarz »

Dzisiejsze sukcesy naszych sportowców i pogoda skłaniają do szukania ukojenia. Ponieważ nadal obowiązuje "Ustawa o wychowaniu w trzeźwości...", skupmy się na kojących dźwiękach muzyki.

O serwisie Radio Tuna pisał Paweł Wimmer (Radio Tuna), ale ponieważ Tuńczyk grał u mnie stary dobry jazz cały wieczór i radyjko mi się podoba, pozwolę sobie dodać kilka uwag.


Trzech fanów muzyki z Brighton chciało zrobić proste i dobre radio internetowe - w pełni im się to udało.

Mamy do wyboru ponad 3700 stacji, a takiej, która nam odpowiada, możemy szukać, kierując się na przykład gatunkiem muzyki, granej przez daną stację.

Można też wpisać ulubionego wykonawcę - i tu ujawnia się jedna z zalet Radio Tuna; serwis stale "słucha" wszystkich stacji i wie, co nadają w tej chwili (jak oni to robią?...).

Co to daje?
Szukałem Boba Dylana - Tuńczyk zaproponował RadioNonsense, na którym akurat leciała piosenka Boba, oraz 372 stacje, które jego piosenki również puszczają. Fajna rzecz...


Zdążyłem jeszcze posłuchać Masters of War.

Oprócz tytułu i wykonawcy aktualnie granego utworu (plus często okładka płyty), możemy również przejrzeć listę ostatnio puszczanych w tej stacji utworów.

Dostępny jest również wykres przedstawiający procentowy udział różnych gatunków muzycznych w danej stacji, a także - najczęściej puszczanych tam artystów.

Można nawet przeczytać biografię wybranych artystów - biografia Dylana jest dość obszerna.








Oczywiście po założeniu w serwisie konta mamy kilka dodatkowych możliwości.

Na szczęście nie ma specjalnie rozbudowanych opcji społecznościowych, ale możemy dodawać stacje i artystów do listy naszych ulubionych, a także przejrzeć historię słuchanych przez nas stacji; łatwo wrócimy do którejś z poprzednio słuchanych.

Są również polskie stacje.

Co prawda, tak "na szybko" znalazłem discopolo.fm, ale udało mi się je wyłączyć zręcznym ruchem palca na myszce.

Teraz gra Vegas Baby Channel - dobre, bigbandowe brzmienia, można przy tym pracować...

 

 

 

 

 

 

18:55, one.jack
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2010

Ciekawe podejście do wyszukiwania - takie kolorowe - prezentuje serwis FlickrColorSelectr.

Stronka nie jest przesadnie starannie zrobiona, ale działa szybko i dość efektownie; wybieramy jakiś kolor wiodący, korzystając z suwaka i mapy kolorów w lewym górnym rogu i... no i pojawiają się wyszukane w serwisie Flickr zdjęcia w tej właśnie tonacji.

Dokładnych szczegółów nie znalazłem, bo strona jest w języku... no w każdym razie egzotycznym, ale do klikania w kolorki instrukcja nie jest konieczna.

Dodatkowo wyświetlane są wartości składowych wybranego koloru.

Każda zmiana wskazanego przez nas koloru powoduje zmianę zestawu zdjęć. 

Nie jest to jedyny serwis, wyszukujący zdjęcia w określonej tonacji. Różne są również metody wskazywania pożądanego zestawu barw.

Na przykład, do BYO Image Searc Lab przesyłamy dowolne zdjęcie, a otrzymujemy zestaw wyszukanych zdjęć o podobnym schemacie kolorów.
Przesłane przeze mnie zdjęcie odpoczywającego w kuwecie kota widzimy po prawej stronie.

Ciekawy jest siostrzany serwis - Multicolr Search Lab; tu z kolei wybieramy z widocznej po prawej stronie palety kilka (do 10) wzorcowych kolorów.

Oczywiście w każdym z w/w serwisów kliknięcie w miniaturę powoduje otwarcia okna z widokiem zdjęcia w serwisie źródłowym.


czwartek, 28 stycznia 2010

Chyba jednak sprytne filtrowanie...

O tym sprycie - za chwilę.

Problem typu "jak ja mam to wszystko przeczytać?!" ujawnił się dobitnie przy czytnikach kanałów (napisałbym: przy agregatorach RSS, ale znajoma blondynka prosiła, żeby po ludzku...), dzięki którym docierają do nas codziennie setki i tysiące newsów.
Teraz mają go również miłośnicy Twittera.
Co prawda  pojedynczy wpis ma 140 znaków, ale gdy mamy setki przyjaciół, kilkugodzinna nieobecność przed ekranem komputera to niezła kupka nieprzeczytanych wpisów. Niby nie wszystko trzeba czytać, ale a nuż coś ciekawego przepuścimy?

Do rzeczy, bo mnie też trzeba będzie filtrować.

Cadmus - serwis ładny, prosty i robi coś za mnie; czyli już trzy plusy. Nooo, lubimy takie...

A co robi?
Filtruje (blondynkom zwracam uwagę, żeby jeszcze raz przeliterowały to słowo; o serwisach flirtujących może innym razem...).

Logujemy się na nasze konto w Twitterze (od pewnego czasu bez Twittera jak bez NIP-u...), gdzie mamy kilkaset nieprzeczytanych wpisów.

Cadmus coś knuje przez chwilę i grzebie w naszym strumieniu, to znaczy,  hm... zarządza strumieniem wpisów, grupując je, przenosząc najważniejsze wyżej i wyszukując trendy...

 

W lewym panelu widzimy, co knuł; przefiltrował strumień wpisów w kilku serwisach i część wyświetlił.

Z kilku serwisów - ponieważ oprócz Twittera, możemy podsunąć mu nasze konto w serwisie FriendFeed (tu podajemy nazwę użytkownika i Remote Key - nie hasło...), a także - kanały RSS.

Można je zresztą zaimportować hurtowo.

Dodawanie nowych serwisów (jak już dojdziemy, gdzie ten Remote Key ...) i zarządzanie nimi jest raczej proste i przejrzyste.

 


Czytanie również jest przyjemne, bo wpisów mamy o wiele mniej.
Dodatkowo można wybrać zakres czasowy (np. 6 godzin, dzień, 3 dni...), który będzie uwzględniany przy przygotowywaniu pakietu nowości do czytania.

Jak Cadmus to robi? Dokładnie nie wiadomo, ale chodzi głównie o odfiltrowanie "szumu" i pogrupowanie powiązanych wpisów.

Algorytm jest stale udoskonalany, a moje wrażenie jest raczej pozytywne...
Rzeczywiście Cadmus potrafi prowadzoną przez kilka osób dyskusję przedstawić jako czytelny dialog.

Zniknęło też dużo "szumu" w postaci różnych wpisów informacyjnych z przeróżnych miejsc. Natomiast mam wrażenie, że żaden ważniejszy dla mnie wpis nie został zgubiony ani zepchnięty na dno. No no...

Jak widać na screenach, pod moją podobizną jako gospodarza jest wyszukany w strumieniu trend.
Dzień dobry... To główny temat rozmów?

To wina jednego z Twitterowych znajomych, który jest bardzo dobrze wychowany (dobrze, że tylko jeden...) i codziennie mówi ... Dzień dobry!
Fakt, trend...

Ale to drobne wpadki sprytnych algorytmów...

A bezpośrednio z interfejsu Cadmus możemy oczywiście wrzucić coś do Twittera, jest Retweet, dodanie komentarza...

Śledzimy więc w serwisie, co się dzieje, albo logujemy się co jakiś czas - dostaniemy wtedy obraz tego, co się działo od ostatniego logowania.

Sprytna rzecz...


20:56, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
środa, 27 stycznia 2010

Kilka dni temu pisałem o serwisie NewsCred, umożliwiającym utworzenie własnego magazynu w sieci, w postaci dość estetycznej strony internetowej, na której wyświetlane są informacje z wybranych przez nas źródeł.

Niby nic nadzwyczajnego - podobne serwisy są już znane, również w języku polskim - na przykład Cafe News.
Wybieramy interesujące nas źródła informacji, ustawiamy jako stronę startową w naszej przeglądarce...

Właśnie, NewsCred jest pomyślany jako serwis z newsami, dobranymi przez nas (no, w ogólnym zarysie - wybieramy źródła, newsy same się uaktualniają...), ale dostępny  dla wszystkich.

Każdy magazyn ma własny adres internetowy, możemy więc nasze dzieło udostępniać znajomym.

W każdym znajdziemy też listę osób, które abonują magazyn, a poniżej - opcję Discover more newspapers!

Po kliknięciu trafimy na wyszukiwarkę, dość prostą niestety. 

Możemy jednak szukać magazynów na interesujący nas temat, a także sprawdzić, że  ich wybór jest dość duży; dokładnie 22 908 dzieł (w trakcie pisania tego wpisu przybyły 2 następne).
Obok każdej pozycji znajdziemy liczbę określającą ilość abonentów danego tytułu. Brakuje mi natomiast rankingu, pokazującego najpoczytniejsze tytuły.

Co nam daje zaabonowanie czyjegoś magazynu?

Po zalogowaniu do serwisu, zobaczymy swoje i abonowane magazyny na rozwijanej liście; można łatwo przeglądać to, na co akurat mamy ochotę.

Klikając ikonę któregoś z autorów, możemy sprawdzić, jakie tytuły są jego dziełem, a jakie obserwuje.


Ja naprawdę zrobiłem swój pierwszy magazyn w kilka minut, nie przykładając się zbytnio, ale serwis NewsCred zainteresował kilku czytelników mojego blogu tudzież znajomych z Twittera i powstało kilka interesujących magazynów, na przykład:

http://webmaster.newscred.com/

http://wimmer.newscred.com/

http://magazyn.newscred.com/

http://studioopinii.newscred.com/

http://azraelk.newscred.com/

jest nawet magazyn dla miłośników esperanto:

http://esperanto.newscred.com/


21:39, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 stycznia 2010

Google Mail to świetna poczta elektroniczna - szybka, z dużą pojemnością konta, dobrymi filtrami chroniącymi nas przed gradem nagród na loteriach i spadków oraz bardzo pewna.
Tak, pewna - jest używana w całym cywilizowanym świecie i kilkadziesiąt minut awarii to wielka afera.

Hm, piękny to ten serwis może nie jest, ani specjalnie "user friendly" - można by coś poprawić. Jednym z pomysłów jest MailBrowser.

Program można ściągnąć ze strony MailBrowser.com i zainstalować - są wersje dla Windows i Mac OS, musimy też wziąć pod uwagę, że współpracuje tylko z przeglądarkami Internet Explorer i Mozilla Firefox.
Oczywiście, twórcy zapowiadają rozszerzenie możliwości i współpracę np. z Chrome - na razie mają kłopoty z bocznym panelem....


A jak to działa? Ciekawie...

Należy podać adres i hasło do naszego konta poczty Gmail.
MailBrowser
ściąga dane z konta (nagłówki + załączniki) - będziemy je mieli na dysku.

Klikamy ikonkę na pasku i pojawia się boczny panel; mamy tu wszystkie nasze kontakty z Google Mail.



Kliknięcie dowolnego "kontaktu" wyświetla informacje na jego temat, razem z ostatnią korespondencją, wykresami pokazującymi aktywność i możliwością dodania tagów czy krótkiej notatki.

Kliknięcie konkretnej wiadomości otwiera okno Gmail z tą właśnie wiadomością.

Z kolei ikonka Add Event... otwiera Kalendarz Google z przygotowanym wstępnie zdarzeniem - wystarczy dodać kilka słów i utworzyć zdarzenie, dotyczące wybranego kontaktu.


Możemy też wyszukiwać i przeglądać załączniki - i to bez połączenia z internetem.


Oczywiście, boczny panel można w każdej chwili schować.
Gdy zamkniemy przeglądarkę, MailBrowser działa w tle; ikona jest widoczna w zasobniku systemowym.

Opcje udostępniane przez MailBrowser są dość ciekawe; na razie "podłączyłem" moje konto testowe i przyglądam się aplikacji.
Można podać dane kilku kont Gmail i przełączać się między nimi. Twórcy zapowiadają współpracę z innymi przeglądarkami, kontami pocztowymi, serwisami typu Facebook czy Twitter... 

21:23, one.jack
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 stycznia 2010

Widząc w jednym z serwisów duże zainteresowanie stroną BabelXL.com spodziewałem się, że być może ktoś przełamie hegemonię Google i jego Tłumacza; doceniam robotę Google, ale poważna konkurencja na pewno by się przydała.

Niestety, BabelXL korzysta z tego samego źródła, co większość sieciowych serwisów, wspomagających tłumaczenie, z tymi samymi błędami.
Cóż więc nowego?

Ogólnie mówiąc - serwis jest wygodny.
Wklejamy tekst w okienko, serwis automatycznie rozpoznaje język, klikamy klawisz wybierając jeden z czterdziestu kilku języków wynikowych i w dolnym oknie pojawia się googlowe tłumaczenie.

Jeżeli klikniemy następne języki, pojawią się następne tłumaczenia, widoczne na jednej stronie - dobry pomysł.
Tu widzimy trzy - na hindi, czeski i polski.

Innym dobrym pomysłem jest możliwość zapisu tłumaczenia jako pliku PDF lub Worda - o, tego mi czasem brakowało w orginalnym Google Translate.

Można też zażyczyć sobie wyświetlenia na ekranie wirtualnej klawiatury ze specyficznymi dla danego języka dziwactwami, czyli różnymi ł, ż, ź, ó czy innymi umlautami.
Przydadzą się, gdy tekst do przetłumaczenia będziemy wprowadzać "z palca". 

Dość przydatne w sumie.
Nie wiem tylko, po co opcja search the web, prowadząca do (ciekawej swoją drogą) wyszukiwarki Keitor.

Zdaje się, ze to dzieło tego samego programisty, więc tak, przy okazji...


20:44, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010

EarthTunnel - serwis z cyklu "nie wiadomo dokładnie, po co, ale fajny pomysł".

A więc - zaplanowana jest trasa tunelu o długości 35.500 km.
Czemu tyle? Podobno to długość trasy podróży dookoła świata.

Co prawda już Eratostenes (dla informatyków - ten "od sita") w 230 roku p.n.e. obliczył długość obwodu Ziemi z niewielkim błędem i pamiętam ze szkoły, że wynosi ona około 40.000 km, ale nie marudźmy - może tunel idzie na skróty.

Tunel zaplanowany, a ściany będą wyłożone przesłanymi przez internautów fotografiami.

Idziemy sobie tunelem, posługując się klawiszami kursora. Po prawej i lewej mamy zdjęcia, możemy się obrócić i przyjrzeć ścianom.

Przesłanie zdjęcia jest proste - wypełniamy mały formularz, wybieramy wielkość, jaką zdjęcie będzie miało na ścianie, dodajemy opis i przesyłamy.
Umieszczenia zdjęcia w tunelu zajmuje jednak ekipie serwisu do godziny czasu; wiadomo, trzeba wydrukować, zejść do tunelu, nalepić....

Przesłałem, co miałem pod ręką; życzenia noworoczne - pocztówkę sprzed 3 lat, ale życzenia nadal aktualne.
Wyszło trochę małe; chwilowo dostępne są tylko dwie wielkości zdjęć na ścianie, 100x100 i 200x200 pikseli.

Trudno, doślę jeszcze kiedyś zdjęcie...

Po kliknięciu w konkretny obraz obejrzymy go w powiększeniu, możemy też zaznaczyć, że nam się podoba. Niektóre zdjęcia pań na ścianach bardzo się internautom podobają...

Każde zdjęcie wydłuża tunel - ma on w tej chwili 266 metrów i składa się z 730 zdjęć.

A przelicznik: 1 piksel=1 cm. Jeszcze trochę zdjęć się zmieści.

Serwis PDFmyURL.com spełnia jedną funkcję - zapisuje  stronę internetową o podanym adresie w postaci PDF.


Czyli - wpisujemy adres, klikamy ikonkę ze stylizowaną literą P i ściągamy na dysk plik PDF.

Stronka, jak widać, została zapisana w formacie PDF z grafikami, linki działają - proste i przydatne.


No właśnie - czy przydatne...

Pozornie - po co nam strona w formacie PDF?
W praktyce okazuje się, że jednak czasem się przydaje - czy to żeby komuś przesłać w tej postaci, czy nagrać na PenDrive...
Czasem się zdarza, że nie mamy dostępu do internetu i własnego blogu, bo np. dostawca robi konserwację czy usuwa awarię, a coś jest nam pilnie potrzebne - bywało tak, pamiętam... 

21:21, one.jack
Link Komentarze (4) »
środa, 20 stycznia 2010

NewsCred nie jest nowym serwisem, ale niedawno został odświeżony i reklamuje się hasłem zachęcającym do złożenia swojego własnego wydania gazety w 5 minut. Prawdę mówiąc, zajęło mi to 3 minuty, a zabawa jest dość fajna.

Nie dość, że nasze wydanie jest ładne, kolorowe i za darmo, to jeszcze jest na bieżąco aktualizowane – marzenie każdego dziennikarza…

No to – do dzieła:

  • Zakładamy konto i tworzymy nowe pismo, podając jego nazwę (polskie litery obsługiwane – to na plus…) i pierwszą część adresu internetowego według schematu naszanazwa.newscred.com,
  • Klikamy Create Your Newspaper,
  • Teraz wybieramy tematy, które nas (naszych czytelników?) interesują; po lewej mamy spis głównych tematów, w centrum – konkretne tematy do zaznaczenia.

Wybierzemy wieści ze świata, dorzucimy trochę polityki, technologii … i już.

No ładnie.
Tak, ładnie – wiadomości są świeże, na ogół sprzed kilku godzin czy kilkunastu minut. Pobierane są ponoć z 2.500 źródeł - do wyboru.

Oczywiście – wiadomości są „klikalne”, poszczególne tematy można usuwać czy zmieniać ich kolejność, a także dodawać nowe tematy.

Również jako RSS z jakichś zacnych źródeł.

Ba, można nawet napisać „wstępniaka” (opcja Editorials)…

Cały nakład możemy oczywiście rozesłać znajomym – na przykład poprzez Twitter.

Lub podać ustnie - pamiętamy przecież, że nasze czasopismo (hm, raczej magazyn online…) ma swój adres internetowy.

wiescizsieci.newscred.com

Dopisane po 2 godzinach:

Pojawiają sie już nowe magazyny:

http://azraelk.newscred.com/

18:13, one.jack
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3