piątek, 20 listopada 2009
Bettween - bardzo pożyteczna i trochę niebezpieczna usługa dla użytkowników Twittera. O co chodzi? Proste (dla twitterowców). Wpisujemy dwie osoby (ich nicki w Twitterze...), których "rozmowę", czyli wymianę zdań w serwisie chcemy prześledzić.
Serwis podsuwa szereg propozycji, ale czytanie konwersacji pomiędzy Perez Hilton a Demi Moore wydało mi się mało zajmujące, a więc...
Pozwoliłem sobie zamieścić fragment rozmowy ze znajomym, ponieważ nikt rozsądny nie prowadzi za pośrednictwem Twittera poufnych rozmów; z założenia cała konwersacja odbywa się publicznie i może być śledzona (czy też odtworzona) przez kilkadziesiąt milionów użytkowników. A czemu napisałem, ze serwis Bettween jest trochę niebezpieczny? Pisałem kiedyś o serwisie muzycznym Charts.fm - fajnym miejscu do słuchania muzyki.
Super - a co my z tego mamy? Mamy ładnie zrobiony serwis, gdzie kilkoma kliknięciami możemy ułożyć własną listę przebojów, bazującą na listach TOP... muzyki nadawanej przez 2515 stacji w interesującym nas przedziale czasowym. A potem już leci muzyka; muzyka leci z głośnika, na ekranie - klip, a pod spodem zakładki z biografią artysty, słowami piosenki, listą stacji, które nadają jego utwory... Wkrótce ma być też dyskografia. Listy utworów - nasze lub innych użytkowników - możemy wkleić na stronę blogu czy serwisu Facebook.
czwartek, 19 listopada 2009
Czas leci nieubłaganie - na tą głęboko filozoficzna refleksję naprowadziło mnie nie spojrzenie w lustro, lecz na stronę serwisu WorldClock, o którym kilka dni temu pisał MakeUseOf.com. W zasadzie jest to zegar, na tyle miły, że przestawił się błyskawicznie na czas obowiązujący w mojej pięknej ojczyźnie.
Zegar pokazuje nie tylko czas, ale cały szereg danych statystycznych, zmieniających się z upływem sekund. Dane pochodzą z dość wiarygodnych źródeł: m. in. WHO, CIA Factbook czy US Census Bureau.
oraz kilkadziesiąt innych wskaźników, na ogół kojarzących się negatywnie i nieprzyjemnie szybko rosnących... Na górze strony są przyciski, pozwalające wybrać zakres czasowy - a więc podawane są dane roczne, miesięczne, tygodniowe i dzienne. Ciekawa rzecz, skłaniająca do refleksji.
niedziela, 15 listopada 2009
Soundboard.com - w zasadzie nic wielkiego, serwis z dźwiękami. Różnorodnymi.
Dźwięków trochę jest - ponad 200 tysięcy. Przyjrzałem się tylko pobieżnie serwisowi, ale widać, że jest dość rozbudowany.
Duke Nukem ... Duke i jego słynne powiedzonka.
Dźwięki czy całe ich zestawy możemy zamieszczać na stronie - do wyboru jest 10 efektownych modeli odtwarzaczy.
A to przykład: SoundBoard jest też obecny w serwisie Facebook - przyjrzymy się dokładniej. Ale najpierw - do Szczyrku, pooddychać górskim powietrzem (sali konferencyjnej...); za trzy dni wracam.
sobota, 14 listopada 2009
Obama-Weather - zabawny serwis pogodowy. Po wejściu na stronkę widzimy pięciodniową prognozę pogody. Nie musimy męczyć się czytaniem o izobarach i frontach - wystarczy rzut oka na prezentera.
Domyślnie prognozę przedstawia nam postać Baracka Obamy, ale możemy zażyczyć sobie innego prezentera - do wyboru Angelina Jolie, Dr. Gregory House, Bruce Lee i niejaki Bender - postać bliżej mi nieznana.
Dane o pogodzie pochodzą z serwisu weather.com. Udało mi się przekonać Obama-Weather do podawania stopni według przyjętej w Polsce skali, ale niestety prognozę podaje tylko dla Warszawy (sam wykrywa nasze położenie... niestety, niezbyt dokładnie). Udało mi się też wysłać Angelinę w cieplejsze okolice.
Aha, jest jeszcze opcja zen-report - the most laconic weather report in the world; dla Warszawy brzmi: Now the weather is spartan...
piątek, 13 listopada 2009
Serwisy umożliwiające przesyłanie dużych plików przydają się często - większość skrzynek pocztowych załamuje się przy plikach rzędu 5-6 MB, czyli tyle, ile ma jedno zdjęcie w wyższej rozdzielczości. SizableSend.com to jeden z nowszych serwisów tego typu i dość wygodny.
A czego wymaga?
Proste...
Taaak, czas jakby nie nasz - nie robiłem tego o 3:35... Jak widać - proste.
czwartek, 12 listopada 2009
Niedawno pisałem o serwisie OnlineOCR, czyli aplikacji "czytającej" zeskanowaną stronę tekstu i przesyłającą ją do nas w postaci pliku tekstowego .doc OnlineOCR ma ograniczenia, dotyczące ilości przesyłanych plików - tak zupełnie za free to możemy przesłać tylko 5 plików do konwersji.
Przede wszystkim - serwis jak na razie jest za darmo, bez limitu przesyłanych do konwersji dokumentów! Co dla nas ma pierwszorzędne znaczenie, NewOCR czyta dokumenty w 29 językach, w tym po polsku. Nie wymaga rejestracji czy innych zabiegów - po prostu przesyłamy z dysku plik w formacie JPEG, PNG, GIF, BMP, TIFF (również wielostronicowe), o wielkości do 5 MB, wybieramy język dokumentu, a potem ściągamy na dysk treść dokumentu w formacie DOC lub TXT - do wyboru. Można przesłać również plik w formacie PDF - wielostronicowy, do 20 MB... super. Właśnie miałem taki plik - magazyn w.NET w formacie PDF, z lutego 2008 - archiwalny egzemplarz, jeszcze Paweł Wimmer to pisał, biały kruk...
Przesyłanie trwało dłuższą chwilę, ale potem już poszło. Po prawej stronie widzimy podgląd dokumentu - to akurat czwarta strona PDF. Serwis poradził sobie nieźle - co prawda każdą stronę konwertuje oddzielnie, to znaczy - należy wybrać stronę i kliknąć Repeat Recognition, a tekst nie był w 100 procentach poprawny (mylił literki ć i d), ale jak na darmową usługę ne jest źle. Zamieszczam fragment:
Trzeba go będzie przy okazji przetestować na skanach, bo takie opcje są mi dość często potrzebne, a program do OCR kosztuje. Po co przepłacać?
środa, 11 listopada 2009
Chodzi o znajomych "twitterowych". Pokazuje zapewne na podstawie wpisanych przez użytkownika danych o lokalizacji, co nie zawsze musi być prawdą; ja sam niedawno wróciłem z Iranu, jeden ze znajomych dalej tam siedzi. Cieplej po prostu. Wystarczy wpisać swoją twitterową nazwę, serwis wyśledzi naszych znajomych i pokaże ich na mapce:
Mapka jest pożyczona od Google, więc można ją oczywiście przybliżać i oddalać.
Ja tam połozenie swoich znajomych mógłbym od biedy zapamiętać, ale niektórzy mają ich znacznie więcej. Oczywiście możemy podać nazwę dowolnego użytkownika Twittera i zobaczyć jego kontakty. Przy większej ilości znajomych serwis pokazuje kilkudziesięciu, a następną porcję po kliknięciu na Show more...
wtorek, 10 listopada 2009
Chwilowo nikt nie wpadł na pomysł odcięcia z okazji święta dostępu do internetu, coby ludzie nie przeglądali niestosownych w takim dniu stron, możemy więc poświętować weselej i posłuchać muzyki. Ibizaah! to raczej wesoły serwis - widać to już po wystroju strony. A pomysł - prosty jak disco-polo: bawimy się w DJ-a, puszczając muzyczki z dwóch odtwarzaczy. Mamy dwa ekrany z klipami, pod każdym ekranem jest wyszukiwarka.
Tworzymy dwie listy i lecimy z muzyką - na obu ekranach śmigają klipy z muzyką, a my możemy je zatrzymywać, puszczać oraz miksować suwakiem pod ekranami. Miksowanie Człowieka z La Manczy oraz melodii z dyskotek Ibizy daje trochę rozrywki. Dobra rzecz dla DJ-a amatora na imprezę: można załadować przygotowaną wcześniej listę przebojów z naszego konta (z cudzego też...) na YouTube. Po zalogowaniu do Ibizaah! - co wymaga uzyskania zaproszenia - do przygotowanych w tym serwisie list mamy dostęp z każdego komputera podłączonego do sieci, możemy więc śmigać po świecie, puszczając muzykę na imprezach. Byle komputer nie był ubiegłowieczny, bo do odtwarzania dwóch klipów równocześnie trzeba mieć trochę megaherców. No więc śmigamy na imprezie, ale stanie przy komputerze może być trochę nudne - jeśli mamy jakieś towarzysko/konsumpcyjne plany, włączamy Auto DJ - niech nas zastąpi. Automat będzie miksował utwory z obu list, wyciszając kończący się utwór i startując utwór z drugiej listy. Aha, gdy jakaś blondynka nie zwraca uwagi na DJ-a, czyli na nas, wciskamy guzik Siren i podkręcamy wzmacniacz na maksa. W razie czego - za całość odpowiada Miguel Hernandez -Creator of Ibizaah!, wesoły gościu... nie, nie z Ibizy - z Kanady.
Dopisane po 23-ciej: W odpowiedzi na pozdrowienia i uznanie dla serwisu Ibizaah!, Miguel odpisał: Thanks Jacek! Mówiłe, że miły facet...
poniedziałek, 09 listopada 2009
Image Exchange to prosty, ale bezproblemowy serwis ułatwiający wymianę plików graficznych - na ogół będą to oczywiście zdjęcia. Dlaczego bezproblemowy? No cóż, lubicie zakładać konta, akceptować zasady regulaminu, wymyślać hasła, przepisywać chore na reumatyzm literki i podawać swoje adresy, a potem klikać linki aktywacyjne, to idźcie założyć konto na Flickr.com. Po prostu - wybieramy z dysku zdjęcie i przesyłamy do serwisu;
Jeśli mamy ochotę, możemy dodać kilka tagów oraz wybrać kod, który posłuży do ewentualnego usunięcia zdjęcia z serwisu; gdy zostawimy to pole puste, kod zostanie wygenerowany losowo.
Gotowe - widzimy nasze zdjęcie plus różne różności; miniaturę, statystyki (ile razy je oglądano), link, kod do wklejenia na stronkę, kod do usunięcia zdjęcia... Możemy przeglądać zdjęcia przesłane przez innych użytkowników, wyszukując je według tagów; tu tag jaguar:
Kliknięcie konkretnego zdjęcia prowadzi do powiększonego obrazu z wszystkimi dodatkami - prócz kodu usunięcia; to nie nasze zdjęcie.
Ciekawą opcją jest możliwość przesyłania większej ilości spakowanych zdjęć - zostaną wtedy umieszczone w albumie:
Serwis - jak już wspominałem, bezproblemowy - nie nakłada ograniczeń na ilość przesłanych plików (akceptowane formaty to JPG, JPEG, GIF i PNG oraz oczywiście ZIP), natomiast wielkość jednego pliku nie powinna przekraczać 2 MB. |
Archiwum
Ostatnie notki
My first clip on 12seconds.tv Wowzio grab this · electronics blog |