Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
sobota, 05 marca 2016

Nie każdy ma dość zdolności plastycznych, aby zrobić estetyczny plakat, fotomontaż, kolaż czy kartkę pocztową. W takich przypadkach przydać się może FotoJet .

W serwisie znajdziemy wiele szablonów na różne okazje; plakaty, kartki świąteczne, życzenia, zabawne fotomontaże, formatki pozwalające zrobić efektowny baner do naszego konta w serwisie Facebook...
Jest tego dużo i w pierwszej chwili trudno się połapać, ale wystarczy się rozejrzeć; okazuje się, że poszczególne projekty są dość czytelnie poukładane.

Ashampoo1_

Zacząłem się właśnie rozglądać za jakimś szablonem kartki świątecznej - Wielkanoc blisko... FotoJet oferuje kilkanaście szablonów, które można dowolnie modyfikować; wstawiać zdjęcia, tekst, zmieniać tło, dodawać różne ozdobniki ...

Na przykład wielkanocnego zająca (czemu akurat zając jest symbolem Świąt Wielkanocnych, tego nawet serwis nie wyjaśnia...).

Ashampoo_Snap_2016.03.05_20h26m35s_005_

Tu drobna uwaga. Serwis udostępnia wszystkie szablony za darmo, ale aby skorzystać z niektórych, należy założyć konto. To nie boli (założyłem...) i zajmuje dosłownie minutę.

Bawiąc się dalej znalazłem całą sekcję, w której możemy wstawić swoje szlachetne oblicze na okładkę czasopisma. Tu również wybór jest duży.

Po chwili wahania  (hm... może Playboy? Time?...) zdecydowałem się na Forbes...

Ashampoo3 Forbes_

Oddzielna, rozbudowana sekcja to kolaże - w najróżniejszych układach...

Ashampoo2 collage

FotoJet sprawia raczej dobre wrażenie - wszystko robi się łatwo i bez potrzeby czytania skomplikowanych instrukcji, a serwis pomaga, jak umie...

 

21:09, one.jack , Grafika
Link Komentarze (8) »
wtorek, 30 czerwca 2015

Recast.fm  to takie radio internetowe w zasadzie. 

Po czym poznałem?
Bo klikamy na ikonkę i gra muzyka. Co ważniejsze - gra niezła muzyka, ale... bez reklam, zapowiedzi, podawania niepotrzebnych mi w danej chwili informacji i tego wszystkiego, co nam czasem przeszkadza w słuchaniu radia.

Jednym słowem - gra muzyka i tyle. Aż tyle.

W dodatku do wyboru mamy szereg stacji, każda o innym profilu nadawanej muzyki.

Po najechaniu na ikonę danej stacji wyświetla się gatunek najczęściej granej muzyki.

Ashampoo_Snap_2015.06.30_19h43m46s_001_

Wybieramy którąś ze stacji - na przykład BBC 6 Music.

Widzimy krótki opis, graficzne przedstawienie "spektrum" granej przez stację muzyki oraz przycisk opisany Start Station

Ashampoo_Snap_2015.06.30_19h48m11s_002_BBC 6 Music on Recast - Google Chrome

Klikamy przycisk i leci... no właśnie.
Leci playlista, czyli zestaw utworów lansowanych aktualnie przez daną stację, ale - jak wspomniałem - bez żadnych przeszkadzajek. Czysta muzyka - super!

Na dodatek utwór, który nam się nie podoba, można pominąć.

Sam pomysł podoba mi się, mam tylko pewne wątpliwości, czy serwis długo będzie tak ładnie grał. Muzyka bez reklam? Kto to widział???

Czyli warto póki co korzystać... 


Tagi: muzyka
20:26, one.jack , Muzyka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 23 czerwca 2015

Litenin - prosty czytnik kanałów RSS, którego największą zaletą jest to, że... jest prosty. A przy tym "lekki" i szybki - ponoć nieźle się sprawdza na słabszym sprzęcie.

Litenin rzeczywiście nie poraża wyglądem; żadnych ikonek, ozdobników, jest za to okienko, gdzie można wkleić adres RSS pożądanego serwisu.

Ashampoo_Snap_2015.06.23_17h44m49s_001_

Zaabonowałem dwa serwisy - Lifehacker i wiadomości Gazety.
Były problemy, owszem - najtrudniej było znaleźć link do kanału RSS na stronach serwisów.
Popularne polskie serwisy jakoś niechętnie je udostępniają - np. na stronie Antyweb.pl nie udało mi się znaleźć...

No i proszę - mamy "zajawki":

Ashampoo_Snap_2015.06.23_18h09m19s_002_

Czytnik rzeczywiście nie sprawia problemów, chociaż na "normalnym" sprzęcie brakuje nam podstawowych funkcji i wolę oczywiście np. Feedly.

Ale do prostego przeglądania...

Ashampoo_Snap_2015.06.23_18h09m58s_003_

Oczywiście kliknięcie tytułu otwiera właściwy artykuł - na osobnej karcie przeglądarki.

 

Tagi: RSS
18:39, one.jack
Link Komentarze (4) »
środa, 19 listopada 2014

Znacie Spotify? Taki serwis z nagraniami muzycznymi, można słuchać, wyszukiwać wykonawców, układać listy ulubionych nagrań... Fajna zabawa.

Niedawno pojawiło się ciekawe narzędzie, dzięki któremu przeglądanie i wyszukiwanie nagrań muzycznych stało się jeszcze ciekawsze - Artist Explorer

Pod powyższym adresem wita nas wiecznie żywy Elvis i jego dziesięciu kumpli - wykonawcy, którzy zdaniem serwisu śpiewają w podobnym stylu: 

AE 1

Czy Sinatra i Cash to wykonawcy podobni do Króla, to sprawa drugorzędna...
Ważniejsze, że serwis jest przyjemnie interaktywny: gdy umieścimy wskaźnik myszy nad którymś wykonawcą, słyszymy fragment jednego z jego przebojów.

Co więcej, po kliknięciu w kółko z podobizną dowolnego wykonawcy, pojawi się następnych dziesięciu wykonawców, oczywiście stylowo podobnych do naszego wybrańca... 

AE 2 Cash

Warto zerknąć na panel po prawej stronie. Jest tam m. in. suwaczek, którym możemy ustawić, ilu "kolegów" będzie wyświetlanych (domyślnie dziesięciu...).

Pod nazwiskiem wybranego wykonawcy umieszczono wskaźnik jego popularności - nie wiem, jak to określono, być może na podstawie liczby odtworzeń jego utworów.

Na górze strony jest wyszukiwarka. Można szukać po nazwisku wykonawcy albo według gatunku muzyki; wybór dość spory.

AE 3

Oczywiście można się bawić dalej, "serfując" po wyświetlanej przez serwis liście wykonawców. Ponieważ za każdym razem gra "muzyczka" skojarzona z danym wykonawcą, zabawa jest dość przyjemna.

AE 4

Chociaż malkontenci narzekają, że z polskimi wykonawcami nie zawsze jest dobrze; konkretnie, że lista "podobnych" jest dość chaotyczna...

Sprawdziłem wyrywkowo: Krawczyk jest, Trzy Korony obecne (leci "Port"...), Mela jest, Myslovitz gra... Ogólnie biorąc - nie jest źle.
A czy "podobni" są podobni... eeee, mnie to nie przeszkadza.

A ponieważ serwis jest "powiązany" ze Spotify, kliknięcie w wyświetloną w prawym panelu listę utworów otwiera Spotify  właśnie...

Spróbujmy z Buddym:

AE 5

I już gramy cały zestaw:

AE 6

 

Tagi: muzyka
18:29, one.jack , Muzyka
Link Komentarze (24) »
wtorek, 11 listopada 2014

Na stronce The Internet Arcade  niektórzy, co starsi czytelnicy mojego blogu mogą sobie przypomnieć wspaniałe czasy, gdy gry były proste i wciągające. 

W serwisie znajdziemy około 900 tytułów gier co prawda nie pierwszej świeżości - ponoć z lat 1970 do 1990 - ale wiele z nich było prawdziwymi przebojami, katowanymi "na automatach", lecz również na Atari, Commodore, Spectrum i co tam wtedy jeszcze kto miał (w Millipede akurat grałem na klubowym Amstradzie...).

W te wszystkie gry możemy zagrać w przeglądarce.

Wybierzmy jedną - są uporządkowane alfabetycznie:

Arcade1

Następnie naciskamy Spację, komputer chwilę coś mieli i wyświetla informację o grze:

Arcade1-1

Teraz klikamy Run pod obrazkiem i możemy grać.

Co prawda menu jest "automatowe" i domaga się wrzucenia monety...

Zamiast wrzucić monetę wciśnijcie 5 (należność możecie ewentualnie przesłać mi na konto), następnie 1 aby wybrać opcję "Player 1" i teraz naprawdę możemy grać.

Sterowanie to na ogół klawisze kierunków ("strzałki") tudzież Spacja, Ctrl i Alt - czyli różne strzały czy rzuty.

Arcade1-2

Niestety... Są dwa "niestety":

  1. emulacja gier jest pozbawiona dźwięku, a więc gramy w ciszy. Co prawda muzyczki w grach nie były zbyt rozbudowane, ale - jak dla mnie - brak muzyczek i automatowych odgłosów odbiera mi znaczną część przyjemności z grania...
  2. No cóż... To już nie te czasy i nie te wrażenia, gdy siedziało się godzinami nad komputerem i strzelało do obcych... To se ne vrati...

Ale... Możemy chociaż pokazać dziecku, co to było Millipede:

Arcade2

Nawiasem mówiąc tak sobie przeglądam te gierki, wybór bogaty - są strzelanki, można kogoś skopać w Kung Fu Master  czy nawet zagrać w koszykówkę (Super Basketball)...
Gdybyż jeszcze ten dźwięk... (coming soon).

Tagi: games
17:10, one.jack , gry
Link Komentarze (6) »
piątek, 31 października 2014

5iler  to dość ciekawy notatnik; prosty, acz trochę nietypowy.

Przede wszystkim - żadnych haseł, loginów potwierdzania adresu e-mail - to mi się podoba. Po prostu wchodzimy na stronkę, klikamy Use the web app  i...

5iler 1

Wygląda to trochę jak program do sprawdzania monitora, ale nie dajemy się zwieść. W przebłysku inteligencji odkrywamy, że te kolorowe kolumny z napisami Ideas, Random, Today, Learn i Private to zapewne strony notatnika właśnie.

Po prostu  Sid Yadav stwierdził, że notowanie na wielu stronach, w różnych folderach i zakładkach jest niepraktyczne i wymyślił inny system: 5 kolumn, widocznych równocześnie na ekranie. Trudno się zgubić...

Klikamy Today  - pozostałe kolumny odsuwają się skromnie na bok i możemy zanotować, co też dzisiaj należałoby zrobić: 

5iler 2

Po zaznaczeniu dowolnego fragmentu pojawia się menu formatowania:

5iler 3

Jeśli nie odpowiadają nam nazwy nadane przez Sida, możemy je zmienić:

5iler 4

Fajnie, ale co z zapisywaniem naszych notatek?

Domyślnie nasze notatki zapisywane są w pamięci podręcznej przeglądarki. Czyli siadając do innego komputera nie mamy dostępu do notatek, a po wyczyszczeniu pamięci przeglądarki - fruuu!

Na szczęście od wersji 1.2 mamy możliwość synchronizacji zapisów za pośrednictwem serwisu Dropbox (po raz któryś z kolei polecam ten popularny serwis każdemu, kto go jeszcze nie używa...).

Mamy możliwość... Taaak... Tylko jak to zrobić? 

Poklikałem sobie trochę - żadnego pliku pomocy, widać Sid liczył na przenikliwość użytkowników... W końcu mignęła mi jakaś podpowiedź i okazało się, że po wciśnięciu kombinacji Ctrl + E  mamy dostęp do kilku ostatnio dodanych opcji:

5iler 5

Można włączyć synchronizację poprzez Dropbox, jak również - jak się okazuje - używać przydatnych skrótów klawiaturowych (na przykład przełączać się pomiędzy kolumnami naciskając Ctrl oraz klawisze 1 do 5).


poniedziałek, 27 października 2014

Planleaf to ciekawe narzędzie do zarządzania prostymi projektami, przydzielania zadań i informowania o postępach.

Dlaczego ciekawe? 

Ciekawy jest sam pomysł: najczęstsze rozwiązanie to przekazywanie zespołowi informacji za pośrednictwem dostępnej dla każdego członka zespołu strony lub współdzielonego pliku.
W tym wypadku czegoś takiego nie ma - informacje są przesyłane za pośrednictwem wiadomości e-mail, a rozwiązane to jest w sposób prosty i elegancki.

Jeśli do tego dodamy, że serwis nie wymaga ani opłat, ani nawet jakiejkolwiek rejestracji, główną wadą wydaje mi się trochę nietypowe podejście do tematu... Ale gdy już zrozumiemy, o co chodzi, sprawa jest prosta.

Na stronie Planleaf.com znajdziemy kilka, dosłownie kilka prostych zasad przekazywania informacji.   Przeglądamy i... możemy zaczynać.

Podstawowa rzecz: informacje, co, kto i kiedy ma zrobić przekazujemy za pomocą wiadomości e-mail. Wiadomość musi spełniać trzy warunki:

  1. adresujemy ją do każdego z członków zespołu,
  2. w polu DW (czyli "Do Wiadomości") albo (w przypadku programów pocztowych anglojęzycznych) CC  wpisujemy adres tasks@planleaf.com,
  3. w treści wiadomości używamy kilku prostych reguł składni, o których poniżej.

Oczywiście pokażę na przykładzie, o co chodzi.

Oto moja wiadomość e-mail do jedynego współpracownika, Jacka Mońko, z zadaniami na najbliższe dni:

Planleaf 1

A reguły składni?

Przede wszystkim - każde zadanie poprzedzamy myślnikiem: -

Przydzielając komuś zadanie, poprzedzamy nazwę wskazanego "małpką": @

A określając czas wykonania, możemy to zrobić na kilka sposobów, np:

(Monday), (Wed), (Friday)
(Next Thurs), (tomorrow), (next week)
(July 5th), (July 7), (August 2015), (4/22/2016)
(Tomorrow @ 5pm), (Next Monday at 1pm), (Thursday at noon).

Ja wysłałem wiadomość.
W rezultacie ja, i mój zespół dostajemy e-mailem taką listę: 

Planleaf 2

Co ciekawe, ta lista jest "klikalna"...

Kawę już kupiłem.
Klikam odpowiedni kwadracik i generowana jest odpowiednia wiadomość; wystarczy wysłać i dostajemy zaktualizowaną listę: 

Planleaf 3

Fajne...

Więcej opisywać nie będę, bo - po pierwsze - prawie wszystko już wiecie.

A po drugie, opisywanie (i czytanie opisu) zajmuje więcej czasu, niż zabawa z serwisem Planleaf... 

Do poważnych rzeczy w korporacji się nie nadaje, ale dla małego zespołu pracującego np. nad serwisem internetowym, organizującego wycieczkę czy realizującego inny prosty projekt - w sam raz...

Na stronie znajdziemy informację, że Planleaf współpracuje z następującymi programami pocztowymi i systemami:

Gmail (Chrome, Firefox, IE 9+, Android, iOS)
Outlook 2007, 2010, 2013
BlackBerry OS 7, 10 (Q10, Z10 etc)
Android 3+ native email app
iOS 5+ native email app 

 

czwartek, 23 października 2014

Internet - jedni mówią, że to wspaniałe źródło wiadomości, inni - że ściek.

Każdy z nas klika czasem w sensacyjne linki do artykułów informujących nas dokładnie, z ilu pięter spadł Chińczyk i dlaczego przeżył, albo które ramiączko zsunęło się znanej aktorce na czerwonym dywanie. Każdy normalny (piszę tak, bo ja czasem klikam...).

Ale często mamy dość i chcielibyśmy przeczytać coś rzeczywiście ciekawszego, a nie to, co dorabiający weekendami dziennikarz uzna za ciekawe dla targetu.

Takich serwisów z przesianymi różnymi metodami informacjami jest mnóstwo - różne diggy  i wykopy na przykład. Dziś o dwóch nieco innych, opartych na podobnym, prostym pomyśle.

Dostajemy zestaw artykułów (choć nie tylko), które użytkownicy pewnych popularnych serwisów uznali prywatnie za ciekawe i warte przeczytania. 

Readability Top Reads   to oczywiście zestaw "hitów" wybranych przez użytkowników Readability, prostej usługi ułatwiającej czytanie artykułów na stronach internetowych.  
Jeśli nie używacie Readability - zachęcam. Wystarczy jedno kliknięcie, a otrzymujemy tekst wybranego artykułu pozbawiony wszelkiego typu ozdobników, reklam i tym podobnych przeszkadzajek - nic, tylko czytać.
Nawiasem mówiąc używam aktualnie z przeglądarką Chrome podobnej usługi - Clearly.

A na stronie Readability Top Reads znajdziemy artykuły, które były ostatnio najczęściej czytane...

AA readability1

Jak widać wszyscy pasjonują się Inboxem...

Kliknięcie w wybrany artykuł otwiera go na oryginalnej stronie - trochę jakby bez sensu, skoro to Readability, ale otrzymujemy oryginał...

Można sobie zażyczyć wyboru artykułów z ostatnich 24 godzin, najświeższych (last hour) czy też z ostatnich 7 dni.

Jest również możliwość zapisania "na później" - a więc typowa usługa Readability, która wymaga założenia konta, jeśli jeszcze nie macie - lub też podzielenia się linkiem ze znajomymi.

AA readability2

Jeśli nawet nie korzystacie z Readability, to Pocket na pewno kojarzycie...
Nie mówcie, że nie, bo będę musiał jakiś kącik typu "Najbardziej przydatne usługi w Internecie" zacząć prowadzić...

Dla porządku tylko przypomnę, że Pocket służy do zapisywania stron, które nas zaciekawiły. Buszujemy więc sobie po internetowym buszu, znajdujemy ciekawy artykuł, ale długi jest a szef akurat dzwoni - więc klik  i stronka zapisana! Przeczytamy sobie całość wieczorem w wygodnym fotelu...

A strony, które zostały kliknięte przez wiele osób (a więc - jak można się domyślać - ciekawe...), znajdziemy tu: 

PocketHits

AA  pocket3

Tak, nie mylicie się - to konto na Twitterze, a linki w strumieniu prowadzą do "przebojowych" artykułów.

Oczywiście można po prostu dodać PocketHits do obserwowanych - jeśli zaglądacie na Twitter.

Hity z zeszłego roku znajdziemy tu: 

PocketHits2013Sprzed roku - a więc starocie...
Ale ciekawe - na przykład ten o Buffecie (The Buffett Formula — How To Get Smarter) - warto posłuchać miliardera...
 

niedziela, 19 października 2014

SHRTURL  to serwis prosty i... trochę niebezpieczny. Zależy oczywiście od tego, do czego go użyjemy.

To nie tylko moja opinia; jak napisał Time, "Projektant Alexander Griffioen stworzył broń masowego złudzenia."

SHRTURL 1

Sam serwis jest bardzo prosty w użyciu. A co potrafi?

Pozwala zmienić treść dowolnej strony internetowej, pobrać link do tak zmienionej strony i opublikować go lub np. rozesłać do znajomych.

Sprawdźmy na jakimś przykładzie.

Wybrałem jedną z podstron portalu Gazeta.pl, na której jest artykuł mówiący o tym, jak będzie wyglądał nasz świat za 20 czy 30 lat.

Wystarczy skopiować adres tej strony i wkleić w okienko serwisu SHRTURL.

SHRTURL 2

Teraz możemy edytować dowolny fragment treści strony - na przykład nagłówek.
Wystarczy, jak w każdym edytorze, wskazać interesujący nas fragment i zmienić, co nam się podoba.
A raczej - co nam się nie podoba. 

SHRTURL 3

To nie wszystko: można również zmienić dowolną grafikę, na przykład zdjęcie badacza teorii strun, szacownego Michio Kaku:

SHRTURL 4

Wystarczy zaznaczyć wybrane zdjęcie i wkleić link do dowolnej grafiki z internetu. 

Gwiazda NBA będzie pasować?

SHRTURL 5

Co dalej?

Też proste: klikamy Save & Finish,  podajemy swój adres e-mail i otrzymujemy link do zmienionej strony.

Ten link będzie aktywny przez 48 godzin. Takie maleńkie ograniczenie...

A dlaczego uważam, że serwis może generować kłopoty?

Cóż, to chyba jasne... Jeśli zmienimy lekko stronę informującą o przyznaniu nagrody Nobla i poślemy do rodziny link z sensacyjną informacją, że tegorocznym laureatem w dziedzinie ekonomii został wujek Edek, pracujący w banku spółdzielczym, za analizę siły rynku oraz regulacji, z odpowiednim zdjęciem uśmiechniętego wujka - pół biedy. Najwyżej kilku członków rodziny przypomni sobie telefon wujka i zainteresuje się, czy cała kwota jest mu aby potrzebna...

Gorzej, że każdy z nas potrafi wymyślić głupsze dowcipy. A niektórzy - nawet je wprowadzić w życie.... 


17:50, one.jack , Ciekawe
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 października 2014

Sensor Box for Android to prosta, ale ładnie wykonana aplikacja pozwalająca nam uświadomić sobie, że w kieszeni nosimy bardzo zaawansowane technologicznie, wielofunkcyjne urządzenie (nabyte często za przysłowiową złotówkę).

Czyli smartfon.

2014_10_17_11.02.37

Często nie zdajemy sobie sprawy, że nasz smartfon ma kilka czujników, których używa do sobie wiadomych celów.  
Na przykład do obracania ekranu tak, aby obraz był we właściwym położeniu, albo do wyłączania ekranu, gdy zbliżamy smartfon do głowy.

Z tych czujników korzystają różne appki, typu elektroniczne poziomice czy kompasy.

Sensor Box potrafi pokazać, jakie czujniki ma nasze urządzenie i odczytać zmiany stanu.

Główny ekran pokazuje wszystkie wykryte czujniki.

Po wybraniu któregoś z nich możemy sprawdzić, jak reaguje, na przykład bawiąc się akcelerometrem - na ekranie widzimy kulkę, turlającą się w odpowiednią stronę, gdy przechylimy smartfon.

A to zielone coś, Proximity Sensor?

To właśnie czujnik reagujący na zbliżenie do smartfona głowy czy ręki.
Ciekawa animacja... :)

2014_10_17_11.04.18

 

 

 

 

 

Czujnik położenia, często wykorzystywany w grach.

Możemy użyć jako poziomicy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.05.36

 

Czujnik natężenia dźwięku - o, to może się przydać...

"Zobacz, jak się drzesz, aż wskazówka wychodzi poza skalę!" 

Postukałem trochę w obudowę i pogwizdałem, aby rozruszać wykres...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.06.13

O, to ciekawe - sensor pola magnetycznego.

Ciekawe dlatego, że w miejscu, gdzie siedziałem, czujnik pokazywał znaczne zmiany pola magnetycznego... 

Muszę to jeszcze sprawdzić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2014_10_17_11.06.49Przy niektórych czujnikach podawane są dane techniczne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 158