|
niedziela, 29 stycznia 2012
FortySevens (lub inaczej 474747.) to po prostu kolorowy zbiór przydatnych linków do najpotrzebniejszych stron internetowych. Stron jest dość dużo, dla ułatwienia - podzielonych tematyczne, poczynając od serwisów pocztowych, poprzez społecznościowe, informacyjne, pogodowe, edukacyjne, mapy, serwisy o technologiach, dla dzieci, graczy, aż po finansowe. Dodatkowo mamy wyszukiwarkę Google, a tuż obok - linki do najpopularniejszych stron: Oczywiście kliknięcie dowolnej ikonki otwiera odpowiedni serwis. Nie ma zresztą wśród możliwych do wyboru krajów Polski. Serwis FortySevens można oczywiście ustawić jako stronę startową przeglądarki.
sobota, 28 stycznia 2012
QRHacker, wbrew temu, co może sugerować nazwa, nie służy do łamania zabezpieczeń czy włamywania się gdziekolwiek. To po prostu serwis do tworzenia kodów QR, ale takich trochę bardziej przyjaznych dla oka. QR Code - nie mówcie, że nie wiecie, co to jest, no proszę... To po prostu sposób zapisu informacji. Kwadratowe nalepki czy nadruki złożone z czarnych prostokątów rozrzuconych bezładnie na białym tle spotyka się od lat na wyrobach, plakatach, opakowaniach, w prasie czy... w internecie. Może być tam zapisany zarówno link do dowolnej strony, jak i czyjeś dane osobowe czy fragment tekstu. A jak to odczytać? Piszę o tym dlatego, ponieważ dostrzegłem taki prostokąt w jakimś drukowanym dokumencie i pokazywałem kilku kolegom z wykształceniem jak najbardziej technicznym oraz znajomemu adminowi - patrzyli na mnie nie bardzo wiedząc, o co chodzi. A przecież coraz częściej QR Code można zobaczyć nawet na otrzymanej wizytówce. Teraz - do rzeczy... Typowy QR Code nie wygląda specjalnie estetycznie - ot, taka bezładna, czarno-biała kasza. Serwis jest prosty w obsłudze. Tekst wpisujemy w niebieskim polu po lewej stronie i klikamy GENERATE. Wyświetlony zostanie odpowiedni kod. Wpisałem adres tego blogu. W panelu po prawej stronie jest kilka opcji, pozwalających uatrakcyjnić surowy wygląd QR Code. Można na przykład dodać grafikę lub zdjęcie, umieścić je w dowolnym miejscu, a nawet - zmienić jego kontrast, jasność, nasycenie, dorysować coś czy uzyskać lustrzane odbicie obrazu. Możliwości jest więcej: można dodać kolorowy podkład obrazy, zdjęcie w tle, czy też... zaokrąglić krawędzie czarnych prostokącików. Jeśli zabraknie nam konceptu, można przejrzeć galerię przykładów. Nie należy przesadzać z ozdobnikami, gdyż nasz czytnik może mieć kłopoty z odszyfrowaniem zawartości, ale... na przykład QR Code poniżej został odczytany bez problemu: Takie serduszko to nie problem, ponieważ edytor serwisu QR Hacker pozwala edytować poszczególne piksele obrazu Oczywiście gotowy wzór można ściągnąć na dysk i wydrukować gdziekolwiek - na wizytówce, liście czy na koszulce.
czwartek, 26 stycznia 2012
Przeglądając internet, zapewne natrafiliście na charakterystyczne, "odręczne" rysunki z zabawnym komentarzem - rage face. RageMaker to edytor bardzo ułatwiający tworzenie takich "komiksów". Zamiast rysować buźki, korzystamy z gotowego, dość obszernego zestawu oferowanego przez serwis. Ale... jeśli chcecie coś domalować, nie ma problemu. Edytor jest prosty, ale ma chyba wszystko, co w tym wypadku jest przydatne. A więc:
Można nawet dodać dowolną grafikę z dysku lub z sieci: Po prawej stronie widzimy panel, pozwalający zarządzać poszczególnymi elementami, a także ich wzajemnym położeniem; można ustalić, który element jest "na wierzchu"... Obszar roboczy można powiększać, jeśli mamy pomysły na dłuższą historyjkę. Dostępny jest też podgląd naszego dzieła i... kilka innych rzeczy; edytor naprawdę ma wszystko. A gotowy rysunek łatwo zapisać na dysku, w składnicy plików (np. Imgur) czy pochwalić się znajomym.
środa, 25 stycznia 2012
Znajomi z serwisu Twitter często zaczynają "dzień w strumieniu" podając, jaka jest u nich pogoda. Na przykład "W Gdańsku +2 i wiatr uszy obrywa...". Jest to ciekawsze niż słuchanie prognoz fachowców typu "ciśnienie 765 hektopaskali i powoli spada...". Każdy internauta może dać znać, czy u niego 30 stopni w cieniu, czy też akurat utknął w zaspie. Można to zrobić zarówno z urządzeń mobilnych, jak również z komputera stacjonarnego. A więc - mieszkaniec Cieszyna podaje swoją lokalizację, wygląda przez okno i klika odpowiednią ikonkę. Można oczywiście dodać dokładniejszy opis i opublikować na Twitterze albo na innym Facebooku... Metwit wyświetla informacje w odpowiednich miejscach mapy. Każdą z ikonek można kliknąć... ...i dowiemy się, że Mariangela ma lepszą pogodę. No, przebywa też trochę dalej na południe od Cieszyna... Można znaleźć całkiem dokładne i świeże informacje: Taki "spersonalizowany" serwis pogodowy; co prawda bez prognozy "na następne 16 dni", ale takie bajki to nie z nami... A jeśli Mariangela robi z nas balona? Zawsze można ją znaleźć na Twitterze i poprosić o bliższe informacje.
wtorek, 24 stycznia 2012
Hopper pozwala szybko i w prosty sposób zachować coś, co nam się później przyda - fragment tekstu ze strony internetowej, ciekawy link, zdjęcie czy dokument z dowolnego komputera. Działa to jak sieciowy "schowek" i jest dość wygodne. Oczywiście jest wiele sposobów: pendrive, e-mail, zapisanie w jakimś serwisie, a nawet - jako nieopublikowany wpis na blogu. Świetny jest też Dropbox... Hopper jest mniej zaawansowany niż Dropbox, ale też założenie konta trwa kilka sekund - wystarczy wpisać e-mail i wybrane hasło. Spróbować, jak to działa, możesz nawet bez zakładania konta. Strona główna wygląda zachęcająco i opisuje sposób postępowania: można skopiować np. fragment tekstu z dowolnej strony, wejść na stronę Hopper'a i po prostu wkleić zawartość schowka, naciskając znaną każdemu kombinację Ctrl + V: Znalazłem nader ciekawy artykuł naukowy i skopiowałem fragment, a następnie wkleiłem do serwisu: Wyświetlany jest tylko fragment, ale po kliknięciu - cały skopiowany tekst. Można go udostępnić, korzystając z linków: Możesz również zapisać w serwisie zdjęcie czy dokument ze swojego komputera - wystarczy przeciągnąć myszką i upuścić w niebieskim kole na stronie serwisu: Zdjęcie można wyświetlić, skopiować link czy też skasować - jak każdy plik. Serwis ma też wyszukiwarkę - przyda się, gdy mamy więcej zachowanych plików i chcemy odnaleźć ten właściwy. Jeśli chcemy zapisywać linki do stron, warto skorzystać z dostępnej na stronie skryptozakładki - przeciągamy mały przycisk z serwisu na pasek przeglądarki, kliknięcie przycisku zapisuje link do aktualnej strony. Proste i przyjazne. Dopisane wieczorem Po założeniu konta dostałem email od twórcy serwisu Hopper; odpisałem podając adres wpisu na blogu. Podoba mi się ten serwis!
poniedziałek, 23 stycznia 2012
MailDiary.net to taki prosty pamiętnik, zachęcający użytkownika serwisu do pisania i - trzeba przyznać - dość sprytny. Mało kto pisze pamiętniki. Właśnie... Najpierw musimy sobie przypomnieć, że warto coś napisać. No warto - ale jeszcze mam kilka rzeczy ważniejszych, napiszę potem...może... A MailDiary zabiera się do nas sprytnie. Sprawdza pocztę... MailDiary przysyła nam więc wiadomość e-mail typu: ostatni Twój wpis był wczoraj, chcesz coś wpisać w pamiętniczku - po prostu odpowiedz na tę wiadomość. A więc wystarczy napisać kilka zdań "na odczepnego" i kliknąć wyślij - na naszej prywatnej stronie MailDiary pojawi się kolejny wpis. Niestety, na początku te wpisy wyglądały tak: Pisanie pamiętnika bez polskich znaków trochę mija się z celem... Napisałem do autorów strony podając, jakie mam fanaberie (chcę polskie znaki!) - przyszła odpowiedź, że się postarają. I... od wczoraj mogę już pisać o łóżkach czy zżółkłych liściach: Jak widać, można też dodać do "strony pamiętniczka" odpowiednią ilustrację. Każdą wiadomość można też edytować: Znowu powtórzę: MailDiary.net to żadna rewelacja czy rewolucja. Serwis nie jest nawet jakiś wyjątkowo ładny (co to, to na pewno nie...). Ale... spodobał mi się pomysł na proste pisanie pamiętnika, typu: dostajesz e-mail - odpowiadasz kilkoma zdaniami (bardzo naturalna czynność...) - jest wpis... Można ustalić, kiedy maile z prośbami o kolejny wpis będą do nas przychodzić: codziennie wieczorem, ale - jak ktoś bardziej leniwy - np. raz na tydzień, w piątki...
niedziela, 22 stycznia 2012
Oolone to kolejna próba zrobienia wyszukiwarki nieco odmiennej, niż absolutnie dominujące Google. Czy udana? To na razie raczej przymiarki, ale przecież takie pomysły są potrzebne i czasem "popychają" naprzód całą branżę. Jak wynika z opisu, Oolone.com to dzieło dwóch braci; Chris miał pomysł, a Jon go zrealizował. Koncepcja jest taka, że obraz jest wart więcej niż ileś tam słów (różnie się podaje...). Wniosek? Czemu cztery, a nie więcej? Cóż, jeśli wyniki wyszukiwania są dobrze dobrane, nie ma sensu przeglądania setek stron. Jeśli wpiszę w wyszukiwarce Google hasło Cieszyn, otrzymam "około 28,500,000 wyników". Tylko... co z tego? I tak nikt normalny nie przegląda więcej, niż 1-2 stron z wynikami. Wpiszmy hasło Cieszyn w Oolone: No nieźle - Wikipedia, strona miasta, informacje turystyczne... W wielu wypadkach to wystarczy. Gdy wskażemy kursorem jedną z czterech stron, zobaczymy ją w powiększeniu - niestety, jakość obrazu jest marna (czego może nie widać na zrzucie poniżej): Oczywiście można przeglądać następne wyniki wyszukiwania, klikając w strzałkę na krawędzi ekranu. Jest też opcja wyszukiwania obrazów - również wyświetlane są cztery na stronę - oraz newsów. Niestety, o Cieszynie newsów nie znaleziono...
sobota, 21 stycznia 2012
Zapaday to potężny - w znaczeniu ilości zawartych w serwisie informacji - kalendarz, pokazujący co się dzieje dzisiaj, co się działo w poprzednich dniach i przede wszystkim - co się będzie działo. A ogrom informacji? Przecież na świecie dzieje się wiele, więc trzeba szukać informacji w wielu źródłach. Warto założyć konto i ewentualnie podać, gdzie mieszkamy.
Ale... co nas czeka? Co nas czeka, możemy sprawdzić w różnych zakładkach (zdarzenia, kultura, sport, biznes, nauka...) oraz kalendarzach tematycznych (np. Nagrody filmowe, Festiwale muzyczne, Konferencje klimatyczne, Wystawy przemysłowe, Targi elektroniczne...) Jest tego naprawdę sporo. Właśnie; zapewne nie interesują nas WSZYSTKIE zdarzenia zapowiadane na najbliższe dni czy tygodnie, lecz te z wybranych dziedzin. Można łatwo wybrać interesujące nas informacje, które chcemy śledzić. Będą się pojawiać w zakładce My Zapaday, ale - jeśli przyzwyczailiśmy się do własnego kalendarza - można je przeglądać np. w Google Calendar, czy też w czytniku RSS. Kalendarze możemy zsynchronizować, a także - przeglądać na urządzeniach mobilnych. Jest również możliwość dodawania własnych zdarzeń. Ogrom informacji imponuje. Nie każdy interesuje się świętem państwowym Dominikany, terminem World Of Packing Ukraine 2012 czy datą przelotu obok Ziemi asteroidy 9007 James Bond (4 lutego), ale są osoby, dla których tego typu wiadomości są ważne. Na przykład dziennikarze czy... blogerzy, naukowcy (konferencje), marketingowcy (informacje o nowych produktach), organizatorzy imprez i wycieczek, turyści... A to wszystko i dużo więcej można znaleźć i śledzić za pomocą Zapaday.
czwartek, 19 stycznia 2012
RTBot to wyszukiwarka, wyświetlająca wyniki w nieco bardziej uporządkowany sposób niż popularne Google (wiele osób sądzi, że wyszukiwarka=Google. Naprawdę...). Wyszukuje się tradycyjnie: wpisujemy termin... ...i przechodzimy do strony z wynikami wyszukiwania. A wyniki są podzielone na kilka grup, w zależności od źródła: Klikając odpowiedni zakres na górze strony, możemy wybrać filmy, wpis z Wikipedii, obrazy, wpisy na dany temat w Twitterze czy na blogach, dokumenty czy newsy. Trzeba przyznać, że jest to dość wygodne i skuteczne. Trzeba też wspomnieć, że pomysł nie jest nowy...
środa, 18 stycznia 2012
Page Snooze to sprytne rozszerzenie do przeglądarki Chrome, pomagające użytkownikom, którzy mają zwyczaj otwierać kilkanaście czy kilkadziesiąt kart i tak pracować. No bo przecież za chwilę lub za tydzień jedna z tych kilkudziesięciu kart nam się przyda, szkoda ją zamykać... Jest wielu takich użytkowników (w tym - ja...). Szkoda tylko, że przeglądarka znacznie zwalnia pod takim obciążeniem. Właściwie cały system zwalnia... Oczywiście rozsądny użytkownik internetu udzieli nam kilkunastu błyskotliwych rad typu:
Ale... Pomysł "usypiania stron" spodobał mi się. Wystarczy zainstalować w przeglądarce Chrome mały dodatek. Klikamy na dowolnej karcie prawym klawiszem - pojawia się okienko: Wybieramy, na jaki czas chcemy "zniknąć" czyli "uśpić" stronę (właściwie - otwartą kartę) - na przykład na 2 dni - i... karta znika. Na 2 dni. Po tym czasie samoczynnie się pojawi. "Uśpić" możemy na czas od jednego do czternastu dni, a także... na 5 sekund - zapewne, żeby przetestować działanie. Stron "nie ma", nie zajmują nam pamięci przeglądarki, tylko mała ikonka na pasku informuje, ile mamy "w uśpieniu". Klikając na Opcje możemy sprawdzić, jakie strony są uśpione, na jak długo, a także - przywołać je od razu lub skasować Dobre. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Często czytam:
Mój e-mail
Zaglądam na:
|