Blog będę się starał pisać z pozycji 50-latka i dla osób, które są zainteresowane internetem,ale gramatyki uczyły się z elementarza, a nie z gadu-gadu, a pierwsze rysunki robiły kredkami zamiast GIMP-em.
Blog > Komentarze do wpisu

Źródło milionów fotografii

Za co kochamy Google? Za błyskawiczny dostęp do nieprzebranego morza informacji.
Dostęp za darmo; jeżeli ktoś zamierza marudzić o zyskach, reklamach, adsensach i innych nonsensach, niech najpierw włączy telewizor i poogląda dowolny program, z misyjną TVP na czele.

Rozprawiwszy się z malkontentami - do rzeczy.
Oficjalny blog Google podał kilka dni temu informację o udostępnieniu części archiwum magazynu Life.

Dla informacji - Life  to założony w 1936 roku amerykański magazyn fotograficzny, jeden z najbardziej znanych na świecie.
W 2007 roku przestał się ukazywać na papierze - już wtedy zapowiadano, że udostępnione zostanie 10 milionów zdjęć, z czego 97% nigdy dotąd nie było publikowane. Na razie udostępniono "tylko" 2 miliony zdjęć.

Czy warto zajrzeć?

Tak. Life  to była potęga, pokazywał na zdjęciach najważniejsze wydarzenia i zwykłe życie.
Z magazynem współpracowali najwięksi współcześni mistrzowie kamery. Ale najstarsze obrazy w archiwum sięgają ponoć 1750 roku. Można znależć zdjęcia Einsteina czy królowej Wiktorii (np. z 1897 roku - fotografię wynaleziono w 1826 lub 1827).

Jak tam dotrzeć?

Mamy co najmniej dwie drogi.

1. Wchodzimy na adres http://images.google.com/hosted/life 

 

Mamy tam wyszukiwarkę, możemy też kliknąć na któryś link.
Kliknięcie na konkretne zdjęcie otwiera duży podgląd wraz z opisem - a więc wojskowy na pierwszym zdjęciu to akurat "Brig. Gen. Robert C. Schenck, I Corps, Army of VA, during US Civil War", zdjęcie z 1862 roku.
Kliknąłem na Jacqueline Kennedy - niestety, nic. Okazało się, że w Googlu musiałem wyłączyć filtr rodzinny - Jacqueline była niepoprawna? Po wyłączeniu - OK, około 200 zdjęć.

2.  Druga możliwość - szukamy w normalnej wyszukiwarce Google obrazów, dodając parametr  source:life (czyli np. Einstein source:life  - znajdziemy zdjęcia takiego jednego inteligentnego gościa - ale nie reżysera - ten od Potiomkina to był raczej Eisenstein...)

 Potężna dawka ciekawych obrazów...

 

 

sobota, 29 listopada 2008, one.jack

Polecane wpisy

  • FotoJet - nie każdy jest grafikiem

    Nie każdy ma dość zdolności plastycznych, aby zrobić estetyczny plakat, fotomontaż, kolaż czy kartkę pocztową. W takich przypadkach przydać się może FotoJet .

  • Optimizilla - zmniejsz objętość zdjęcia

    Optimizilla pozwala w łatwy sposób zmniejszyć objętość plików graficznych w formatach PNG i JPEG, a więc - na przykład - zdjęć. Przeciętne zdjęcie z przeciętne

  • HTML5 Maker - tworzymy animacje

    A co się będziemy... Animacja w HTML5? Pestka... HTML5 Maker to narzędzie do tworzenia animacji, ponoć z wykorzystaniemHTML, HTML5, CSS i JavaScript. Laik jes

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/11/29 08:59:09
No wreszcie, Dziękuję. Też słyszałam o tym, ale rozleniwiłeś mnie kompletnie, bo jak mi nie podasz adresu i nie napiszesz "z czym to się je" i jak obsługiwać, to samej mi się nie chce - bo zresztą i tak mi się by to nie udało, nie ta półka umiejętności.

Słyszałam też, że podobno Europa odpowiedziała już Google gdzieś "zbierając" fotografie i nawet dokumenty z europejskich źródeł i to bardziej różnorodnych nie ograniczając się podobno do tylko jednego, jak w przypadku Google do Live. Zatem jak byś kiedyś trafił na coś takiego to - no.... byłoby miło.

A swoją drogą to chyba już niedługo zacznę wyklinać ten cały internet który Paweł Wimmer nazwał też rewolucją społeczną i kulturową bo już już oczami (uszami??) wyobraźni słyszę argument : "No dobrze dziecko, ale szkoda, że nie skorzystałaś z tak dostępnych źródeł jak zasoby Livea czy inne. Lenistwo drogie dziecko - dwa plus i następnym razem się postaraj." - A nawet nie mnie tu nie uczą obsługi komputera!!!

Nie byłam nigdy rewolucjonistką, a pewnie przyjdzie mi dać głowę w tej pawłowo - wimmerowskiej rewolucji.

PS. Chyba zajmę się szydełkowaniem.
-
2008/11/29 09:28:43
Kiedyś, jeszcze drugiej połowie lat 90., brałem udział w audycji radiowej z pewnym polskim pisarzem - graliśmy role internetowego (komputerowego) sceptyka i entuzjasty, ale role szczere, odpowiadające naszym przekonaniom. Wtedy nieco jeszcze na wyrost twierdziłem, że wszelkie dobra kultury będą na wyciągnięcie myszki. Dziś stało się to niemal ciałem, a jako miłośnik starych fotografii witam to archiwum z entuzjazmem. Kilka lat temu przeżyłem euforię, zobaczywszy dagerotyp z konterfektem Chopina pochodzący z lat 40. XIX wieku - nawet nie podejrzewałem, że taki istnieje.
Niech wiecznie trwa pamięć o panu Daguerre :-)

-
2008/11/29 09:38:10
A tutaj stary tekst sprzed prawie dekady z kilkoma uwagami na temat archiwów internetowych: iArchiwum.
wimmer.neostrada.pl/felietony/pcq9910.html

-
2008/11/29 09:42:02
No proszę, teraz działam rozleniwiająco... Przynajmniej blondynce się chce napisać - to ciekawe, a to - eeee, po co to - i u autora masz duży plus.
Mówisz, że Twoi profesorowie będą marudzić, że nie skorzystałaś z jakichś specyficznych funkcji Google czy źródeł internetowych? Raczej wątpię, ich TEŻ nie uczyli obsługi komputera. Jeżeli są w moim wieku lub starsi, to w szkole średniej zapoznali się z liczeniem na suwaku logarytmicznym, a na studiach uczyliśmy się metod iteracyjnych - na kartce papieru. Zresztą - żonę też uczyli komend DOS-a, gdy nikt już tego nie używał.
A' propos świetnego blogu Pawła Wimmera - widziałaś, że Świat Moniki trafił do blogrolla (ten boczny pasek po lewej, czyli "czytam to")? Gratulacje - pamiętam, jaki byłem dumny kilka miesięcy temu, ze Paweł zagląda na moje wypociny :-)
-
2008/11/29 09:53:51
No i znów wydłubałeś :) .Wszedłem na moment żeby obejrzeć jak to wygląda i zapowiada mi się kilka godzin wyjętych z (nomen omen) życia z Lifem. Zdjęcia bombastic.
-
2008/11/29 09:56:03
@prwimmer
No tak, zanim wklepałem odpowiedź makowej_panience, już dwa wimmery wskoczyły - trzeba się było uczyć szybkiego pisania....
PCkurier - czyli o tym pisałeś już prawie 10 lat temu, ale gdyby nie Google to pewnie tak by to szybko nie szło - każdy się tłumaczy, że digitalizacja zdjęć to takie, wiecie, koszty, tyle roboty...
Od wynalazku Daguerre jako takiego odeszliśmy już daleko, ale fakt - on był pierwszy. A stare fotografie odznaczają się często niebywałą plastyką, nieosiągalną właściwie teraz - to chyba ten czas liczony w minutach czy nawet - początkowo - godzinach, światło miało czas pięknie wymodelować obraz, do tego wielki obiektyw z czymś, co teraz nazywa się wadami optycznymi...
-
2008/11/29 10:00:33
Jacku, łączysz w swoim blogu kilka cech, które bardzo cenię w blogach - lekki język, żart, życzliwy stosunek do świata, a przede wszystkim umiejętność prostego wytłumaczenia czy pokazania interesujących rzeczy. Ogromna większość blogów prześlizguje się po tematach, odbija informacje z zewnątrz, świeci światłem odbitym, a prawie nikomu nie chce się napisać z autopsji, przećwiczyć temat, napisać przede wszystkim od siebie.
A jak chodzi o "Świat Moniki", to zafrapowała mnie skłonność do dość chmurnych, egzystencjalnych wynurzeń, dość zaskakująca u bardzo młodej osoby, która raczej powinna tryskać radością życia. No ale nasza młodsza koleżanka z Francji najwyraźniej dostrzegła znacznie wcześniej rozmaite ciemne problemy życia, które zaczyna się widzieć po czterdziestce - są ludzie, którzy po prostu widzą głębiej i szerzej.

-
2008/11/29 10:08:27
gdyby nie Google to pewnie tak by to szybko nie szło - każdy się tłumaczy, że digitalizacja zdjęć to takie, wiecie, koszty, tyle roboty...

Jako urodzony optymista zawsze widzę, że szklanka jest w 90 procentach pełna, a nie w 10 procentach pusta. Jak słyszę kłapanie na temat wstrętnego Google'a, to się od razu najeżam. Strategia Page'a i Brina jest tym, co mnie od razu zafascynowało - ci ludzie, niezależnie od tego, czy czytają moją pocztę, czy też nie, są prawdziwymi wizjonerami świata powszechnie dostępnej informacji. I pewnie dlatego tak często piszę o Google'u, narażając się na zgryźliwość niektórych czytelników.
-
2008/11/29 10:32:16
@korek1000
Dobre, nie? Patrz, ten generał - wiemy, kto to był, z którego roku zdjęcie, zdjęcie świetnej jakości...I bez żadnych szpecących napisów gwoli "walki o ochronę praw autorskich"...
@prwimmer
Nasza młodsza koleżanka z Francji ma bardzo rozległe zainteresowania. Od Arystotelesa do serwisów internetowych (nooo, wiadomo... tu uczy się od najlepszych :-)), z różnymi odgałęzieniami.
Google to rzeczywiście firma "nie z tej ziemi" - ich pomysły na zaawansowane usługi dostępne wszystkim są naprawdę przełomowe (Boże, nie mam gdzieś na blogu jakiejś reklamy gugla? Zaraz ktoś napisze, że wiadomo - bloger pisze, a konto w Szwajcarii puchnie...).
OK, nadąłem się i idę na zakupy (z tego konta, of course - to długo potrwa...), jak mnie ktoś spotka, to będę świecił światłem, hm... wewnętrznym? Endogenicznym? Własnym, o!
-
Gość: **, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/29 11:12:50
Ale czasem dziwacznie wychodzą opisy. Ja akurat oglądałem zdjęcia z Polski (Poland source:life) i są zdjęcia z 1938 i 1939 roku. Np. zdjęcie z 1938 r. przedstawiające rowery przed halą Zirkus w czasie zjazdu Jungdeutsche Party. Miejsce. Poznań, Polska.
-
2008/11/29 11:23:03
Sprawdzałem dzisiaj kilka razy, czy wpis Jacka znajdzie się na stronie głównej Gazeta.pl - no i jest :-)

-
2008/11/29 11:33:55
A propos przywołanego tu Einsteina - autentyczna historyjka z początku lat 50., gdy w Związku Radzieckim szalał akurat urzędowy antysemityzm.
Otóż na jakiejś wyższej uczelni facet bronił pracę doktorską z fizyki i wielokrotnie powoływał się na autora o nazwisku Odnokamuszkin. W końcu, po udanej obronie, jeden z egzaminatorów wziął doktoranta na stronę i pyta, co to za Odnokamuszkin, bo takiego rosyjskiego fizyka to on nie zna. No i okazało się, że biedny doktorant, nie mogąc z jednej strony powołać się na "żydowskiego" fizyka, a z drugiej zignorować jego dorobku naukowego, przerobił doraźnie Einsteina na Odnokamuszkina. Zgodnie zresztą z ówczesnym zwyczajem przodującej nauki radzieckiej ujętym kiedyś złośliwie w serii "Rasskazy o russkom pierwienstwie" :-)

-
2008/11/29 13:43:02
Przykro mi, One.jack mylisz się. Rozumiem przypowieści o suwaku logarytmicznym, ale do mnie, chyba już trzy lata temu, był skierowany mniej więcej taki tekst:
"Dziecinko, jak chcesz coś o czymś pisać, to pierw sprawdź Tu, a jak uznasz, że to już tam jest i na dodatek jest lepiej napisane niż ty chciałabyś to napisać, to sobie odpuść i raczej idź na lody".
Choć moja "szkółka" ma wpisane, że katolicka, to chyba jednak nie oznacza to, że zacofana, a i profesorowie wydają mi się czasem bardziej młodzieńczy niż ja. (Wydaje się bowiem, że w trudnym procesie kształcenia mnie, odnajduję więcej wątków humorystycznych, czy ogólniej: mają więcej zabawy, niż ja).
Mogę zatem postawić tezę, że internetem się nie interesuję, choć zasobami muszę., Dlatego też Blog Pawła Wimmera czytam od dawna, choć przyznaję, że z różnym skutkiem.

A czytam jednak dokładnie i zauważyłam coś o Blogach i czasem pojawiających się tam innych punktach widzenia. To nawet blondynce, na dodatek ciemnej, dało coś do myślenia. Ty byłeś dumny - ja wpadłam w panikę. To właśnie jest ten inny punkt widzenia - Bo co innego jest - coś sobie pisać: zaś co innego: raptem dowiedzieć się, że ktoś to czyta i to jeszcze Kto! Czyli ostatnia deska ratunku pomiędzy starożytnością którą lubie i tam tkwię a współczesnością wymaganą dla wyzbycia się analfabetyzmu (przynajmniej podstawowego).
No owszem, zdarza się, że czytają to bardzo ważni ludzie jak wysyłam mailem "do szkółki" lub zostawiam tam swoje pracę, ale rozumiem że Oni MUSZA, ale tak z własnej woli?

Nie wiem co to jest Blogroll, ale z całą kobiecą logiką (która jest mi przynależna z racji płci), mogę napisać, że się nie wstydzę i niech się wstydzi prwimmer, który tego swojej wieloletniej czytelniczce na tyle przystępnie, abym zrozumiała, nie wytłumaczył, choć rozumiem, że też nigdy nie zapewnił o prowadzeniu kursu także dla blondynek.

prwimmer Ależ ja tryskam życiem, uwielbiam lody truskawkowe i bawić się w piaskownicy. Z tym, że niestety w pozycji szczególnie siedzącej, przy mdłym oświetleniu monitora, włącza mi się taki guziczek (tuż nad lewym uchem) opisany w instrukcji obsługi jako refleksja i wtedy jakby mniej tryskam. (niestety wyłączenie go jest zablokowane, a blokada zaopatrzona szyfrem - nie wiem jak wyłączyć - kod w sekretariacie fakultetu w szafie z napisem studentom to wara).

Natomiast Google cierpi pewnie na paradoks młotka. Cóż zrobić, ciągle jest jedyny do i niezastąpiony wbijania gwoździ (teraz o młotku) mimo, że używając go, bezlitośnie sobie obijam palce. Też wpadam w agresję jak na pytanie jak wbić gwóźdź słyszę - użyj młotka. Okazuje się, że mimo wkroczenia w XXI w jest nadal jedyny (choć przejściowo był taki model Noki, który też się nadawał), a apologecie młotka też by się ode mnie dostało.
Zresztą bij mistrza - to bardzo polskie. Wychwalaj mistrza - to trochę jakby spoza polskiej strefy językowej - w Polsce chyba mówi się że "Nie nada" ! Stąd irytacja. - "Niektórych".



acam167 Nie rozumiem zdziwienia. Jungdeutsche Partei była partią oficjalnie działającą przez II wojną Światową w Polsce i chyba na całym terytorium Polski. W każdym razie na pewno w Poznaniu i na Śląsku. W Poznaniu była niemiecka fabryczka produkująca rowery, zresztą po 1945 r na bazie tej fabryki niestety nie znam nazwy, został utworzony Zakład Nr 2 Rometu.
W 1938 r Jungdeutsche Partei zorganizowala swój Zjazd w Poznaniu - stąd zdjęcie.
-
2008/11/29 14:25:24
Taaaa, wspominałem coś o szerokich zainteresowaniach zainteresowaniach makowej_panienki? Jungdeutsche Partei, jasne...
@makowa_panienka
Etap paniki pominąłem w swoim opisie wrażeń - czy Ty musisz wszystko wyciągać ? :-)
Przejdzie Ci.
Poza tym - Ty masz łatwiej. Paweł to very łebski facet z bardzo rozległymi zainteresowaniami, ale nie sądzę, żeby miał z Tobą duże szanse w sporze o szczegóły dialogu Sokratesa w "Eutyfronie" Arystoklesa.
A'propos - w Polsce nie mówi się "nie nada" - to trochę bardziej na wschód :-)
-
2008/11/29 14:31:01
Eh, te blondynki - tu nawijają o filozofii greckiej, tu o logice klasycznej, a tam blogrolla nie rozumieją...
-
2008/11/29 14:40:40
Pewnie, że nie muszę. Ale było się przyznać od razu - byłoby mi łatwiej.
Rozumiem, że jak dobrnę już do pięćdziesiątki to też nabiorę pewnego dystansu do siebie???

Za sprostowanie dziękuję, pewnie byłam pod wpływem "Rasskazy o russkom pierwienstwie" z piętra wyżej. Zobacz kto napisał - to przestaniesz się dziwić a przynajmniej zrozumiesz mnie.
-
2008/11/29 16:37:07
Kto to napisał TU (Paweł - jemu też łatwiej; pomijając "natywną" inteligencję, ma ojca historyka) czy w ogóle (nie wiem - Google się wykłada na transkrypcji)?
@prwimmer
Fajna anegdotka -ale kiedy doszło do mnie, że autentyczna...

Blog komputerowy "dla blondynek"? Dobry pomysł... Z kilku względów atrakcyjny :-) . Może go zrealizuję...
-
2008/11/29 20:53:44
Panowie denerwujecie mnie, czytam Platona, Kanta a nawet Husserla nic tam nie ma o blokrollu, właśnie starałam się sprawdzić prwimmer'a czy one.jack'a.Nie ma zamontowanych wyszukiwarek do blogu. Oczywiście, jak na blogi dla mnie źródłowe pycha, ale pewnie musi tak już być. Pozostaje googlowanie: a tam Wikipedia. W pierwszy daniu peszące "blog, który się ocenia, w drugim: "Wiele gotowych skryptów Open Source zawiera wbudowane mechanizmy umożliwiające skorzystanie z wymiany linków np. WordPress. Wymiana linków najczęściej odbywa się przy wykorzystaniu mechanizmów OPML"
I ja to mam zrozumieć????
-
2008/11/29 23:02:36
I tam, Monika, mamy wyszukiwarkę - Jacek po prawej, ja po lewej.
pl.wikipedia.org/wiki/Blogroll

-
2008/11/29 23:47:17
Dziękuje prwimer. U mnie blogi "przylatują" Mailem via coś takiego, bo po przejrzeniu robię "zdarzenie" na iCal (ale to Na Macu) - iCal jest świetną bazą do przeszukiwania na hasło i w czasie czyli gromadzi potrzebne linki Dlatego wolę to rozwiązanie a nie notatki typu blogrolla, bo jak sam twierdzisz tak nie zawsze jest czas na klikanie. Maile się jednak przegląda. Poza tym jak sam wspominasz, czasem wpisy blogowicze wspisy dokonują raz na jakiś czas, Mail powiadamia, że właśnie jest.
PS. No właśnie Janina Paradowska rzadko pisze, na szczęście Azrael jest niesamowicie systematyczny. Blogi to lepsze niż przeszukiwanie wiadomości z portali informacyjnych, przynajmniej wiem co w danej chwili "boli"
Jeszcze raz dziękuję. Monika.
-
2008/11/30 09:05:08
Monika, a nie było napisane czasem w pierwszym zdaniu Wikipedii "Blogroll - zestaw linków do innych blogów umieszczany zwykle w bocznym menu (panelu) bloga."?
Czyli - taka lista innych blogów, na które autor np. Poradnika internauty często zagląda. Z linkiem - klikniesz i wchodzisz na polecany blog.
Tak jak można przeczytać w komentarzach do notatki Pawła - wiele osób nie przywiązuje do blogrolla na swoim blogu znaczenia - coś tam wpisali przy zakładaniu blogu i tyle.
Wyszukiwarki na naszych blogach są, ale prawdę mówiąc dość marne. Lepsza jest tutaj - link:buildasearch.com/jack_engine , ale przeszukuje tylko dwa blogi - Pawła i mój. Można oczywiście łatwo zmajstrować inny zestaw przeszukiwanych blogów.
Blogroll... Na Twoim blogu tego nie ma, ani wyszukiwarki. To te różnice kulturowe - nie dość, że Francuzka, to jeszcze z Makiem :-)
PS Ciekawy wykład "filozofii dla początkujących" (czyli dla mnie) na Twoim blogu. Po śniadaniu wrzucam "Świat Moniki" do blogrolla - niech ludzie wiedzą, jakie szerokie mam zainteresowania :-)
-
2008/11/30 09:10:12
No tak - u mnie blogroll nazywa się "Zakładki"...